Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W środę opublikowaliśmy wywiad z dr. hab. Michałem Królikowskim, byłym wiceministrem sprawiedliwości. Powiedział w nim m.in.: - In vitro nie jest remedium na epidemię niepłodności, bo urodzonych z tej procedury dzieci i tak będzie za mało. Dziś publikujemy odpowiedź członkini stowarzyszenia Nasz Bocian.Wywiad z Królikowskim przeczytacie tu.



Jako członkini stowarzyszenia Nasz Bocian bardzo ucieszyłam się z przegłosowania ustawy dotyczącej leczenia niepłodności metodami wspomaganego rozrodu. Specjalnie w tym dniu poszłam do Sejmu, aby bezpośrednio brać udział w tym epokowym dla mnie momencie. Wreszcie mamy ustawę, która reguluje stosowanie metody zwanej IVF w naszym kraju. Z tym większym zdziwieniem przeczytałam wywiad z byłym wiceministrem Michałem Królikowskim, który - jak zastrzega - dewotem nie jest. Jak wobec tego mam zrozumieć jego słowa dotyczące nieprawidłowego zarodka:

"To, że powstał, z moralnego punktu widzenia jest niesprawiedliwością nie do naprawienia"?

W zasadzie zgadzam się z tym zdaniem: na świecie jest wiele niesprawiedliwości. Na niektóre możemy mieć niewątpliwy wpływ, ale na zdrowie zarodków czy to poczętych in vivo, czy to in vitro, wpływu nie mamy. To natura/Bóg/przypadek decydują o tym, czy zarodek jest prawidłowy i ma potencjał czy też go nie ma. Królikowski przejmuje się losem takich zarodków i twierdzi, ze kończą w zlewie, co nie jest prawdą. Materiał biologiczny nie może być wylewany do zlewu, regulują to różne ustawy, które wiceminister sprawiedliwości zapewne zna.

Zastanawiam się, czy były wiceminister również współczuje tym zarodkom, które są niesprawiedliwie nieprawidłowe po poczęciu w jajowodzie. Czy wiceminister wie, gdzie kończą te zarodki? Ja go uświadamiać nie będę. Wiceminister martwi się ponadto, że "miliony 'nieprawidłowych' zginą" - i tu też muszę się zgodzić, zginą, bo są nieprawidłowe. Na szalce czy w macicy nie mają szans na rozwój. Podczas rozrodu naturalnego ok. 60-80 proc. zarodków obumiera, ponieważ są nieprawidłowe. Aby mógł żyć minister, kilka, kilkanaście zarodków trafiło do... no właśnie.

Królikowski twierdzi też, że "jest coraz więcej poważnych badań na ten temat, niezwykle rzetelnych z metodologicznego punktu widzenia, więc trudnych do przeprowadzenia. I wyniki są co najmniej niepokojące" - te badania są tak niepokojące, że IVF praktykowane jest na całym świecie, w niektórych krajach refundowane, a w 2010 roku prof. Edwards, który opracował metodę wspomaganego rozrodu, dostał Nagrodę Nobla. Dalsze rozważania wiceministra dotyczą możliwości wypracowania kompromisu. Nie bardzo rozumiem, dlaczego sposób leczenia niepłodności ma być wynikiem kompromisu, a nie wynikiem wiedzy medycznej.

Pan Michał Królikowski być może dewotem nie jest, ale jest ignorantem, przynajmniej w dziedzinie IVF. Nie podniósł on jednak żadnych kwestii niezgodności nowej ustawy z konstytucją (a na prawie, mam nadzieję, że się zna), co cieszy, bo to oznacza, że nie ma pretekstu do niepodpisania tej ustawy przez prezydenta.

*Monika Adamczyk-Popławska, członkini stowarzyszenia Nasz Bocian, dr biologii




Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.