Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Radość spotkania z kolegami, koleżankami i nauczycielami. Każdy rok szkolny oczywiście rozpoczynałem solennymi obiecankami, że już teraz to się będę uczył na samych piątkach. Jak było potem, to inna sprawa. Ale samo pójście do "budy" było radosne. Szkoła przygotowana, odnowiona, wszyscy radośni, wypoczęci, głodni nauki. I nauczyciele tak bardzo otwarci, jakby czekali na powrót swoich dzieci. A czy nie było tak, że po części stawaliśmy się ich dziećmi? Ile z tej szkoły się wyniosło nie tylko wiedzy, ale zwykłej przyzwoitości, dobrego wychowania, uczciwości, koleżeńskości. Do dziś ja i żona mamy kontakt i to bardzo bliski z naszą profesor od języka polskiego. Zaszczepiła w nas miłość do książek. Kładła nacisk na pozytywizm i realizm - Prus i Dąbrowska. Sienkiewicz nie był jej "konikiem". Uważała, że w życiu trzeba pracować, bo sarmatyzm, który objawiał się też w bohaterach "Potopu", doprowadził Polaków do zguby. Nie znaczy, że Sienkiewicza nie lubiła. Nie. Kładła jednak nacisk na pozytywizm. Ideę pracy organicznej i odpowiedzialności za siebie i za bliskich. Była niesamowicie wymagająca. To daje zawsze efekty później. I później przekłada się na nasze życie codzienne. Na wymaganie od samych siebie. Potem na wymaganie od swoich dzieci. Tak więc piszemy do siebie, my i pani profesor, do dnia dzisiejszego. Ale to była inna szkoła. Bez wstrząsów politycznych. Owszem, historia była zafałszowana albo pełna niedopowiedzeń, bo przecież nie wolno było tknąć "Wielkiego Brata" zza Bugu. Nie szkodzi. I tak prawdy, i to całej, dowiedzieliśmy się w domu od rodziców lub dziadków. Jednak tamta szkoła miała swoja rangę, a nauczyciele szacunek i respekt. Był regulamin, którego trzeba było przestrzegać. Można było bowiem ze szkoły wylecieć, co dziś jest nie do pomyślenia. Były tarcze i odpowiedni ubiór. A przede wszystkim był respekt przed szkołą i nauczycielami. No i edukacją zarządzali ludzie mający wiedzę. Dziś można powiedzieć, że edukacją zarządza woźna. Poziom wypowiedzi pani minister MEN jest żenujący i raczej przypomina poziom woźnej, a nie ministra. Zawsze jednak z sentymentem wspominam szkołę. Już też bym chciał pójść do "swojej budy". Tym razem jednak na "Uniwerek" Trzeciego Wieku. No, ale jak studenci, to studenci, więc rok akademicki rozpoczynamy 1 października. Gdy się jednak spotkamy, będzie na pewno radośnie. Każdy zacznie opowiadać o swoich wakacjach itd. Jednym słowem już chcę wyjść do ludzi. Spotkać się ze znajomymi i przyjaciółmi. Chodzić na zajęcia. Uczyć się i poznawać coraz więcej, bo jak się uczymy, to pracujemy.




Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.