Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Aborcja. To taki trudny temat. Od kilku dni przez nasz kraj przetacza się burza wywołana obywatelskim projektem ustawy całkowicie zakazującym aborcji. Tyle tu wątków, że nie wiem, czy dam radę napisać to składnie, ale spróbuję. Czuję, że muszę.

Po pierwsze,

nie usunęłabym ciąży, gdyby powstała w wyniku przestępstwa ani gdyby moje przyszłe dziecko było chore, ale w taki sposób, że mogłoby żyć samodzielnie. Nie gwarantuję, czy nie zrobiłabym tego, gdyby okazało się, że nie ma mózgu, głowy czy jest w jakiś inny sposób zdeformowane tak, aby móc żyć, albo miałoby cierpieć ponad ludzką miarę. No i na pewno zrobiłabym to w przypadku, gdybym miała osierocić Zajączki. Kolejna ciąża mi raczej nie grozi, bo umiem planować swoje życie, ale pewności nie mam, bo jestem jeszcze w wieku rozrodczym.

Osobiście jestem przeciwna usuwaniu ciąży w innych sytuacjach niż te z obecnie obowiązującej ustawy. Dokładnie to sobie przemyślałam i już wiem, skąd się to bierze. Obie ciąże miałam zaplanowane i wyczekane. Dzieci bardzo upragnione. Gdy obserwowałam monitor USG, dla mnie to od najwcześniejszego stadium były dzieci. Kochane i oczekiwane z niecierpliwością. Najprawdopodobniej zupełnie inaczej bym o tym myślała, gdybym została zgwałcona... Ale to, co ja bym zrobiła albo czego bym nie zrobiła, nie dotyczy innych kobiet. Mają one suwerenne prawo do decydowania o własnym ciele, w chwili obecnej w trzech przypadkach określonych obowiązującą ustawą.

Po drugie,

zakaz aborcji to w Polsce fikcja. Właśnie zaczęłam się interesować tematem i usłyszałam od moich nastolatek, jakich trzeba użyć leków, gdzie je kupić i jak stosować. Włos mi się zjeżył, bo nie spodziewałam się, że to takie proste, choć mocno niebezpieczne. Już niemal nikt nie zgłasza się do ginekologów na mechaniczną aborcję (koszty duże, bo od 3 tysięcy w górę) w Polsce. Pewna grupa kobiet jeździ do Niemiec, na Słowację itp., ale to mniejszość. Wystarczy użyć w odpowiednich odstępach czasu popularnych leków (na inne schorzenia), aby po kilku czy kilkunastu godzinach poronić (nawet ciążę dwudziestotygodniową). W głowie mi się to nie mieści, ale to się dzieje codziennie.

Po trzecie,

w projekcie ustawy jest kuriozalny zapis o zlikwidowaniu badań prenatalnych jako bezprzedmiotowych wobec całkowitego zakazu usuwania ciąży. Ale przecież badania prenatalne mają zupełnie inny cel. Chodzi o zdiagnozowanie ewentualnych chorób, które można często leczyć już w łonie matki lub zaraz po porodzie. To prawda, że niektórzy rodzice dowiadujący się o ciężkich schorzeniach dziecka nie decydują się na kontynuowanie ciąży. Ile jest miejsc, które wzmacniają rodziców, pomagają im się oswoić z sytuacją? Kto pomaga rodzinom, które muszą zajmować się obłożnie chorym dzieckiem od urodzenia aż po grób?

Łatwo, o, bardzo łatwo jest bronić praw nienarodzonych. Co jednak z wymiernymi czynami? Sporadycznie słyszę o działaniach mających na celu wzmocnienie kobiet, które poroniły, i takich, które urodziły poważnie chore dziecko. W głośnych dyskusjach zarodek / dziecko (w zależności od używanej nomenklatury) jest tylko abstrakcyjnym dobrem, o które się walczy.

Do tego dochodzi obłudna i obrzydliwa praktyka publikowania rysunków i zdjęć rodem z horroru, obrazujących mordowanie nienarodzonych przez ginekologa. To odrażające, bo tak się aborcji nie przeprowadza. Nikt nie wbija nożyczek w głowę płodu i nie wywleka po kawałku małego ciała. To ma być argument? To ohydne i nieludzkie, bo to używanie strachu i wstrętu jako sposobu przeciągnięcia oponentów na swoją stronę. Szczerze powiem, że wstrząsnęło to mną do głębi, bo udostępniają takie posty osoby światłe i, wydawałoby się, dobrzy ludzie - mówiący o sobie "wierzący katolik".

Po czwarte,

w głowie mi się nie mieści to, co wygadują posłowie (mężczyźni) o gwałtach i poczętych z nich dzieciach. Te wszystkie słowa świadczą dla mnie o tym, że przejdą po trupach, aby zrealizować swoje cele. Tak nie wolno!

*Autorka bloga: OKIEM OBSERWATORA.

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

REGULAMIN użytkownika "Gazety Wyborczej" >>>

Szanowni Państwo,
kontynuujemy prace nad systemem komentarzy i ich ocen. Wspólnie możemy sprawić, że nasze forum będzie miejscem przyjaznym i wolnym od agresji. Pomóżcie nam:
- nie dyskutujcie z trollami,
- jeśli widzicie komentarze, które powinny być skasowane -- zgłoście je moderatorowi, poprzez kliknięcie kosza przy wpisie.
- wpisy i uwagi do systemu moderacji przysyłajcie mailem na adres forum@wyborcza.pl
Dziękujemy.




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.