Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Artykuł o myślenickich szwaczkach bardzo mnie poruszył.

Przeczytaj reportaż "Mrok w szwalni"

Nie potrafię zrozumieć, jak w kraju w centrum cywilizowanej Europy można dopuszczać takie warunki życia i pracy jego obywateli. Obrazki z telewizora to gładkie garnitury na pierwszym planie, a za ich plecami - nędzarze. Nędzarze - bo tak trzeba by nazwać niemałą część naszego społeczeństwa. Ludzie, którzy za najniższą krajową muszą utrzymać czteroosobową rodzinę. Znam wielu takich, którzy pracują całymi dniami, a nie mogą zaspokoić podstawowych potrzeb - po opłaceniu rachunków, biletu miesięcznego dla dwójki dzieci i kupieniu artykułów spożywczych nie zostaje im kompletnie nic. Jestem całym sercem z myślenickimi szwaczkami! Nie rozumiem, jakim podłym zwierzęciem trzeba być, by pozwolić na to, aby moi pracownicy urabiali się za głodowe stawki, gdy ja pławię się w luksusie. I jeszcze na dodatek w takiej sytuacji dyskutować na temat JEDNOGROSZOWEJ podwyżki! Myślę sobie, że ja bym już dawno z takiej pracy zrezygnowała. Ale ja nie potrafię się nawet postawić w sytuacji opisanych w artykule szwaczek, bo życie mnie chyba zbyt rozpieszczało. Wierzę im jednak, że one nie mają wyjścia i muszą tam pracować, i muszą walczyć o ten JEDEN grosz.

Sama prowadzę niewielką firmę, zatrudniam 20 kobiet i nie wyobrażam sobie, że ktoś mógłby na nie pokrzykiwać w trakcie pracy. Wymagam od nich nawet kultury między nimi samymi, tak by żadna (a tym bardziej żadna nowa) pracownica nie czuła się źle. Bardzo boli mnie to, że w Polsce istnieje tyle zakładów pracy, w których ludzie traktowani są jak niewolnicy. A przecież to tylko dzięki nim my, przedsiębiorcy, istniejemy na rynku.

Pozdrawiam wszystkich przełożonych i proszę: bądźcie ludzcy!

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.