Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
"Wojciech Jaruzelski lubił dziewczyny, ale nie pił ani kieliszka, natomiast Rokossowskiemu w piciu wódki szklankami dorównywał tylko Cyrankiewicz" - takie oto zdanie mignęło wśród dziesiątków reprodukcji materiałów skonfiskowanych z domu generała Kiszczaka.

W telewizyjnej relacji "na żywo prosto z Instytutu Pamięci Narodowej" (w publicznej telewizji; swoją drogą - jak nisko upadło misyjne niegdyś dziennikarstwo), jeden z IPN-owskich fachowców od dokumentów na kończącym się oddechu opowiadał z przejęciem, że znaleziono również oryginał pamiętnika generała Kiszczaka z jego osobistymi poprawkami. "Pozwoli to na zrozumienie kontekstu podejmowanych przez niego decyzji" - dodawał, niemal tracąc głos.

Warto chyba poinformować opinię publiczną, że rzekomy pamiętnik badany przez IPN to książka "Generał Kiszczak mówi. Prawie wszystko " popełniona przeze mnie i Jerzego Skoczylasa w roku 1991 i wydana (i sprzedana przez wydawnictwo BGW) w nakładzie ponad 300 tysięcy. A w maszynopisie rozpoznaję wydruk komputerowy powstały wówczas na drukarce "oki" znajdującej się jeszcze w "Tygodniku Powszechnym" (drukarek było mało, korzystaliśmy z życzliwości redakcji).

Nie wnoszę o zwrot tych materiałów, bo akurat należały do generała Kiszczaka jako współautora książki. Jak nakazywało i nakazuje prawo - autoryzowaliśmy ten materiał, a co z tego wynika - Kiszczak go czytał i poprawiał w nim niemal wszystko. I choć wykłócaliśmy się o każdą poprawkę (z różnym skutkiem), to jednak jest to tylko wersja oficjalna generała Czesława Kiszczaka. I zazdroszczę lekarzowi tych, którzy na podstawie tej książki chcą prowadzić badania naukowe.

Ja rozumiem, że gdy się walczy w wyścigu o podlizanie się nowej władzy, to publikuje się wszystko i byle jak, byle tylko pokazać wysoki gatunek swojej wazeliny.

Ja rozumiem, że młodzież zatrudniona w IPN nie tylko nie pamięta stanu wojennego, ale i początków wolnej Polski, natomiast wszystko o tych czasach wie. Od biedy nawet rozumiem, że fachowcy od historii nie wszystko musieli przeczytać, co się ukazało na dany temat.

Choć ja akurat, gdy książka powstawała, przeczytałem wszystko, co było wówczas dostępne na temat Kiszczaka - taki mam nawyk, gdy coś poważnie traktuję.

Ale powiedzcie mi Panowie, jak wy chcecie wyjaśniać prawdziwość lub fałszywość innych dokumentów znalezionych u Kiszczaka? Zresztą wszystkich innych też. Za pomocą mikroskopu dostępnego w sklepie "Wszystko dla milusińskich"? Gdy widzicie znak świadczący, że dokument leżał obok kogoś z minionej epoki, to najpierw dostajecie wysypki emocjonalnej, potem mózg dokonuje intelektualnej kontaminacji, a potem już tylko parcie na szkło, prawda?

Jeśliby tak było, służę dziesiątkami podobnych materiałów - wspomnień establishmentu PRL. Jest i generał Kiszczak (więcej niż w książce), i generał Gruba, i generał Jaruzelski, i Mieczysław Rakowski, i Stanisław Ciosek, i Jerzy Urban, i jeszcze ktoś pewnie się znajdzie na deser.

Oczywiście - oferuję wyłącznie oryginały. Dziś na szczęście drukarek komputerowych nie brakuje.




.

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl



REGULAMIN użytkownika "Gazety Wyborczej">>>

Szanowni Państwo, kontynuujemy prace nad systemem komentarzy i ich ocen. Wspólnie możemy sprawić, że nasze forum będzie miejscem przyjaznym i wolnym od agresji.

Pomóżcie nam:
- nie dyskutujcie z trollami
- jeśli widzicie komentarze, które powinny być skasowane -- zgłoście je moderatorowi poprzez kliknięcie kosza przy wpisie.
- wpisy i uwagi do systemu moderacji przysyłajcie mailem na adres forum@wyborcza.pl

Dziękujemy.




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.