Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Reportaż o ośrodku boromeuszek w Zabrzu jest jednym z takich tekstów, po których trudno zasnąć.

Niewyobrażalny poziom okrucieństwa dyrektorki tego ośrodka Agnieszki F. (siostry Bernadetty) wydaje się wzięty z horroru. Tym bardziej dziwi poziom cynizmu większości osób, które wiedziały o tym, co się działo w zabrzańskim ośrodku i konsekwentnie milczały.

Ta historia skończyła się gwałtem i zabójstwem dokonanym przez byłych wychowanków Agnieszki F., którzy sami zgodnie z systemem kar nakładanym przez dyrektorkę, byli regularnie gwałceni w tym ośrodku. Tomasz skazany za gwałt i zabójstwo na 25 lat więzienia, pierwszy raz został zgwałcony, gdy miał 5 lat. Gdy stał się starszy i silniejszy, sam zaczął gwałcić innych.

Policja w obławie właśnie zatrzymała 21-latka z sierocińca z Zabrza, który przyznał się do 30 gwałtów na Śląsku.



W tej historii występuje również bohaterka - Zofia Włodarska, nauczycielka z zabrzańskiej szkoły, która uwierzyła jednemu z wychowanków ośrodka, Pawłowi, kiedy opowiedział jej o tym co się w nim dzieje. Paweł mówi, że tylko dzięki niej dziś żyje.

Oportunizm, konformizm, klerykalizm

Jednak inni zareagowali tak, jak nauczycielki, tłumaczące Włodarskiej, że to "to konflikt wiary. Ja jestem katoliczką i nie będę donosić na siostry zakonne", lub "to są dzieci alkoholików, narkomanów. Przecież w takim dziecku nawet jak ma trzy lata, może tkwić diabeł".

Kuratorium oświaty nie kontrolowało ośrodka do 2007 roku, ponieważ według kuratorium jedynie zakon boromeuszek sprawował nadzór nad tym ośrodkiem. Według prokuratury bicie i gwałty w ośrodku w Zabrzu miały miejsce od lat 70.

Urzędnicy państwowi z powodu wygody lub z lęku przed wtrącaniem się w działalność placówki kościelnej uznali, że to nie ich sprawa. Lekarze wierzyli w to, że rany na głowie to wynik "upadku na rowerze". Oportunizm, konformizm, klerykalizm, pogarda dla "dzieci patologii", powszechne poparcie dla bicia dzieci jako "metody wychowawczej", to wszystko złożyło się na stworzenie katowni w ośrodku z Zabrzu.

Na tytułowe pytanie czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie można odpowiedzieć pytaniem: "Czy gdyby Agnieszka F. trafiła do piekła, to czy byłoby zorganizowane one tak jak ośrodek boromeuszek w Zabrzu?". Wydaje się, że doskonale wiedziałaby jak się w takim miejscu poruszać, w końcu była tam dyrektorką.

Prawa Kościoła muszą być zastąpione prawem do wolności, wyboru wartości i norm



Nie palą się do zadośćuczynienia

Sprawę ośrodka w Zabrzu trzeba wyjaśnić do końca. Wbrew temu co twierdzi Dominika Wielowieyska w swoim komentarzu katownia w Zabrzu, to nie jest "przeszłość". Trauma związana z tymi doświadczeniami będzie towarzyszyła wychowankom ośrodka przez lata, a kościół i państwo nie garną się do tego, aby pomóc im ją przezwyciężyć.

Ofiary Agnieszki F. nie otrzymały od zakonu boromeuszek żadnej pomocy, ani zadośćuczynienia. Zamiast tego zakon zatrudnił najdroższych prawników w okolicy, dzięki czemu Agnieszka F. została skazana na dwa lata więzienia, ale z powodu "złego stanu zdrowia" nigdy tam nie trafiła.

Barbara Groń przełożona zakonu zamiast prośby o wybaczenie ze strony ofiar wyraziła w czasie procesu ubolewanie z powodu "potwornie zniekształconych faktów, związanych ze sprawą molestowania seksualnego wśród wychowanków Specjalnego Ośrodka Wychowawczego w Zabrzu".

Światopogląd "bicia" w katolickich mediach

Próbowałem sprawdzić co do powiedzenia w sprawie ośrodka mają media katolickie w Polsce: Rzeczpospolita, Gość Niedzielny, portal Fronda, Katolicka Agencja Informacyjna. Otóż dziennikarze katoliccy nie mają do powiedzenia w sprawie ośrodka w Zabrzu nic, ponieważ nie opublikowali żadnej informacji na ten temat w swoich portalach.

Arcypobożny Tomasz Terlikowski w "Rzeczpospolitej" pisze o klockach lego i złych feministkach. To wręcz wspaniałe rozwiązanie problemu przemocy seksualnej wobec dzieci: po prostu jej nie dostrzegać. Dokładnie to samo rozwiązanie stosowano przez 40 lat w Zabrzu.

Kościół katolicki w Polsce stosuje taką strategię. Episkopat nigdy nie potępił wprost przemocy w rodzinie, przemocy fizycznej i seksualnej wobec kobiet, ani też przemocy wobec dzieci. Biskupi zamiast tego głośno protestują przeciwko jakimkolwiek regulacjom prawnym, które mogłyby zmniejszyć skalę przemocy domowej.

W 2010 roku Episkopat blokował uchwalenie zakazu bicia dzieci tłumacząc, że rodzice mają prawo wychowywać dzieci za pomocą kar cielesnych, jeśli taki jest ich światopogląd.

Obecnie zaś wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski oraz Episkopat Polski protestują przeciwko Konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet, ponieważ "zniszczy ona tradycyjną polską rodzinę" (czyżby przemoc była głównym spoiwem w tradycyjnych rodzinach?) oraz spowoduje "promocję homoseksualizmu i transseksualizmu". Każdy argument jest dobry, by solidaryzować się z silniejszym przeciwko słabszym.

Memento Santurraran

Historia z Zabrza przypomina mi historię frankistowskiego więzienia dla kobiet i dzieci w hiszpańskim Santurraran. Więzienie to zostało stworzone dla kobiet związanych z działaczami związkowym i politycznymi lewicy. Placówka była prowadzona i nadzorowana przez zakonnice z zakonu miłosiernych.

Dyrektorka więzienia w ciągu 7 lat jego istnienia wykazała się niewyobrażalnym okrucieństwem. Na porządku dziennym były tortury, jedzenie przeznaczone dla osadzonych było zabierane przez zakonnice, a osadzone cierpiały głód, matkom odbierano dzieci i przekazywano je do adopcji rodzinom wojskowym.

W tym miejscu w ciągu kilku lat zginęło 107 kobiet i 48 dzieci. Historia więzienia w Santurraran była przez dziesiątki lat zapomniana. Po zamknięciu więzienia budynek został przejęty przez kościół katolicki, a w latach 80. wyburzony. Dopiero w ostatnich latach pozwolono więźniarkom na opowiedzenie swojego dramatu. Jednak dziś jest za późno, aby kogokolwiek rozliczyć za tamte zbrodnie.

"Niech sprawa Zabrza zostanie w cieniu". Nie!

Nie chciałbym, aby to samo stało się w sprawie ośrodka w Zabrzu. Niestety wszystko na to wskazuje, ponieważ nie jest w niczyim interesie dotarcie do prawdy i rozliczenie zakonu boromeuszek z działalności sióstr miłosierdzia w Zabrzu.

Strategia mówienia "to przeszłość" oraz przemilczenia tej sprawy stosowana przez władze Kościóła Katolickiego oraz katolickich dziennikarzy może się okazać skuteczna. Skoro zmowa milczenia i pogarda wobec ofiar ośrodka trwała przez tyle lat, to dlaczego dziś społeczeństwo, państwo i media miałyby się pochylić nad losem "dzieci patologii" z Zabrza?

Agnieszka F. pytana przez autorkę reportażu właśnie o to prosiła w swoim SMS-ie: "Proszę, niech sprawa Zabrza zostanie w cieniu. Życzę sukcesów w pracy".

Musimy się uporać z tym. co się wydarzyło w Zabrzu i wyjaśnić do końca mechanizmy, które doprowadziły do tamtej sytuacji. Trzeba również rozliczyć wszystkie osoby, które przyczyniły się do powstania tej katowni. Inaczej poczucie bezkarności Agnieszki F. okaże się być realną oceną naszego społeczeństwa.

Zwłaszcza, że nie mamy pewności czy w tym momencie w innym ośrodku gdzieś w Polsce nie dochodzi do podobnych sytuacji pod rządami jakiegoś miłosiernego dyrektora lub dyrektorki.

Jeśli nie odpowiemy sobie na pytanie dlaczego do tego doszło i przez tyle lat Agnieszka F. była ochraniana przez swoje przełożone, urzędników oraz lokalną społeczność, to historia z Zabrza zacznie się od nowa w innym miejscu.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.