Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jestem otwarty i tolerancyjny. Nie jestem ksenofobem. Nie jestem rasistą, nazistą, narodowcem. Nie mam nic przeciwko Murzynom (jeśli jeszcze wolno tak pisać), Eskimosom, Arabom, Mongołom, Chińczykom, Żydom i Indianom. Także przeciw Niemcom, Anglikom, Francuzom i Czechom.

Zawsze jednak widok tych pierwszych (w przeciwieństwie do tych drugich) wywoła zaciekawienie (zdziwienie, zainteresowanie), podobnie jak widok kogoś idącego tyłem lub ubranego we frak i w cylinder. Nie dlatego, że są obcy. Dlatego, że są inni.

Chcą mieszkać w Europie i korzystać ze wszystkich dóbr, jakie w niej są dostępne, ale chcą żyć po swojemu, podobnie jak Polacy w Jackowie, Chińczycy w Chinatown czy Żydzi na Brooklynie.

Tworzyć zamknięte enklawy, domagać się opieki i, przepraszam, mnożyć się.

Tak zwani uchodźcy to w większości, jak widać na zdjęciach, młodzi mężczyźni. Dlaczego nie chcą walczyć o swój kraj? Dlaczego nie chcą budować jego dobrobytu i wraz z nim swojego lepszego jutra? Oni chcą do Niemiec, do Francji, do Anglii. W Grecji, na Węgrzech, we Włoszech też nie ma wojny, ale tam jest dla nich za biednie, tam nie ma ich braci w wierze, nie ma gdzie się "zaczepić".

Możemy przyjąć sto tysięcy imigrantów (uchodźców). Potem jeszcze sto i jeszcze. A potem milion i jeszcze milion. Syria, Libia, Erytrea, Somalia, Sudan, Bangladesz, Indie, Pakistan. Dziesięć milionów, sto milionów. Slumsy Kalkuty, Bombaju czy Dhaki nie zdołają się wyludnić, podobnie jak pustynie Sudanu czy góry Afganistanu.

Ci ludzie tam są u siebie i toczą swoje wojny. Dziesięcioletni chłopcy dostają swój pierwszy prawdziwy karabin, uczą się nienawidzić innego, a zaraz potem tego innego zabijać. Niech zaprowadzą pokój i nie wymagają tego od nas. My - Europejczycy, biali, bogaci, inni, tamci (jak kto chce nas nazwać) - możemy pomóc.

Ktoś, jeśli nie ma nikogo innego, mogę to być ja, musi tym ludziom powiedzieć - w Europie nie ma dla was miejsca. Ani dla części z was, ani dla wszystkich. Jesteście biedniejsi od nas i tacy pozostaniecie. Nigdy nie będziecie żyli tak jak my. Jeśli będziecie mieli coś do sprzedania, a my będziemy potrzebowali tego, kupimy to od was. Jeśli będziecie mieli pieniądze, sprzedamy wam to, co jest wam potrzebne lub wam się podoba.

Zbudujcie hotele, a przyjedziemy do was, jeśli będzie jeszcze co obejrzeć i spokojnie wypocząć. Złóżcie wnioski wizowe i przyjedźcie do nas zobaczyć, jak żyjemy. Może wam się spodoba i zechcecie tak żyć u siebie. Będziecie mogli spróbować. Ostrzegam jednak, że my to budowaliśmy, lekko licząc dwa tysiące lat, ciężko szło, i to w dodatku korzystając z doświadczeń poprzedników.
Życzę powodzenia. U siebie. Do nas zapraszam po naukę i wzory.

Z powodu wyjątkowo agresywnych treści propagujących przemoc, sprzecznych z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, etnicznej i wyznaniowej, zamykamy możliwość komentowania pod naszymi tekstami o uchodźcach.
Wygląda na to, że Zachód, a więc i Polska, nie wie, jak pomóc ofiarom wojny w Syrii. Nie rozumiemy, co tam się dzieje, boimy się islamskich terrorystów. Ale uchodźców jest coraz więcej. Ich problem sam się nie rozwiąże. Europa mówi, że przyjmie ich 100, może 200 tysięcy. Ilu może i powinna przyjąć Polska? Jak im pomóc? Jak ich przyjąć, żeby dobrze się u nas odnaleźli? Czekamy na Wasze listy, najciekawsze opinie opublikujemy w wydaniu papierowym "Wyborczej" i w internecie na Wyborcza.pl: listy@wyborcza.pl




Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.