Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Przeczytałam u was strasznie smutny list mamy dziecka z autyzmem. W krótkich słowach napisała o tym, jak diagnoza rozwaliła jej życie. Jak ciężko i jak smutno, jak autyzm powoli zabija jej życie rodzinne i zawodowe.

Przeczytaj list

Czytam i jest mi przykro. Autyzm nie zabija rodziny. Nie zabija pracy. Najwyżej przestawia na inny tor myślenia. Wiem to z własnego doświadczenia. Buntuję się? Pewnie! Czasami chce się wyć. Ale moje życie jest bardzo szczęśliwe.

Kuba ma 5,5 roku, diagnozę dostał w wieku 2 lat i 10 miesięcy. Wiadomo, były sygnały, ale który rodzic dopuści do siebie myśli, że dzieje się coś złego, bez rozsądnej dawki mechanizmu wyparcia? Diagnoza jest. Autyzm. Mądra pani psychiatra wręcza spłakanej matce papiery, mówiąc, że ten dzień jest najgorszy w naszym życiu, a później będzie lepiej. Mądra kobieta, rację miała. Błyskawicznie załatwiona diagnoza o kształceniu specjalnym pozwala na szybkie załatwienie przedszkola integracyjnego. Z pomocą rodziców dopłacamy dodatkową terapeutkę, która codziennie przez ponad 2 godziny pracuje z dzieckiem nad mową, o którą przy autyzmie wyjątkowo trudno. I codziennie widzimy poprawę. Nie ma tutaj oczywiście euforii, ale kiedy wycofane w swój świat dziecko zaczyna wchodzić w naszą codzienność, szczęście jest niewspółmierne z niczym. Nie, nie jestem na fali jakiejś euforii. Zdaję sobie sprawę, że kiedy 5-latek powoli zaczyna sylabizować słowa, nie jest to żadna normalność. Jestem świadoma tego, że będzie potrzebował terapii, być może do końca życia. Być może nie będzie się w stanie w pełni usamodzielnić. Wiem to wszystko. Ale muszę patrzeć na świat z optymizmem, bo ten udzieli się też mojemu dziecku. Wesołemu 5-latkowi, który rano przychodzi do rodziców pod kołdrę, aby się z nimi poprzytulać. Do rodziców kochających jego, ale i siebie nawzajem. Tak, mamy dziecko z autyzmem. Ma pod górkę. My też. Ale mamy przyjaciół, kochającą rodzinę. Nikt nie robi z nas dziwaków. Nikt się nie dziwi. Walczymy i walczyć będziemy. Do końca świata, zachowując samych siebie. Nie stałam się dziadem. Nie jestem przegrana. Nie płaczę, wspominając "tamto" życie. Planuję adopcję, na którą inaczej pewnie bym się nie zdecydowała. Chcemy mieć trójkę dzieci. Wbrew opinii niektórych nie szukamy opiekunki dla naszego autystycznego dziecka. Chcemy, żeby nasze dzieci się wspierały. Czy to znaczy, że jestem nienormalna?

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.