Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Z wielkim bólem i smutkiem przychodzi mi pisanie tych słów, ale własne sumienie i przyzwoitość nie pozwalają mi dłużej dusić ich w sobie. I tak oto muszę powiedzieć, że jest mi głęboko wstyd za własnych rodaków. Za prawicowych polityków, komentatorów, rzesze internautów, którzy w ostatnich dniach zatruli nas jadem sączonym w kierunku brodatej twarzy Conchity Wurst. Analizując reakcje Europy na rezultat tegorocznej Eurowizji, miałem wrażenie, że świat wokół mnie podzielił się na pół. Po jednej stronie była świetna zabawa, szczęśliwi ludzie, morze flag i wspólnota roześmianych twarzy. Po drugiej - zacietrzewieni i obrażeni na rzeczywistość obrońcy "normalności", niczym Rejtan gotowi rzucić się na ratunek toczącej się ku przepaści "zidiociałej" Europie. Naród polski, ten sam który w 1980 roku dzielnie otwierał połowie Europy drogę do wolności, w zdecydowanej większości umiejscowił się po tej drugiej, ciemnej i smutnej stronie barykady. I tako oto dowiedzieliśmy się, że Conchita Wurst, zesłana przez Unię Europejską niszczycielka wszelkich wartości, przybyła ze swym złowieszczym zarostem, by ukraść pięknym Słowiankom znad Wisły zwycięstwo w Eurowizji, które przecież już prawie miały w biustonoszach. Wyszło na to, że cały festiwal był niczym innym jak jedną wielką bitwą pomiędzy "wynaturzonym chłopem w sukience", a "zdrowymi" (jak to ujął Donatan) dziewczynami z Polski. A Europa, oczywiście całkowicie już zepsuta i omamiona przez ideologię gender, niczym w hipnozie, ukoronowała jakiegoś tam przebierańca, pozostawiając bohaterskiego Donatana z goryczą porażki w ustach. Nie chodziło w tym wszystkim przecież o dobrą zabawę, prawda?

Europejscy dewianci zmówili się, aby zagłuszyć Polskę, która głosem Cleo dzielnie wołała o opamiętanie i szacunek dla tradycji. Jak widać ideały polskiego mesjanizmu nie umarły i mają się świetnie.

Nie czujemy się już Europejczykami?

Takiego myślenia można się spodziewać po prawicowych politykach pokroju Krystyny Pawłowicz czy Jacka Kurskiego. Ale szczególnie boli mnie to, że w ton ten uderzyły całe masy, często moi rówieśnicy (mam 24 lata), którzy korzystając ze swobody wyrażania swoich racji w internecie, pokazali, co tak naprawdę myślą na temat takich "odmieńców" jak Conchita. Wyłonił się z tego obraz Polaków prymitywnych, zgorzkniałych, zacietrzewionych. Przyklasnęli temu prawicowi awanturnicy, których największą ambicją jest zamknięcie dwóch Polaków w wielkiej konserwie, która ochroni nas przed tym całym złem, którego najdoskonalszym wyrazem była tegoroczna Eurowizja. Niektórzy nawet ogłosili, że "przestają czuć się Europejczykami". Rozumiem, że bardziej podoba im się w putinowskiej Rosji. Wstydzę się. Wstydzę się za to, że moi rodacy po raz kolejny udowodnili swoją ignorancję i brak dystansu do rzeczywistości. Wstydzę się za setki chamskich komentarzy, które zalały polskie portale społecznościowe w ciągu ostatnich kilku dni. Jest mi wstyd, że w moim własnym kraju istnieje przyzwolenie na to, aby posłowie na Sejm mogli bezkarnie szydzić z drugiego człowieka. Jest mi wstyd, że w moim kraju stwierdzenia takie jak "homoseksualizm to choroba" czy "transseksualizm to dewiacja" często uchodzą za "poglądy". Wstydzę się, że wielu Polaków nie potrafi odróżnić homoseksualizmu od pedofilii, że nie ma praktycznie żadnej wiedzy na temat transpłciowości. Jest mi wstyd za tych wszystkich, którzy zwycięstwo Austrii uznali za dobry pretekst, by po raz kolejny obrazić posłankę Grodzką. I tak, jest mi przykro, że z Polski Conchita Wurst nie dostała ani jednego punktu podczas sobotniego finału.

Tolerancja równa się "baba z brodą"

Dla milionów Europejczyków Eurowizja była spektaklem, okazją do świetnej zabawy. Tymczasem w Polsce zamieniła się w ideologiczną batalię. Obawiam się, że ten bojowy duch prędzej czy później pozbawi nas możliwości odróżniania dobra od zła. Nie będziemy chcieli być tolerancyjni, na przekór wszystkim, bo przecież synonimem tolerancji będzie "baba z brodą". Co nam po tej tolerancji, skoro Europa robi Polsce na złość i nie docenia pięknych, "normalnych" dziewczyn Donatana. Oczywiście szkoda, że Polska nie wygrała Eurowizji. Szkoda, że to nie my wysłaliśmy na konkurs najlepszą piosenkę, ale takie są reguły gry - zwycięzca może być tylko jeden.

Polacy skupili się na brodzie Conchity bardziej niż na walorach jej piosenki. I choć każdy oburzony jej występem wystawia świadectwo samemu sobie, to ogólny krajobraz po bitwie jest wyjątkowo przygnębiający. Wiem, że wiele Polek i wielu Polaków odczuwa podobny wstyd do mojego. Przynajmniej mam taką nadzieję. I nie dlatego, że odczuwam z tego powodu jakąkolwiek satysfakcję. Wręcz przeciwnie - dlatego, że kocham moją ojczyznę i całym sercem pragnę być z niej dumny. Polska i Polacy dali mi w życiu bardzo wiele powodów do dumy, ale swoją postawą wobec Conchity, niestety, dali mi powód do wstydu.

Smutny, choć nie tracący nadziei

Co sądzicie o reakcji Polaków na występ Conchity Wurst na Festiwalu Piosenki Eurowizji? Zazdrość czy brak tolerancji? A może coś innego? Napiszcie do nas. Czekamy na listy: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.