Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
"Na widok pierwszego czołgu ludzie płakali..."

W związku z komentarzem Wojciecha Maziarskiego: O czym mówią pomniki postanowiłem napisać tych kilka myśli - pisze czytelnik Tadeusz Zakrzewski.

Miałem 13 lat, kiedy Pragę wyzwalali kościuszkowcy i Rosjanie. Trudno opisać, jak wyczekiwaliśmy tego dnia, siedząc w piwnicach lub kryjąc się w bramach. Na głowę leciały pociski. Na widok pierwszego czołgu i żołnierzy ludzie szaleli z radości i płakali. Całowali wojaków nawet po rękach. Dzięki nim wojna dla nas się skończyła.

Mam tych wyzwolicieli przed oczami. Umorusanych, nieogolonych, umęczonych. Siedzieli na krawężniku chodnika i robili sobie skręty ze starych gazet. Przewijali onuce, wcinali tuszonkę z puszki. Jeden dał mi kawałek nadziany na bagnet.

Zawsze myślałem, że pomnik "czterech śpiących" upamiętnia tych prostych żołnierzy, którzy ginęli za mnie, za moich sąsiadów, za Pragę. Chociaż też chcieli pewnie "jeszcze trochę pożyć".

Ludzie z mojego pokolenia pod pomnikiem umawiali się na randki. "Czterej śpiący" byli świadkami wielu romantycznych wydarzeń.

Odbieranie nam tych wspomnień to podłość. Niegodziwością jest sprowadzanie wielkiej polityki do żołnierskich okopów lub na powstańcze barykady. Ci chorzy z nienawiści ludzie tamtych czasów z pewnością nie przeżyli, dopiero stali w kolejce do bociana. Niechże te bęcwały jeszcze trochę poczekają. Pokolenia wojennego jest coraz mniej. A potem... mogą sobie rozwalać i tworzyć historię od nowa. Może jednak lepiej zacząć od budowania?!?

"Ten monument upamiętnia miliony zwykłych chłopaków"

Ci, którzy ginęli nie ponosili odpowiedzialności za mocarstwowe ambicje Moskwy, podobnie jak i ich sojusznicy, owi "śpiący", polscy żołnierze, nie zdając sobie nawet sprawy z groźnego, wielkoruskiego imperializmu, który obecnie, w putinowskim wykonaniu znowu staje się groźnym... - pisze czytelnik Tadeusz J. Drewnik.

Warszawskiemu człowiekowi ulicy, zawsze skłonnemu przypinać dowcipną łatkę krytyczną, nie jest obce dostrzeżenie, że na dwóch warszawskich posągach, pierwszy marszałek Polski, nie dość, że wspiera się nie na szabli wygiętej, lecz na czymś w rodzaju rapiera, a opuszczona głowa wskazuje, że patrzy na... własne trzewiki...

Nie pozbędziemy się kłopotu usuwając pomnik z okolic ulicy Targowej i Wileńskiej. Za celowe w tym miejscu uznaję przytoczenie słów poety Aleksandra Puszkina:
"Zostawcie nas, wszak wy nie znacie
tych krwią ociekających stron,
ran, wykąpanych w krwi szkarłacie,
gdzie każdy z nich to ból i zgon."


Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.