Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Pod hasłem "Jedna Polska, Dość Podziałów" chętnie pójdą ONR i Młodzież Wszechpolska (pod warunkiem oczywiście, że chodzić będzie o "Wielką Polskę Katolicką"). Natomiast dla zwolennika demokracji hasło brzmi co najmniej dziwacznie - o jakiej jedności mówimy, o jakich podziałach? Przecież demokracja to ustrój wymyślony w odpowiedzi na naturalną różnorodność społeczeństw i wynikające z tego podziały. W tym ustroju nie chodzi o likwidację naturalnych podziałów, a o umiejętność podejmowania decyzji we wspólnych sprawach. W kraju, gdzie wszyscy są jednakowi, demokracja jest zbędnym utrudnianiem procesu decyzyjnego, ponieważ wszyscy myślą tak samo. Więc o czym mówi Zarząd Główny, formułując to hasło?

"Mamy jedną Polskę. Dla wszystkich - Wolną i Demokratyczną. Nie ma naszej zgody na dzielenie Polski i Polaków." - pisze ZG w swoim oświadczeniu.

To nie jest takie oczywiste. Socjologowie potwierdzają narastający od lat podział na (przynajmniej) dwie Polski, prasa o tym trąbi, politycy wszystkich opcji ronią krokodyle łzy nad tym procesem (i po cichu go podsycają, bo to umacnia ich pozycję), a tu Zarząd Główny mówi: "Nie". Ale właściwie do czego to " nie" się odnosi? Faktowi zaprzeczyć się nie da, więc może chodzi o intencje, kierunek działań na przyszłość? Ale jeśli tak, to może lepsze byłoby hasło "budujmy mosty, ponad podziałami, a nie kopmy rowów". Bo istniejącym podziałom zaprzeczyć się nie da, a marszem "przeciw" można je tylko pogłębić. Ponieważ stojący po drugiej stronie odbiorą to jako atak na siebie, na swoje prawo do walki o "właściwy" kształt Trybunału Konstytucyjnego, sądów powszechnych, szkolnictwa czy co tam jeszcze chcą zmieniać. Potępiając istniejący na tym tle podział mówimy tym ludziom - " Przyznajcie się, że kłamiecie. Przecież wiecie, że my mamy rację, a wy wymyślacie tylko kolejne argumenty w walce o władzę". Innymi słowy - demonstrujemy postawę, która istniejące podziały z pewnością pogłębi.

No chyba, że jak pewna uczestniczka spotkania podlaskiego KOD-u jednoznacznie wskaże się winnego wszelkich podziałów w Jarosławie K., choć nie wyglądała ona na osobę, która ostatnie kilkanaście lat przebyła na księżycu i nie słyszała o "moherowych beretach", "ciemnogrodach" i zabieraniu babci dowodu. Więc czemu się dziwić, że wkurzona babcia użyła go w końcu w wiadomym celu? Co gorsza, zrobił tak również niejeden wnuczek.

I do babci, i wnuczka trzeba dotrzeć z argumentem, że powinni uwzględnić również nasz głos, podejmując decyzje w sprawach kraju - czyli zachować mechanizmy demokratyczne, które te głosy uwzględniają. Że powinni to zrobić także we własnym interesie, bo kiedy karta się odwróci, sami będą potrzebować tych mechanizmów do obrony własnych poglądów. W żadnym wypadku nie wolno im mówić, że My wiemy lepiej, a Wy powodujecie tylko sztuczne i niepotrzebne podziały - bo efekt takiego zachowania właśnie widzimy.

P.S. Indagowany na powyższym spotkaniu o treść hasła M. Kijowski również wyjaśniał, że jest ono skierowane przeciw podziałom tworzonym przez PIS, tak jakby do 2015 roku żadnych podziałów w Polsce nie było (sic!).

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.