Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Manifestacja w Paryżu to był wspaniały pokaz solidarności w walce z terroryzmem, który wzmocnił siły zachodnioeuropejskiej demokracji. Jasny przekaz, że: "mord pozostaje mordem, niezależnie z jakiego powodu został popełniony", jest nadzieją na lepszy świat.

Niestety, islamski terroryzm odniósł również potężny sukces: bluźniercze karykatury obrażające uczucia religijne muzułmanów, żydów i chrześcijan zostały w milionowych nakładach wydrukowane w całej Europie. Dżihadyści nie mogli wymyślić sobie lepszej akcji rekrutacyjnej. Obawiam się, że Państwo Islamskie zyskało setki nowych ochotników.

Opinie, że jest to cena za wolność słowa, zupełnie mnie nie przekonują. Z wolności wynikają obowiązki i odpowiedzialność. Wolność słowa jest ograniczona warunkiem, że nie może naruszać wolności i godności innych. Nie wolno wypowiadać opinii propagujących faszyzm, komunizm, terroryzm, antysemityzm, homofobię czy rasizm. Nie wolno kłamać, nie wolno poniżać ludzi, np. przez obrażanie ich uczuć religijnych, nawet jeśli nie jest to prawnie zakazane, jak to ma miejsce we Francji.

Istnieje zasadnicza trudność w określeniu, co obraża uczucia religijne, ponieważ ludzie obrażający i obrażani mówią innymi językami. Nie sądzę, aby wojujący ateiści, którym obce są takie uczucia, mogli zrozumieć, dlaczego jakieś rysunki, instalacje artystyczne, przedstawienia teatralne czy epitety pod adresem duchowych przywódców mogą wierzącym sprawiać ból.

Ale jeśli nie chcemy pogrążyć się w absurdalnej, okrutnej wojnie religijnej, jeżeli chcemy obronić przed terroryzmem nasze wartości, musimy znaleźć uczucia i słowa, które są uniwersalne, niezależnie od światopoglądu.

Może wszyscy, którzy wykorzystują wolność słowa do krytyki czy nawet do zwalczania religii, powinni uświadomić sobie, że chrześcijanie mówią do Boga "Ojcze Nasz", a swoją wspólnotę, Kościół, nazywają matką. Wtedy samoocena, czy jakieś wypowiedzi obrażają uczucia religijne, zależałaby od tego, czy ich autorzy akceptowaliby takie sformułowania pod adresem swoich rodziców. Rodziców wolno, a czasami nawet należy krytykować, więc nie chodzi o to, aby cenzurować treści wypowiedzi, ale o powściągliwość formy.

O ile wiem, w judaizmie i w islamie bluźnierstwo wobec Boga jest najcięższym grzechem. W chrześcijaństwie jest inaczej - ideologia chrześcijańska jest zawarta w Kazaniu na Górze, podstawowym nakazem jest przykazanie miłości, nawet wobec nieprzyjaciół.

A największy grzech? Jezus nie potępił nierządnicy, przyjął zaproszenie celnika: złodzieja i rzymskiego kolaboranta, nawet na krzyżu wstawiał się za swoimi zabójcami. Ale pobił (!) on handlarzy w świątyni, a faryzeuszy nazywał "plemieniem żmijowym".

Nie mam wątpliwości, że największym grzechem jest wykorzystywanie ludzkiej szczerej wiary do osiągania osobistych korzyści: finansowych czy politycznych. W przypadku samobójczych ataków bardziej niż morderców winię tych, którzy ich przekonali, że zabijając niewinnych ludzi, pójdą do raju. Tak więc bluźniercy i faryzeusze to ludzie tej samej mentalności, bez siebie nie mogą istnieć, ponieważ ich wspólnym celem i jedyną nadzieją jest wywołanie wojny.

Najwyższy czas, aby ludzie spokojni i uczciwi, wierzący i niewierzący przestali milczeć i zaczęli izolować swoich ekstremistów. Ten prastary tekst: "błogosławieni wprowadzający pokój" jest ciągle aktualny.

Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.