Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Drogi Antoni,
Jeżeli prawdą jest to, że w scenariuszu finałowa scena realizowanego przez Ciebie filmu "Smoleńsk" ma niejako symbolicznie łączyć ofiarę życia mego stryja i kilku tysięcy innych oficerów polskich, bestialsko zamordowanych przez oprawców Stalina strzałem w tył głowy w Katyniu, z faktem tragicznej, niepotrzebnej, ale spowodowanej trudną do wyobrażenia nieodpowiedzialnością katastrofy lotniczej, w której zginęła para prezydencka i elita polityczna i wojskowa kraju - to ja przeciw takiej scenie, przeciw utrwalaniu tego szkodliwego mitu, z uwagi na pamięć ofiar tamtej niewyobrażalnej zbrodni gorąco PROTESTUJĘ!

Tamci oficerowie, których ciała rzucono do rowów katyńskich, zginęli ZA Polskę. Ludzie, którzy stracili życie w roztrzaskanym u progu smoleńskiego lotniska samolocie - ciężko mi to wypowiedzieć - stali się ofiarami karygodnego, trudnego do wyobrażenia w cywilizowanym kraju splotu nieodpowiedzialności i lekkomyślności. Oni nie zginęli za Polskę.

Ich - Polska, jej władze - na śmierć naraziły. I winne są tej śmierci. Samolot Tu-154 z prezydentem i elitą państwa na pokładzie mógł przecież, jakimś cudem, w ówczesnych warunkach, wylądować. Cóż, przecież nasza historia w cuda obfituje: owo głupie, chojrackie: "Uda się! Nie pękaj!", sprawiało, że czasem się udawało!

Jedyna lekcja z katastrofy smoleńskiej, opłacona niestety najwyższą ceną, to ta, by nigdy już nie wierzyć w cuda, ale jedynie w procedury. I by nie sięgać nigdy więcej po - nomen omen - "rosyjską ruletkę".

Nie protestuję przeciw całemu filmowi, choć wiem, jak i z jaką intencją ma on przedstawić katastrofę pod Smoleńskiem. Powstanie film niezgodny z moją wiedzą i moim przekonaniem o katastrofie. Ale żyjemy, na szczęście, w wolnym kraju - wbrew temu co niektórzy, a może i Ty, Drogi Antoni, sądzisz - i wolno obywatelom tego kraju opowiadać, co chcą, nawet najbardziej niestworzone rzeczy.

Natomiast nie wolno przemawiać w imieniu tych, którzy legli w dołach katyńskich. Nikt nie zapyta mego stryja Karola i pozostałych oficerów, czy zezwalają na takie manipulowanie ich pamięcią. A więc nie róbcie tego. Bo się nie godzi.

Kilka słów o pomniku

Choć to filmu nie dotyczy, ale zapewne jesteś też zainteresowany sprawą pomnika katastrofy smoleńskiej. Jeszcze go nie ma i nie wiadomo, kiedy powstanie, ale już grzeją się silniki do nienawistnych ataków. "Dlaczego nie przed Pałacem Prezydenckim?". Daruj, nie pojmuję pytania. A dlaczego tam właśnie miałby stanąć?

Przecież, jak rozumiem, ma to być pomnik upamiętniający wszystkich, którzy zginęli w katastrofie. Niewątpliwie przede wszystkim pary prezydenckiej, ale zasadniczo w s z y s t k i c h. Także tych, których nic z Pałacem nie wiązało.

A mimo to, wychodząc, jak sądzę, naprzeciw oczekiwaniom wielu, którzy w nastroju żałoby zbierali się przed pięcioma laty przed Pałacem, zaproponowano lokalizację wyjątkowo fortunnie: ze spojrzeniem i na Pałac, i na plac Zwycięstwa (Piłsudskiego); a tam wszak Grób Nieznanego Żołnierza.

Zastanawiam się, o co chodzi tym, którzy uparcie domagają się pomnika przed Pałacem. I czy taka byłaby (gdybyśmy mogli ją poznać) wola zmarłego prezydenta? Nie przypominam sobie, aby roznosiła go pycha, aby chciał zająć miejsce po, z konieczności eksmitowanym z tamtego miejsca, pięknym klasycystycznym pomniku Księcia Józefa Poniatowskiego, wodza naszego wojska, tego, który do końca, w walce, tonąc w nurtach Elstery, służył sprawie polskiej.

Czyżby prezydent Kaczyński chciał niejako przyćmić pozostałe 95 ofiar katastrofy smoleńskiej? Nie sądzę. Tak samo jak nie sądzę, by - gdyby go zapytano - chciał się "wynosić" na Wawel. Może się mylę, ale myślę, że on, z duszy i z serca warszawiak, wolałby leżeć obok swych ukochanych powstańców warszawskich, towarzyszy broni swego ojca, takich jak mój drugi stryj, major w sztabie Komendy Głównej, i mój wuj, który padł na Żoliborzu. Wszak wielkim dziełem życia prezydenta, wspaniałym jego dziełem, jest Muzeum Powstania.

Mit zamachu - straszne zwycięstwo posła Macierewicza

Drogi Antoni, wiem, że zapewne ani Ciebie, ani moich znakomitych kolegów, którzy grają - jak mniemam, wierząc w "słuszność sprawy"- role w Twoim filmie, nie przekonam do porzucenia mitu. Powiem tylko rzecz, która zapewne wielu Twych współwyznawców oburzy.

Jak oburzyła ich, w swoim czasie, wypowiedź amerykańskiego męża stanu, a przy tym niewątpliwie polskiego patrioty, zasłużonego w skutecznym pokonaniu imperium zła, profesora Zbigniewa Brzezińskiego. Otóż uparte wmawianie opinii publicznej przez posła Antoniego Macierewicza i jego komisję wersji zamachu nie służy - choć on i jego komisja wierzą zapewne, że służy, sprawie polskiej. Przeciwnie, służy politykom Kremla i prezydentowi Federacji Rosyjskiej. Nie można dać przeciwnikowi większego prezentu niż tak bolesne rozdarcie narodu, do którego z uporem ów namiętny w swych działaniach polityk doprowadził. Bo znana to prawda: by państwo upadło, trzeba najpierw naród skłócić. Przerabialiśmy to. Oby nie na próżno.

A naszym sąsiadom ze wschodu - zgodnie z rzymską zasadą "qui bono?" najzupełniej przecież niepotrzebna była śmierć prezydenta Kaczyńskiego. Był on, o czym wiemy, gorącym patriotą, przekonanym, że wszystko, co czyni, czyni dla dobra kraju. Ale oceniając obiektywnie, wbrew swym najlepszym intencjom, działaniami swoimi zadowalał przebiegłych przywódców na Kremlu. Utrwalał tak pożądany przez Moskwę wizerunek Polski z kompleksem rusofobii, który to wizerunek umiejętnie utrwalali na Zachodzie agenci rosyjskich służb. A to "unieważniało" Polskę w opinii europejskiej. I o to chodziło. Bo nie barwne deklaracje, ale nasza siła przekonywania i mobilizowania Unii do wspólnych działań, dając siłę Unii, nam daje rzeczywistą siłę. Posłużę się cytatem z artykułu przenikliwego publicysty: "Aby zabezpieczyć Polskę przed Rosją (Lech Kaczyński), zawierał przyjaźnie z państwami pozbawionymi znaczenia, a konfliktował z Unią, od której zależało polskie bezpieczeństwo".

I to by było na tyle, jak mawiał pewien czcigodny satyryk, Drogi Antoni. Nie będę kończyć patetycznym zawołaniem do Ciebie i mych, zgromadzonych na planie Twego filmu, kolegów: "Opamiętajcie się!". Bo wiem, nic to nie da. Wy możecie zawołać to samo w moją stronę. I to jest właśnie straszne zwycięstwo posła Macierewicza. I przegrana Polski.

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.