Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W sobotę, 3 maja, opublikowaliśmy list, który dostaliśmy od maturzysty L.M. (poprosił nas o niepodawanie jego imienia i nazwiska). Chłopak jest Polakiem, "dumnym patriotą, który w Polsce się urodził i w Polsce umrze", tyle tylko, że jedno z jego rodziców pochodzi z Azji. I to już wystarcza, żeby jego wygląd był powodem codziennych uszczypliwości, prześladowań i złośliwości.

Każdego cholernego dnia, gdy idę do szkoły, nerwowo rozglądam się, czy przypadkiem ktoś nie rzuca mi nieprzyjemnych spojrzeń, czy ktoś nie wytyka mnie palcem. Powoli, acz nieuchronnie popadam w depresję. Nie mogę się skupić na przygotowaniach do matury, ciągle jestem przepełniony stresem. Tutaj przeczytasz cały list L.M.



L.M. przyznaje, że kilka razy oberwał za swój wygląd. Bardziej niż fizyczne rany, boli go jednak przemoc psychiczna, bardzo powszechna.

Jadę pociągiem relacji Warszawa - Wrocław. [...] W przedziale siedzą dobrze umięśnieni panowie, nienagannej postury, aczkolwiek niezbyt eleganccy. Po jakichś dwudziestu minutach, mimowolnie wsłuchując się w ich rozmowę, wywnioskowałem, że to żołnierze Wojska Polskiego.

Najwyższy z nich zauważył, że delikatnie spojrzałem się na jego puszkę z piwem, którą z takim uwielbieniem dzierżył w swej żołnierskiej dłoni. I wtedy się zaczęło. Z ust żołnierza wylało się szambo. Zadał mi on bowiem wymowne pytanie pytanie: "Chcesz wpi***?". I zostałem ponownie nazwany "żółtkiem".

Oczywiście później mnie przeprosił, tłumacząc, iż "nie wiedział, że mówię po polsku". Lecz czy to go tłumaczy? Przeszła mi chęć na służbę w Wojsku Polskim, choć jako patriota czułem się w obowiązku dać coś ojczyźnie, zanim czegoś od niej zażądam - moim darem miała być służba w wojsku. Ale widząc, jak w dba się o kulturę żołnierzy - podziękuję.



Doświadczenia L.M. bardzo Was poruszyły i przysłaliście nam wiele listów w tej sprawie. Poniżej przedstawiamy Wasze opinie i historie z maili i forum.

Czekamy na więcej, piszcie na listy@wyborcza.pl



Apotem:

Moja wnuczka jest Mulatką. "Ale śliczny Murzynek Bambo" (rzeczywiście jest niebrzydka), "oooo, mówi po polsku" (po angielsku i francusku też), "ale włosy!". Gdy idziemy ulicą, oglądają się za nią (w tym europejskim, nowoczesnym mieście), i to niekoniecznie z sympatią. Tak jakbym prowadziła strusia na smyczy. Dziecko jeszcze tego nie dostrzega, ale wkrótce może zacząć się czuć persona non grata w Polsce. Nie wiem, ile lat upłynie, nim w Polsce nikt nie będzie się dziwić, że różni ludzie wyglądają różnie, i to dokładnie nic nie znaczy.

Ewa Kozdraj:

Bardzo, ale to bardzo mi przykro po artykule, który napisałeś. Tu nie chodzi o współczucie dla Ciebie, ale o moje ogromne poczucie wstydu z powodu tego, co Cię spotyka. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić tego wszystkiego, ale bardzo bym chciała, żebyś wiedział o tym, że to, co Cię spotyka, te wyzwiska, te obrazy - to boli bardzo wiele takich osób jak ja. Nie wiem, jak Ci dodać otuchy, ale ci mali ludzie, którzy mówią te paskudne rzeczy to sfrustrowani głupcy (i nic do tego nie mają: wiara, wiek, płeć).

Ewa Janicka:

Przerażające jest to, jak ludzie są pełni nienawiści i obłudy. Nie potrafię zrozumieć ludzi. Najgorsze jest to, że Polacy to naród najmniej tolerancyjny na świecie. Mogę tak powiedzieć, gdyż mam znajomych różnego pochodzenia (czarnoskórych, Azjatów, pochodzenia arabskiego) i ich nastawienie do ludzi innego pochodzenia jest całkiem normalne. Niestety my, jako ludzie, nie możemy z tym nic zrobić.

Skąd się bierze ta nienawiść? Nie mam bladego pojęcia. Mam też znajomych, którzy (niestety!) są rasistami. Mogę ich wysłuchać, przeanalizować to, co powiedzieli, ale nigdy nie zrozumiem, skąd się to bierze. To wina rodziców czy polskiej oświaty? Wina telewizji czy internetu?

Ludzie! Błagam! Opamiętajcie się! Postawcie się na miejscu tych osób! Fakt faktem, są ludzie, którzy oczekują tolerancji wobec nich samych, a sami tej tolerancji nie okazują wobec innych, ale są to nieliczne przypadki.

Ilona:

Mam 27 lat, od 5 lat mam męża Wietnamczyka i jakoś nigdy nie spotkałam się z dziwnym zachowaniem innych ludzi. A mieszkamy w stolicy Polski, gdzie ludzi jest dużo... Mamy również 4-letnie dziecko, które chodzi do przedszkola. Żadna nauczycielka nie dała nam odczuć, że Dawidek jest gorszy, bo jest mieszany. Gdy mój mąż czegoś nie zrozumie, każdy jest chętny mu pomoc. I nikt nie każe mu wyjeżdżać do siebie.

Znamy pełno ludzi z Azji, którzy są w Polsce, w różnych miastach, i nikt nie narzeka, że ludzie mu dokuczają. Polacy już się przyzwyczaili, jest teraz pełno cudzoziemców w Polsce, nie tylko z Azji... Moim zdaniem chłopak bardzo przesadza...

Renia:

Mam 35 lat. Jestem z pokolenia, które jest rasistowskie. Moi znajomi, rodzina to rasiści. Niestety. Ale nie mieszkam w Polsce i okazuje się, że rasizmu można się pozbyć z własnego podwórka. Jestem pewna, że większość Polaków rozważających decyzję powrotu do Polski nie robi tego, po pierwsze, z powodu pracy, ale po drugie, co chyba ważniejsze, nie umiałaby już żyć w Polsce: przaśnej, ciasnych umysłów, rasistowskiej właśnie.

Ja sama prawdopodobnie też patrzyłabym krzywym okiem na inność, gdyby nie wyjazd z Polski. Oczywiście nie zachęcam do wyjazdu, bo to żadne rozwiązanie. Ale wiem, że rasizm można zwalczyć, tak jak ja zwalczyłam u siebie. Oczywiście nie wyzywałam nikogo na ulicy, dawałam jedynie przyzwolenie na robienie tego przez innych, przez brak reakcji.

Tutaj możecie prześledzić i włączyć się do dyskusji na naszym Facebooku.
Post użytkownika Gazeta Wyborcza.


Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.