Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Droga Gazeto,
Zacznę od podziękowania za ilość i jakość materiałów zamieszczanych na waszym portalu w związku z kryzysem uchodźczym w Europie. Mogę mieć tylko nadzieję, że będą służyły nie tylko poszerzeniu informacji, ale również obudzą sumienia i przemienią serca tych, którzy sprowadzają uchodźców do kategorii ludzi gorszych od nas. Dziękuję.
Drogie czytelniczki i czytelnicy,
Wiem, że zwracam się do osób, które czytając Gazetę Wyborczą, mają podobne do moich odczucia i poglądy dotyczące przyjęcia uchodźców do Polski i to bez względu na ich wyznanie. Ale może przeczytają go ci nie przekonani, bojący się i niezorientowani w przesłaniach innych religii, a wam dodadzą argumentów w rozmowach, a czasami i w sporach z rodziną, znajomymi etc.

Oglądając zdjęcia uśmiechniętych uchodźców, których witały napisy "Witajcie w Monachium", pomyślałam sobie, że dzisiaj to od Niemców powinniśmy brać przykład, czym jest otwarta społeczność, która czynami udowadnia, że wartości humanitarne są obecne w ich życiu. Jednak mam nadzieję i wierzę w to, że my, Polacy, okażemy się solidarnym i otwartym narodem. Że jest w nas współczucie, gotowość niesienia pomocy, wrażliwość na cudzą krzywdę. Nie patrzmy na siebie przez pryzmat hejterów. Oni są głośniejsi, chętniej się "wypowiadają" i zatruwają nasze serca i myśli. Jednak Polska Akcja Humanitarna istnieje i działa właśnie dzięki solidarności i zaangażowaniu wielu Polaków. Ostatnio na pomoc dla Nepalu zebraliśmy ponad 3 mln zł. A po opublikowaniu zdjęcia małego Aylana na konto PAH zaczęły wpływać wpłaty na pomoc dla Syrii. Przykładów, kiedy sprawdziliśmy się jako naród i byliśmy z siebie dumni, można by mnożyć. Nie zapominajmy o nich.

Wierzę w ducha naszego narodu

Jeśli chodzi o problem przyjęcia uchodźców, też nie jest tak źle. Do naszej Fundacji dzwonią dziesiątki ludzi, deklarując chęć przyjęcia rodziny uchodźczej, pomimo że PAH nie zajmuje się sprowadzaniem uchodźców do Polski. Wiem o wielu oddolnych inicjatywach, których celem jest zebranie środków i sfinansowanie pobytu rodziny uchodźczej. Obawa przyjęcia zbyt dużej liczby uchodźców jest raczej po stronie rządu polskiego, który w osobie pani premier Ewy Kopacz walczy o nie więcej niż 2 tys. uchodźców, które Polska miałaby przyjąć.

Myślę, że jest to wstyd dla wielu z nas. Czujemy, że stać nas przecież na więcej. Być może gdyby nie zbliżające się wybory i obawa rządzących, że negatywnie wpłynie to na słupki wyborcze, to sądzę, że pani premier ufniej patrzyłaby na możliwości naszego kraju. Przecież, gdyby każda parafia czy gmina przyjęła tylko jedną rodzinę, to moglibyśmy przyjąć ich ponad 40 tys.

Zresztą pamiętajmy, że zgodnie z ustaleniami dopiero w 2016 roku miałaby dotrzeć do nas pierwsza grupa ok. 800 osób, co oznacza ok. 200 rodzin. Mam jednak nadzieję, że ta liczba będzie większa, dzięki duchowi naszego narodu, w który wierzę.

Nie obawiajmy się też kosztów. Przypominam, że na każdego uchodźcę nasz rząd dostanie 6-10 tys. euro z UE. Jak wyliczyli Patrycja Sasnal i Patryk Kugiel z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM), utrzymanie 1 tys. uchodźców z Syrii będzie kosztowało 11 mln zł rocznie. To oznacza, że dotacja UE jest z nadmiarem, bo na 1000 osób, średnio 8 tys. euro to 32 mln zł.

I jeszcze jedno. Nikt nikogo nie zmusza do przyjmowania, zaopiekowania się, pomocy uchodźcom. To sprawa sumienia każdego z nas. Jeżeli ktoś nie chce, to chociaż niech nie przeszkadza i nie truje naszych myśli zjadliwymi, rasistowskimi uwagami.

Na posiedzeniu Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego pani premier Ewa Kopacz podkreśliła, że celem działań rządu polskiego jest próba zwalczania źródeł kryzysu migracyjnego, a nie leczenie jego objawów. Może wielu czytelników nie wie, że w ramach polskiej pomocy rząd polski nie finansuje pomocy na terenach objętych walkami, czyli ani w Syrii, ani w Donbasie. Staje to w sprzeczności z deklaracjami, że "Polska zawsze stała i stoi murem za solidarnością europejską i wartościami, o które sami długo walczyliśmy". Deklaracje stoją w sprzeczności z praktyką.

Naprawdę możemy pomóc!

Polska Akcja Humanitarna w ciągu dwóch lat wydała na pomoc w Syrii, w prowincjach Hama i Idlib, około 20 mln zł pochodzących głównie od organizacji międzynarodowych, ale też ze zbiórek polskiego społeczeństwa.

Liczymy nadal na wasze zaangażowanie, dzięki któremu osoby pozostające w Syrii otrzymają pomoc i nie będą musiały szukać jej poza krajem.
Drodzy czytelnicy, nie pozwólmy zaliczyć naszego kraju do "czwórki bez litości" (jak obecnie są nazywane kraje Grupy Wyszehradzkiej). Nie pozwólmy, aby wątpiono w naszą solidarność i współczucie. Pokażmy w czynach naszą miłość bliźniego, gościnność i otwarcie na inność.
Oto lista propozycji, co możemy zrobić już dziś:
1. Apelować do rządu i do Ministra Spraw Zagranicznych, żeby znieśli zakaz finansowania polskiej pomocy w rejonach ogarniętych wojną (dotyczy Syrii i Ukrainy).
2. Wesprzeć rząd, żeby wykazał się większą odwagą w deklarowaniu liczby przyjmowanych uchodźców.
3. Stworzyć listę parafii lub gmin gotowych przyjąć rodzinę (dobrze by było określić, jakim miejscem dysponują i jakie ew. Jak praca mogłaby być oferowana). Dla zachęty: listę takich parafii i gmin wręczyć Papieżowi Franciszkowi podczas jego wizyty w Polsce.
4. Stworzyć listę firm, których właściciele nie mogą znaleźć pracowników z informacją o charakterze poszukiwanej pracy.
5. Zacznijmy od dzisiaj edukację na temat uchodźców w szkołach. Służymy scenariuszami lekcyjnymi (http://refugee.pl/cms/site.files/File/wielokulturowosc-net.pdf )
6. Pomysł z Twittera: nosić koszulki z napisem akceptującym przyjęcie uchodźców.

I na koniec, chcę przypomnieć słowa 13-letniego Kinana Masalmeha: "Uchodźcy nie chcą przebywać w Europie. Woleliby być w swoich domach. Syryjczycy potrzebują pomocy właśnie teraz. Po prostu zatrzymajcie wojnę. Nie chcemy zostać w Europie. Po prostu zatrzymajcie tę wojnę".

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.