Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jednak na razie jedyne, co ciśnie mi się na usta, to oburzenie i złość na wszechobecne przyzwolenie na oszukiwanie. Od początku studiów zarówno asystenci, jak i koledzy i koleżanki z roku akceptują, przymykają oko, a niektórzy wręcz przyklaskują ściąganiu, lenistwu i niedouczeniu. Wiele osób na moim roku nie posiada niezbędnej przyszłemu lekarzowi postawy i podstawowej wiedzy i, co gorszamimo bliskiego końca studiów nie zamierzają tych braków nadrobić. Ściąganie na egzaminach jest codziennością tak powszechną, że osoby niedające ściągać lub, co gorsza, próbujące zwrócić komukolwiek uwagę na ten stan rzeczy są odrzucane, piętnowane i wyśmiewane. Kłamstwo i kombinowanie budzą podziw i szacunek... Co gorsza, zauważyłam tę sytuację dopiero po powrocie z Francji z Erasmusa, gdzie nikt w trakcie egzaminów nawet nie podniósł głowy znad kartek, kiedy egzaminator wyszedł odebrać telefon. 

Tyle się mówi o zaniedbaniach i błędach medycznych. Proponuję zacząć od tego niezauważalnego o dziwo problemu, od zarodka, od konsekwencji w kształceniu na Uczelniach Medycznych. Trzeba jednoznacznie tępić ściąganie, niedbalstwo i lenistwo. Promować uczciwe i rzetelne zachowania, a zobaczycie, że jakość usług medycznych znacząco wzrośnie. Bo niestety, czego Jaś się nie nauczy...

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.