Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
"Dziś to właśnie na ich przykładzie, na ich bohaterstwie wychowujemy nowe pokolenia, by były takie jak oni - wierne ojczyźnie do końca, wierne przysiędze żołnierskiej, wierne temu, co wszczepiono w ich dusze, wierne niepodległej i wolnej Polsce" - powiedział prezydent Andrzej Duda na pogrzebie płk. Zygmunta "Łupaszki" Szendzielarza.

Zygmunt Szendzielarz nie wyszedł z lasu po rozwiązaniu Armii Krajowej, do której należał. Prowadził walkę, tym razem nie z Niemcami, a z nową władzą, której nie uznawał, oraz ze wspierającą tę władzę Armią Czerwoną. Zabijał funkcjonariuszy nienawistnej sobie władzy i żołnierzy radzieckich i za te czyny został skazany na śmierć. Dziś prezydent Duda przedstawia jego postać jako wzór dla młodych pokoleń, ponieważ jego sympatie polityczne lokują się wyłącznie po stronie, której służył "Łupaszka".

"Żołnierze wyklęci"

Najwięksi apologeci płk. Szendzielarza i innych "żołnierzy wyklętych" nie ukrywają, że prowadzili oni walkę beznadziejną, skazaną na przegraną, której ofiary po obu stronach powiększały listę strat wykrwawionego wojną społeczeństwa.

O ile można starać się rozumieć indywidualne motywacje udziału w takiej walce (często była to rozpaczliwa forma samoobrony przed represjami nowej władzy), to trudno sobie wyobrazić takie postawy w skali masowej. Ich rezultatem w najlepszym razie byłoby to, co było wynikiem powstania w Warszawie - hekatomba ofiar, zniszczenia materialne, załamanie woli oporu. W najgorszym - częściowe unicestwienie narodu, likwidacja nawet ułomnych form własnej państwowości. W połowie lat 40. ubiegłego wieku żaden ruch oporu nie miał szans w starciu z imperium Stalina. Sam Szendzielarz zdał sobie z tego sprawę. On również nie spełnił prezydenckich kryteriów walki do końca - rozwiązał przecież swój oddział i próbował żyć w niechcianej rzeczywistości.

"Łupaszka" wzorem dla przyszłych pokoleń

Zdaniem prezydenta Andrzeja Dudy postawa "Łupaszki" i jemu podobnych to wzór dla przyszłych pokoleń.

Ale która? Z okresu kiedy pozostał w lesie czy z tego, kiedy z niego wyszedł? Czy w ogóle można dzielić sąsiadujące ze sobą etapy życia jednego człowieka, nie dostrzegając, że jeden wynika z drugiego? A tak przecież każą nam patrzeć na płk. Szendzielarza i wszystkich "wyklętych", których większość złożyła broń po beznadziejnej walce.

Nazywając rzecz po imieniu, prezydent wzywa przyszłe pokolenia swoich rodaków do gotowości do walki za wszelką cenę. Nawet takiej, której wynik jest przesądzony, bez myśli o zachowaniu chociażby substancji narodowej i materialnych warunków egzystencji narodu.

To zadziwiająca postawa jak na męża stanu, któremu z ust nie schodzi pomyślność narodu. Zakłamująca rzeczywistość historyczna, do której się odwołuje, propagująca wierność ojczyźnie nawet za cenę jej unicestwienia.

Życie i historia są czarno-białe tylko w bajkach. Konsekwencje wbijania bajek do głów "przyszłym pokoleniom" mogą być opłakane dla państwa i narodu. Ale bajki tak pięknie brzmią. Tak łatwo się je opowiada.

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl


REGULAMIN użytkownika "Gazety Wyborczej">>>

Szanowni Państwo, kontynuujemy prace nad systemem komentarzy i ich ocen. Wspólnie możemy sprawić, że nasze forum będzie miejscem przyjaznym i wolnym od agresji.

Pomóżcie nam:
- nie dyskutujcie z trollami
- jeśli widzicie komentarze, które powinny być skasowane, zgłoście je moderatorowi poprzez kliknięcie kosza przy wpisie
- wpisy i uwagi do systemu moderacji przysyłajcie mailem na adres forum@wyborcza.pl

Dziękujemy.




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.