Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Doszukiwanie się przeszłości agenturalnej pana prezydenta Lecha Wałęsy stało się wręcz obsesją niektórych ludzi. Tym, którzy nie znają najnowszej historii Polski - warto przypomnieć podstawowe fakty.

W latach 70. byliśmy pod okupacją sowiecką. Stacjonowały u nas obce wojska. PZPR - partia rządząca była zależna od władz radzieckich, a jej działania można w dużym stopniu porównać do działalności mafijnej.

Armia Krajowa została w brutalny sposób zlikwidowana. Wymiana gospodarcza polegała w dużym stopniu na daninie wobec ZSRR. Teoretycznie byliśmy "bratnim" narodem, a realnie trzymanym w żelaznych kleszczach.

W tych okolicznościach elektryk ze stoczni postanowił walczyć z reżimem. Podjął się walki, która nie miała żadnych szans na powodzenie.

Nawet po zmobilizowaniu milionów cywilów nie było realnych szans na zwycięstwo z największą armią świata, którą dysponował ZSRR.

Owszem, Lech Wałęsa nie działał w pojedynkę. Działaczy opozycyjnych było wielu, ale przywódca "Solidarności" był tylko jeden.

Warto o tym fakcie pamiętać. Niestety, mam wrażenie, że nawet historycy o tym zapominają.

Walka, jakiej podjął się Lech, była beznadziejna i samotna. Jako zdecydowany i jedyny naprawdę liczący

się lider opozycji Wałęsa musiał mieć świadomość, że może stracić życie, a jeśli nawet przeżyje, to może skończyć w ciemnej i wilgotnej piwnicy pod Moskwą i w samotności dożyć końca swoich dni.

O podobnych przypadkach można by napisać kilka grubych tomów.

Czasem jest tylko nadzieja

Mógł mieć tylko nadzieję, że wygra. Niewiele nadziei. Sojusznicy nas opuścili, ich wsparcie było jedynie symboliczne, czasy stalinowskie nie poszły jeszcze w zapomnienie.

Każdy działacz opozycji komunistycznej zasługuje na najwyższy szacunek i pamięć. Ale co innego groziło osobie drukującej ulotki, a co innego człowiekowi, który był symbolem dążenia do wolności. W latach osiemdziesiątych byłem dzieckiem, ale nigdy nie zapomnę, jak zwykli ludzie z nadzieją mówili o Wałęsie. On był nie tylko człowiekiem. Był symbolem wolności. A ten symbol był solą w oku władz.

A jednak w sposób niezłomny i niezachwiany walczył z najpotężniejszym i najokrutniejszym reżimem na świecie. Czy był agentem UB? Równie dobrze można by stwierdzić, że król Jagiełło był agentem Krzyżaków, Jan III Sobieski tureckim, a Piłsudski radzieckim. Jeżeli są nawet dokumenty na ten temat - to gratuluję wiedzy historycznej i rozsądku tym, którzy w nie wierzą.

Równie dobrze można by ufać dokumentom mafii włoskiej lub pruszkowskiej. To, że w archiwach UB mogły istnieć pseudodowody oczerniające Wałęsę, jest dla mnie oczywiste. Tak samo oczerniali żołnierzy AK, zresztą często też przygotowywali teczki na własnych kolegów. Niezrozumiałe jest dla mnie, że panowie na posadach w IPN "pracują" nad agenturalną przeszłością byłego szefa "Solidarności". Ich rolą jest krzewienie pamięci o Polakach i polskiej tożsamości narodowej, a nie doszukiwanie się absurdów. Bo jak inaczej można nazwać teorię, że człowiek, który zniszczył UB i komunizm w Polsce, był agentem komunistycznym?

Wałęsa przyczynił się do obalenia komunizmu

Równie dobrze panowie z IPN-u mogliby poświęcać swój czas na badanie, czy słońce krąży wokół ziemi. Nie mam nic przeciwko, jeżeli ktoś w celach naukowych poświęca na to swój prywatny czas, ale jako podatnik czuję się okradany - składając się na pensje tego typu urzędników.

Wałęsa walnie przyczynił się do zniszczenia komunizmu w Europie. Zrobił coś, co było niemożliwe. Z dzisiejszej perspektywy łatwo jest oceniać przywódcę "Solidarności", ale w latach 70. i 80. bycie przywódcą opozycji to było więcej niż igranie z ogniem. Znikąd nie można było się spodziewać zdecydowanej pomocy lub wsparcia. Fakty są takie, że w zamian za przelewaną krew w 1939 roku i później przez całą wojnę oddano nas bez mrugnięcia okiem w ręce wujka Joe.

Jeżeli nikt nie upomniał się w sposób twardy i zdecydowany o miliony, to kto upomniałby się o jednego Wałęsę?

Jeżeli nawet ludzie w Polsce podnieśliby bunt w obronie lidera, to mogliby zostać w jednej chwili rozjechani czołgami. Bezsporną prawdą jest, że Wałęsa był na pierwszej linii frontu i mógł liczyć tylko na siebie. Pozostaje tylko żałować, że nie było więcej takich "Bolków", bo pewnie komunizm w Europie skończyłby się wcześniej.

W naszej historii przydałaby się cała armia "Bolków". Być może można go oceniać różnie, ale niech robią to: Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Henryk Wujec, Andrzej Gwiazda, Anna Walentynowicz.

Oni tak naprawdę wiedzą, jak wyglądało życie opozycjonisty w tamtych czasach.

Spójrzcie za wschodnią granicę

Białoruś jest w rękach tyrana. Ukraina samotnie walczy o niepodległość na granicy z Rosją. Jeżeli przegra, to na pewno nie pozostanie wolna. Łatwo jest oceniać innych po latach z perspektywy ciepłego fotela. Tylko kto wie, jaki byłby świat bez Wałęsy?

Może bylibyśmy tygrysem Europy, jakim są dzisiejsze Chiny w Azji? Albo spokojną Białorusią? Ktoś może rzec - to niemożliwe.

Polacy mają inną mentalność - wcześniej czy później przebudziliby się. Być może tak, ale podczas zaborów przez ponad 120 lat nie udało się wywalczyć wolności mimo wielu prób. Można snuć różne teorie, ale komunizm wcale nie musiał upaść. Fakty historyczne są bezsporne. Przywódca "Solidarności" w najcięższych czasach był tylko jeden, tylko on miał na tyle odwagi i umiejętności, aby obciąć głowę tyranii i nie zapominajmy, że był pierwszy na świecie. Nikomu nie udało się dokonać tyle, co Wałęsie. Jako Polak jestem dumny, że jestem rodakiem wielkiego Lecha.

Instytucje rządowe powinny rozgłaszać na całym świecie dobre imię Polski i Polaków, a nie hańbić je, bo hańbiąc Wałęsę, znieważają również swoją ojczyznę.

Były przywódca "Solidarności" jest postacią znaną na całym świecie i kojarzoną z Polską. Szkoda, że wiele osób powszechnie znanych, aby realizować własne plany i kariery, nie uszanuje nic, nawet Rzeczpospolitej.

Warto przypomnieć, że przed zaborami było podobnie. Każdy ciągnął w swoją stronę, nie szanując nikogo i

niczego. Jak to się skończyło, wiemy. Jesteśmy w końcu wolni. Powinniśmy to uszanować i wykorzystać, aby w przyszłości być silniejszymi.

Każdy, kto oskarża Wałęsę, powinien pamiętać, że komuniści byli cynicznymi i wyrachowanymi zbrodniarzami. Walka z nimi nie była zabawą. Od 1939 roku Rosjanie i ich następcy mordowali z zimną krwią dziesiątki tysięcy Polaków. Historycy z IPN-u powinni rozumieć, że Lech Wałęsa nie bawił się z nimi w czterech pancernych, tylko walczył na śmierć i życie i zwyciężył. Swój sukces przypieczętował, wyprowadzając wojska radzieckie z Polski. My, jako naród, zawsze będziemy jego dłużnikami, czy nam się to podoba czy nie.

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl



REGULAMIN użytkownika "Gazety Wyborczej">>>

Szanowni Państwo, kontynuujemy prace nad systemem komentarzy i ich ocen. Wspólnie możemy sprawić, że nasze forum będzie miejscem przyjaznym i wolnym od agresji.

Pomóżcie nam:
- nie dyskutujcie z trollami
- jeśli widzicie komentarze, które powinny być skasowane -- zgłoście je moderatorowi poprzez kliknięcie kosza przy wpisie.
- wpisy i uwagi do systemu moderacji przysyłajcie mailem na adres forum@wyborcza.pl

Dziękujemy.




Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.