Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Polub nas na Facebooku



Drodzy Młodzi Przyjaciele,

trzy lata temu opublikowałem w "Wyborczej" list do Was: młodych, wykształconych bezrobotnych "Zostaliście oszukani". Główną tezą było stwierdzenie, że wspólnie - rodzice, wychowawcy, nauczyciele akademiccy i politycy - oszukaliśmy Was, wmawiając, że uzyskanie dyplomu ukończenia studiów (a nie zdobycie wiedzy) jest gwarancją sukcesu życiowego. Jednocześnie zarzuciłem części z Was, że w wielu przypadkach zostaliście oszukani, bo chcieliście być oszukani. "Dobro nauki, to nie dobrobyt naukowców" - pisałem.

Ostatnie wydarzenia pokazały, że ci oszukani, zagubieni, sfrustrowani i bezradni upomnieli się o odszkodowanie. Rząd przeznaczył na to 2,5 mld złotych w formie finansowania 100 tys. pracy. Oznacza to średnie obciążenie każdej polskiej 4-osobowej rodziny kwotą ok. 250 zł. I słusznie, bo za błędy wychowawcze i za nieuczciwość należy płacić. Miejmy nadzieję, że pomoże to Wam w zdobyciu umiejętności, na które w przyszłości będzie popyt.

Idzie nowa rewolucja

Wasze żądania idą jednak znacznie dalej, wzywacie do zmiany systemu prawnego. Trudno mi Was nie wspierać, ponieważ kiedyś sam brałem udział w największej przygodzie mojego życia, w zrywie "Solidarności", który po kilku latach walki zmiażdżył realny socjalizm. Pamiętam wątpliwości starszych w 1980 r. Mówili nam: "Co wy robicie, nie pamiętacie, jak było za okupacji niemieckiej, nie doceniacie odbudowy Polski po wojnie, która skończyła się zaledwie 35 lat temu". I oto minęło następne 35 lat i szykuje się nowa rewolucja.

Drodzy młodzi przyjaciele, zmieniajcie system, ale nie dajcie się oszukać jak dzieci. Zmiana ekipy rządzącej może być środkiem, ale nie celem samym w sobie. To jest stare jak świat oszustwo cynicznych rewolucjonistów twierdzących, że jak usuniemy tyrana, to czeka nas raj na Ziemi. To nie tak.

Przyjdzie następna ekipa, może nieco lepsza, może nieco gorsza, ale na pewno bardziej wygłodniała. System nie zmieni się. Chyba że obok wyrażania marzeń, życzeń i oczekiwań zaproponujecie sposoby na to, jak je osiągnąć, to znaczy, co i jak zmienić.

Na razie wymyśliliście JOW-y. Nie wiem, czy to jest to mądry pomysł, ale porównując efektywność działania Senatu i samorządów, wyłonionych w okręgach jednomandatowych, z impotencją Sejmu, nabieram przekonania o sensowności takiego rozwiązania.

Osiągnęliście wspaniały sukces - zostanie przeprowadzone w tej sprawie referendum, co jeszcze miesiąc temu wydawało się całkowicie nierealne. Przekonajcie społeczeństwo, aby się wypowiedziało po Waszej myśli.

W 1980 r. było łatwiej. Zgadzaliśmy się, że trzeba pogonić komunistów, a potem zlikwidować cenzurę, wprowadzić wolność zrzeszania się w związki zawodowe i w partie polityczne, otworzyć granice, wprowadzić liberalną gospodarkę czy wyjść z Układu Warszawskiego. Udało się wspaniale.

Od 1990 r. Polska przeżyła najlepsze ćwierćwiecze w swojej 1000-letniej historii. Ale weterani "Solidarności" osiedli na laurach. Nie dziwcie się. Ja za "komuny" zarabiałem 17 dolarów miesięcznie, plus kartki na mięso, masło, cukier, wyroby czekoladopodobne, wódkę i papierosy. Teraz zarabiam 1700 dolarów, co prawda bez kartek, ale to mi całkowicie wystarcza. Nie wiem, co i jak trzeba przebudować i nie bardzo się palę do rewolucyjnych zmian. To Wasze zadanie - trzymam kciuki.

Spiszcie pomysły, wtedy zobaczycie, że sprawy się komplikują. Na przykład, jest atrakcyjny projekt, aby skrócić wiek emerytalny. Ale jeśli się go wprowadzi w życie, to czy aby go sfinansować należy obniżyć wysokość emerytur czy też podwyższyć Wasze składki? A może zrobić to na kredyt, który kiedyś będziecie musieli spłacić? Zastanówcie się, a może przeliczcie. Wszystkie potrzebne dane są w sieci. Nie dopuście, aby politycy myśleli za Was. Rozkwit Polski, jeżeli ma nastąpić, to musi być oparty na Waszym sukcesie.

Jak wygrać?

Pozwólcie, że teraz zdradzę Wam tajemnicę, jak osiągnąć osobisty sukces zawodowy. Tego nie powie Wam żaden polityk, boby go natychmiast wyrzucili z partii. Nie mówią Wam tego nawet rodzice czy nauczyciel, bo obawiają się, że ich wyśmiejecie. Ja też nie spodziewam się Waszych oklasków. Nie zależy mi na Waszych głosach, zależy mi nas Was. Posłuchajcie.

Podstawą sukcesu życiowego jest wykształcenie, aby je zdobyć, trzeba się rzetelnie uczyć. Programy 5-letnich studiów magisterskich są tak skonstruowane, że aby opanować przewidziany materiał jednego kierunku, przeciętnie zdolny człowiek powinien pracować 40 godzin tygodniowo przez 5 lat. I to nie ma znaczenia, że w wielu przypadkach do otrzymania dyplomu wystarczy wykazanie się kompetencjami społecznymi i umiejętnością pracy w grupie.

Wymagajcie od siebie więcej niż wymagają profesorowie, bo, zrozumcie, że oni są pośrednio płaceni od liczby wydanych dyplomów. Czasami wydaje mi się, że politycy wszystkich opcji z premedytacją dążą do tego, aby w naszym państwie było jak najwięcej inżynierów, którzy nie wiedzą, dlaczego samoloty unoszą się w powietrzu, ekonomistów, którzy mają problemy z procentami, prawników, nieznających zasad logiki, dziennikarzy, którzy uzyskali świadectwa maturalne po wykazaniu się zdolnością do rozumienia tekstów pisanych na poziomie 30 proc. czy też księży nieznających Ewangelii.

Największym ciosem zadanym społeczeństwu było usunięcie na wiele lat matematyki z listy obowiązkowych przedmiotów maturalnych. Skutki tego odczuwamy do tej pory. Podsumowując, zapewniam Was, że głęboko wierzę w to, że ciężki wysiłek studiowania przez 5 lat jest gwarancją, o ile nie przytrafią się jakieś nieszczęścia losowe, otrzymania dobrej pracy.

Następnie, w każdej pracy, na każdym stanowisku, należy pracować uczciwie, na 100 proc. swoich możliwości, stale się uczyć i ciągle szukać nowego, lepiej płatnego i bardziej ambitnego zajęcia. I w końcu, nie można pić, ćpać i łajdaczyć się. Są to warunki wystarczające do osiągnięcia sukcesu na miarę swoich zdolności. Niestety nie są to warunki konieczne, bo zdarza się, że sukces osiągnie również nieuk, leń i degenerat.

Na podstawie własnych doświadczeń życiowych jestem głęboko przekonany, że jest to znana od stuleci najpewniejsza i najprostsza instrukcja obsługi naszego życia. Jestem świadom, że nie jest ona ani szczególnie atrakcyjna, ani bardzo innowacyjna. No cóż, przykro mi, ale taki mamy Świat. Powodzenia.

*Jan Stanek jest profesorem Instytutu Fizyki im. Mariana Smoluchowskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie




Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.