Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Na bulwarach wiślanych jest znane zapewne wszystkim krakowskim rowerzystom miejsce, gdzie nie sposób już jechać dalej wzdłuż rzeki wąską ścieżką rowerową, za to można zrobić dogodną nawrotkę parkową alejką, by po chwili znów wrócić na ścieżkę i podążać z powrotem w stronę Wawelu.

Tak właśnie zrobiłem, a ponieważ na chodniku była kobieta z wózkiem, zwolniłem do tempa energicznego kroku piechura (zawsze tak robię, gdy zbliżam się do pieszych, zwłaszcza z wózkami, dziećmi, tchórzofretkami, itp.), i spokojnie ją ominąłem. W tym momencie na chodnik wszedł jej partner z psem.

Powiedziałem grzecznie "przepraszam" i nadal z tą samą prędkością toczyłem się przed siebie. Niestety, zwierzę nie zrozumiało komunikatu (sądząc z dalszego biegu wydarzeń, można mieć wątpliwości, czy zrozumiał go właściciel czworonoga...) i przejeżdżając - mea culpa - tyknąłem je lekko w rozmerdany ogon.

Zwierzak odsunął się spokojnie i najwyraźniej nie miał do mnie pretensji, inaczej niż jego krewki i jakże bystry właściciel, który gdy przejechałem już dobrych kilka metrów, wrzasnął za mną: "J***ć ci, k***a?".

Bez smyczy i kagańca

Potem dorzucił do tego specyficznego "Dzień dobry" stek wyzwisk i propozycję zawarcia bliższej znajomości. Wspomniał też coś o tym, że "mam ścieżkę rowerową", niebaczny na to, że właśnie przed momentem skutecznie tarasował ją razem z psem dokładnie w miejscu, w którym bym się znajdował, gdybym wybrał niewygodny i zmuszający do zatrzymania się wariant nawrotki "w miejscu" na wąskiej drodze dla rowerów (no cóż, "kiedy Kali kradnie krowę...").

Być może nawet powodowany chęcią obrony swego pupila przed wyimaginowanym zagrożeniem czy afrontem bądź popisania się przed kobietą zamierzał mnie gonić z ową pieśnią na ustach, bo usłyszałem dźwięk przypominający spadający na chodnik plastikowy uchwyt smyczy, który miał w ręku. A propos - jestem raczej słusznego wzrostu, a sięgający mi kolan pies, na oko skundlony amstaf - nie jestem ekspertem - paradował bez smyczy i kagańca, więc może straż miejska winna zainteresować się tym tematem?

Nie ma co liczyć na rzeczową dyskusję

Nie chciało mi się zsiadać z roweru. Nie jestem fanem języka migowego, ale czego się nie robi w stanie wyższej konieczności... Stwierdziłem jednak, że możliwa w tej sytuacji eskalacja agresji w związku z taką błahostką nie ma najmniejszego sensu i że zamiast dawać zarobić dentyście protetykowi, należałoby udać się do innego specjalisty, którego obszar działania mieści się w obrębie mózgoczaszki...

W dodatku nie było tutaj widoków na równorzędną wymianę uprzejmości, gdyż frustrat miał ze sobą psa, który pewnie w kluczowym momencie by się za nim ujął, a po ranach szarpanych zostają brzydkie blizny.

Ponadto staram się nie zadawać z byle kim, a nie przypominam sobie, abyśmy z owym jegomościem byli na "ty", więc puściłem wspomnianą "wiązankę" mimo uszu i, delikatnie przyspieszywszy, bez słowa pojechałem po prostu swoją drogą: poziom agresji w głosie wskazywał, że nie ma co liczyć na rzeczową dyskusję...

Nie pokazałem mu przy tym nawet środkowego palca - choć przyznam, że mnie kusiło - bo nie lubię zniżać się do poziomu komunikacji takich troglodytów. (...)

Odrobina zdrowego rozsądku

Jeżdżę po Krakowie rowerem od jakichś trzydziestu lat, kiedy to jeszcze nikomu o miejskich ścieżkach rowerowych nawet się nie śniło. Nie mam na sumieniu żadnego przechodnia, wózka czy zwierzęcia (chwilę przed opisanym zdarzeniem spokojnie ominąłem na tym samym chodniku staruszkę z psem, która, jak każdy normalny człowiek, po prostu na moment delikatnie skróciła pupilowi smycz, żeby nie przyszło mu do głowy rzucić mi się pod koła) i nie zetknąłem się dotąd z takim bezinteresownym chamstwem.

Z mojego doświadczenia wynika, że potrzeba naprawdę odrobiny zdrowego rozsądku, wyobraźni i wzajemnego szacunku, aby wraz z pieszymi, biegaczami, rolkarzami, nordic walkerami itp. bezkonfliktowo korzystać z tych samych ścieżek, alejek czy chodników.

I tych właśnie trzech rzeczy chciałbym życzyć wszystkim (...), czytającym niniejszy tekst.

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl



REGULAMIN użytkownika "Gazety Wyborczej" >>>

Szanowni Państwo,
kontynuujemy prace nad systemem komentarzy i ich ocen. Wspólnie możemy sprawić, że nasze forum będzie miejscem przyjaznym i wolnym od agresji. Pomóżcie nam:
- nie dyskutujcie z trollami,
- jeśli widzicie komentarze, które powinny być skasowane - zgłoście je moderatorowi, poprzez kliknięcie kosza przy wpisie.
- wpisy i uwagi do systemu moderacji przysyłajcie mailem, na adres forum@wyborcza.pl Dziękujemy.




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.