Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Chciałabym odnieść się do artykułu "Beyonce - sól w oku amerykańskich feministek". Jestem szczerze zdziwiona dyskusją na temat tego, czy Beyonce możemy zaliczyć do feministek czy też nie. Uważam, że jeśli ktoś wierzy w społeczną, polityczną i ekonomiczną równość płci, to tym samym jest feministką.

Nie sprowadzajmy, proszę, dyskusji na temat feminizmu jednej z najbardziej wpływowych kobiet na świecie do rozmów o jej pośladkach. Na litość boską, feminizm zakłada wolność i odrzucenie narzucanych nam ról kulturowych płci. Jeśli Beyonce chce epatować seksapilem na scenie, to czemu nie? Dlaczego wciąż stosujemy podwójne standardy w kwestii seksualności kobiet i mężczyzn? Oczywiście - Beyonce nie wpisuje się w stereotypowy wizerunek feministki - brzydkiej, grubej, bez makijażu i z owłosionymi nogami. I właśnie jej wybór odrzucenia ram społecznych i świadoma, osobista decyzja, jak chce być postrzegana, czyni ją prawdziwą feministką.

Dlaczego nazwanie trasy "Mrs. Carter Tour" od nazwiska męża miałoby ją skreślić jako feministkę? Czy naprawdę chcemy utrzymywać stereotyp feministki jako kobiety nienawidzącej mężczyzn? Beyonce jest niezależną zawodowo i finansowo kobietą. I w swojej wolności wybrała mężczyznę, z którym wzięła ślub. Dlaczego ma nie być dumna ze swojego wieloletniego związku? Co w tym antyfeministycznego?

Uważam, że zamiast debatować nad ciałem Beyonce, należy zastanowić się, jak reprezentuje feminizm i jaki przykład daje kobietom. Po pierwsze, udowadnia, że dzięki talentowi i ciężkiej pracy można osiągnąć gigantyczny sukces. Bez względu na płeć. Po drugie, pokazuje, że można pogodzić założenie rodziny z robieniem kariery. I że nie ma niczego złego w niezależności, zaspokajaniu swoich ambicji i w zdrowym egoizmie. Po trzecie, tworzy piosenki, które w większości stają się hymnami kobiet dodającymi im siły. Już na swojej pierwszej solowej płycie (którą wydała w wieku 22 lat!) Beyonce śpiewa o niezależności i byciu swoim najlepszym przyjacielem. Z czasem feministyczny przekaz w jej piosenkach staje się coraz bardziej wyrazisty. Nie pojawił się w jej twórczości z dnia na dzień. Jej poglądy dojrzewają razem z nią. Po czwarte, Beyonce stale angażuje się w kampanie na rzecz szerzenia idei empowermentu kobiet. Jednym z przykładów może być Chime For Change, który piosenkarka wsparła zarówno wizerunkowo, jak i finansowo. Dzięki jej pomocy w ciągu roku powstały cztery projekty, które wspomogą kobiety na całym świecie w dziedzinie zdrowia, edukacji i prawa. To są konkrety!

A jeśli ktoś rzeczywiście chce dyskutować na temat pośladków Beyonce, to jestem zdania, że w tym wizerunku drzemie wielka siła. Pojawiła się na okładce "Times" w samej bieliźnie. I pomimo swojej nagości, pozornej delikatności i bezbronności pojawiła się tam jako jedna z najsilniejszych i najbardziej wpływowych osób na świecie. Nie musiała się kreować, bo jej siła i potencjał pochodzą z tego, czego dokonała. Bo gdy mówi: "I'm not bossy. I'm a boss", to te słowa mają pokrycie w rzeczywistości.



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.