Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jeśli filozof z wykształcenia, minister nauki i szkolnictwa wyższego widzi "historyczną ciągłość" pomiędzy częścią protestujących dziś przeciwko poczynaniom PiS a "komunistycznym aparatem represji", to może Niemcy w 1935 roku mieli rację, pozbawiając osoby, które miały pradziadka Żyda, obywatelstwa Rzeszy?

Nazistowscy prawnicy rozumowali bowiem tak - Żydzi (a nawet pół-Żydzi i ćwierć-Żydzi też) są organicznymi wrogami Rzeszy, niezależnie od tego, co sami twierdzą i jakie stanowisko zajmują. To się po prostu przenosi w genach. Tylko pozbawienie ich praw obywatelskich (na początek) może ustrzec państwo przed zgubnym wpływem żydostwa.

Niedawny minister sprawiedliwości RP (sic!) rozumuje podobnie: - Czy członkowie "komunistycznego aparatu represji" (lub ich potomkowie) mogą być dobrymi obywatelami wolnej Polski i sprzyjać jej "dobrej zmianie"? Oczywiście nie.

"Dziad Kijowskiego związany był z komunistycznym aparatem represji. Dlatego potwierdzam tezę Jarosława Kaczyńskiego, że istnieje pewien historyczny związek pomiędzy częścią tych, którzy protestują, a środowiskiem" (jakim? - oczywiście komunistycznego aparatu represji) - stwierdził w TVN 24 Jarosław Gowin.

Pragnę zauważyć, że jest to twórcze rozwinięcie tezy Wielkiego Przywódcy o genetycznym warunkowaniu postaw moralnych i politycznych, która wprawiła w osłupienie środowisko nauk przyrodniczych i społecznych. Minister nauki w cytowanej wypowiedzi odwołał się wprost do "resortowych dzieci" i "resortowych wnuków" dziedziczących, jak rozumiem, postawy rozpowszechnione w określonym resorcie.

Skutek może być tylko jeden - lustracja do czwartego pokolenia (na początek), z wszelkimi konsekwencjami prawnymi.

Przy ich rozważaniu warto też sięgnąć do zdobyczy radzieckiej myśli prawniczej, która przynajmniej na początku przewidywała podział społeczeństwa na grupy w zależności od "pochodzenia społecznego" i stworzyła nawet specjalną kategorię "liszenców" - ludzi społecznie zbędnych, całkowicie nieprzydatnych do udziału w "dobrej zmianie", jaka się wówczas dokonywała. Kończyli przeważnie jak Żydzi u Hitlera.

Oczywiście przeniesienie wprost rozwiązań niemieckich czy radzieckich wydaje się już, niestety niemożliwe, ale jedno przecież można przynajmniej zrobić - na manifestacje przeciw PiS wpuszczać tylko osoby z certyfikatem wystawionym przez władzę. I problem z głowy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.