Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Warszawa, 16 października 2014

List otwarty do ambasadora Kuwejtu

Pana Adela Mohammeda A H Hayat


Wasza Ekscelencjo!

Spotkaliśmy się w niecodziennych okolicznościach. 10 czerwca 2014 Fundacja "La Strada" zorganizowała pikietę pod Ambasadą Kuwejtu, aby zwrócić uwagę na sposób traktowania służby domowej przez jednego z dyplomatów akredytowanych przy Ambasadzie Kuwejtu: niewypłacanie pensji, ograniczanie wolności, poniżające traktowanie.

Pikieta miała też szerszy wydźwięk - protestowaliśmy przeciwko sytuacji prawnej uniemożliwiającej służbie domowej dyplomatów dochodzenia sprawiedliwości przed sądem. Ograniczenie to wynika z faktu, że pracodawców chroni immunitet dyplomatyczny.

Po ucieczce pani B. z domu attache ambasady Kuwejtu pana AlEnezi zaproponowaliśmy pomoc również drugiej pracującej tam służącej - obywatelce Filipin - jednak ona odmówiła, ponieważ ufała, że otrzyma zaległe zarobki. Pan AlEnezi natychmiast zorganizował jej wyjazd z Polski, co odbyło się wbrew jej woli i najprawdopodobniej miało na celu uniemożliwienie jej złożenia zeznań.

Pikieta była kulturalnym, publicznym wyrażeniem naszego stanowiska.

Zaprosił mnie Pan wtedy na rozmowę, która przebiegła w miłej atmosferze i zadeklarował wówczas pragnienie załatwienia sprawy roszczeń Pani B. w drodze negocjacji. Wyszłam z tego spotkania pełna otuchy.

Pan się niczego nie nauczył i ja się niczego nie nauczyłam. Pan się nie nauczył, że nie można bez uszczerbku dla opinii łamać prawa i lekceważyć zwyczajów kraju, w którym się gości. Ja się nie nauczyłam, że osoby, które w miły i kulturalny sposób zapewniają o woli rozwiązania problemów i szacunku dla mojego kraju, nie mają zamiaru rozwiązać sporu polubownie.

Zaległe należności w stosunku do pani B. wyliczone przez prawnika MSZ wyniosły 96 tysięcy złotych. Najwyższa propozycja ze strony adwokata Ambasady była tak poniżająco niska, że odczuwaliśmy wstyd, przekazując ją pani M. Pan ALEnezi zakończył swoją misję i opuścił Polskę.

Wtedy nie wiedziałam, że w analogicznej sytuacji jest Pani M. w domu innego attache Ambasady Kuwejtu, pana AlSaqabi. Tutaj scenariusz się powtórzył. Pierwsza próba poskarżenia się została ukarana zorganizowaniem wyjazdu z Polski wbrew woli pani M. Na szczęście tym razem udało się nam ten ruch przewidzieć. W tej chwili pracodawcę pani M. chroni immunitet. Jednak różnie układają się ludzkie losy.

Obaj attache są pracownikami kierowanej przez Waszą Ekscelencję Ambasady. I obaj powołują się na tradycje i zwyczaje Waszego kraju, żeby nie wynagradzać godziwie osób, które od nich zależą i im ufają.

Czy naprawdę sądzi Pan, że - aby zaoszczędzić na wypłatach dla służących - warto narażać na szwank opinię kraju, którego jest Pan przedstawicielem? Czy chce Pan, żeby w takim kontekście media wymieniały Pana kraj? Czy warto nie płacić godziwie kobietom, które wyjechały tak daleko od domu, żeby zarobić na chleb dla swoich dzieci? Jaką wartość mają zaoszczędzone w ten sposób pieniądze?

Irena Dawid-Olczyk. Fundacja przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu "La Strada"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.