Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Kochana Zuzanko, gratuluję Ci nowej pracy w mediach i życzę, żeby była dobra dla Ciebie, czytelników i dla Twoich najbliższych - pisze w liście do Zuzy Ziomeckiej jej mieszkająca w USA mama - konsul generalny RP w Nowym Jorku.

Kiedy u Ciebie powitanie, tutaj w ubiegłym tygodniu głośne były pożegnania trzech, jednych z najbardziej wpływowych, kobiet mediów. Dwie z nich straciły posady, a jedna odeszła na emeryturę: Jill Abramson, pierwsza kobieta na stanowisku redaktora naczelnego "The New York Times", utrzymała się na tym stanowisku 3,5 roku; Natalie Nougayerede, pierwszą kobietę dyrektor i naczelną "Le Monde" zmuszono do rezygnacji po 14 miesiącach kierowania pismem we Francji, a Barbara Walters pożegnała się ze swoimi widzami po 50 latach pracy w telewizji amerykańskiej.

Najpierw wybuchła bomba, że wydawca "NYT", Arthur Sulzberger Jr., zwolnił 62-letnią Abramson, która szefowała gazecie od grudnia 2011. Przyjmując nominację z rąk tego samego wydawcy, który teraz ją zwolnił, mówiła ze wzruszeniem, że "to największy zaszczyt, jaki spotkał ją w życiu". Pisano o niej entuzjastycznie, chwaląc dziennikarski talent i dziką pracowitość. Jej koledzy byli dumni, a koleżanki szczęśliwe, że odważono się oddać w kobiece ręce jeden z najważniejszych dzienników świata. Myśleli, że będzie nimi kierować aż do emerytury. Ale już nie kieruje. Podobno miała ciężki charakter, choć jej bliski przyjaciel z "New Yorkera" twierdzi, że "Jill po prostu ogromnie dużo wymaga od siebie i tyle samo od innych, a nie każdy to lubi". Zmiana na stanowisku naczelnej następuje w chwili, gdy "NYT" rozpoczął prenumeratę na iPhone'a.

15 maja, w tym samym dniu, w którym "NYT" podał wiadomość, że Abramson odwołano ze stanowiska, ukazał się obszerny artykuł, że we Francji 47-letnia Natalie Nougayrede, pierwsza kobieta na stanowisku redaktor naczelnej w "Le Monde", także straciła pracę. Tyle że w atmosferze skandalu. Podobno była tak wymagająca i tak szybko chciała przestawić pismo z papierowej wersji na elektroniczną, że w redakcji doszło do buntu. Najpierw do dymisji podało się siedmiu kierowników działów, a następnie rezygnację złożyło dwóch jej zastępców. Nougayrede nie miała wyjścia i także złożyła dymisję.

Dzień później po tych medialnych, prasowych rewelacjach świętowano w amerykańskiej telewizji 50 lat zawodowej kariery pierwszej kobiety, która po 50 latach pracy pożegnała się z widzami. Kariera Barbary Walters ma happy end, ale długo miała ciężko pod górę. Była pionierką, pierwszą amerykańską dziennikarką dopuszczoną do programów publicystycznych i newsowych. Najpierw z mężczyzną, który jej nie znosił i czuł się upokorzony, że dołożono mu do programu jakąś babę. Potem już sama robiła wywiady, ostatnio w swoim programie "The View" w ABC. Z politykami z całego świata i amerykańskimi celebrytami.

Pierwszy raz zobaczyłam ją w Stanfordzie w 1983 roku i byłam na nią wściekła. Pojechała do Polski zrobić wywiad z gen. Jaruzelskim, który powitał ją bukietem pąsowych róż, a ona - tak nam się wydawało - wdzięczyła się do niego i uśmiechała, co - naszym zdaniem - było nie do przyjęcia. Nie wiem, co sobie wyobrażaliśmy z tatą. Zapewne oczekiwaliśmy, że da mu w twarz za to, że Ziomeccy z paszportami w jedną stronę zamiast w pogrążonej w stanie wojennym Warszawie siedzą w Kalifornii pod pogodnym niebem, wśród cudownych bugenwilli siedzą pod kwitnącymi drzewkami cytrynowymi i płaczą za Polską. Otrzeźwił nas Donaldeczek (pamiętasz go? prawnik, który przyjeżdżał do nas na ogromnym motocyklu Honda), który powiedział, że jeśli jakimś krajem kieruje generał, to widz amerykański nie ma złudzeń, z kim ma do czynienia.

Barbara Walters rozmawiała na antenie z niejednym szefem kraju w mundurze, na wywiad z Fidelem Castro poleciała na Kubę, miała w studiu wszystkich prezydentów USA, począwszy od Nixona, a skończywszy na Obamie. Znana była z tego, że swoimi pytaniami doprowadzała swoich gości do płaczu. Jej pytania, jak to zadane Carterowi i jego żonie, tuż przed inauguracją na prezydenta - w jakim łóżku państwo śpią - king czy queen-size - oburzały. To ona zrobiła słynny wywiad z Monicą Lewinsky w 1999 roku. Podobno w dniu, w którym emitowano rozmowę, Walters zaprosiła przyjaciół na wspólne oglądanie w swoim mieszkaniu, a kiedy podeszła do okna z widokiem na Fifth Avenue i zauważyła, że jest pusto, jeden z jej producentów powiedział, że to dlatego, iż wszyscy są przyklejeni do telewizorów i oglądają jej rozmowę z Lewinsky. Było w tym trochę prawdy, oglądalność tego wywiadu w Stanach Zjednoczonych była ogromna. Obejrzało go więcej ludzi niż liczy sobie cała Polska, około 50 milionów. Rozmawiała także z gwiazdami jak Diane Keaton czy Michael Douglas, a także postaciami jak dr Jack Kevorkian (z Detroit), który pomagał ludziom popełnić samobójstwo.

Od dawna patrzę na nią inaczej. Uwielbiałam oglądać jej wywiady. Była zawsze świetnie przygotowana, no i te pytania, i sposób ich zadawania .To była prawdziwa sztuka rozmowy. Nigdy nikogo nie atakowała, nie upokarzała, nie obrażała, ale potrafiła wyciągnąć z nich, co najważniejsze. Jeszcze nie ma w Polsce takiej osoby w telewizji, niestety ani wśród mężczyzn ani kobiet, ale będą, ponieważ urodziły się pod tym samym niebem i na tej ziemi, skąd pochodził ojciec Barbary, polski Żyd Lou Walters, po którym jego córka odziedziczyła umiejętność rozmowy z ludźmi.

"ABC" urządziło jej wspaniałe pożegnanie, na które przyszły wszystkie kobiety - kilkadziesiąt - które dziś mają swoje programy telewizyjne. Ale to ona była pierwsza i utorowała im drogę, zarówno dla Oprah Winfrey, jak i dla Diane Sawyer.

Powodzenia

mama

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.