Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Szanowny Panie Profesorze,
z wielką uwagą i zaciekawieniem przeczytałem Pana wywiad "Byliśmy głupi" z Grzegorzem Sroczyńskim. Było to na tyle poruszające, że postanowiłem wejść z Panem w dyskusję.

Mówi Pan, że "Musimy się ruszyć, odzyskać ideę równości. Inaczej przyjdzie to "coś" i "będziemy wisieć na latarniach". Zdaję sobie sprawę z pewnego skrótu myślowego i nie biorę Pańskich słów dosłownie, niemniej jednak pozwolę się nie zgodzić.

Otóż żadnej rewolucji nie będzie z prostej przyczyny - nie ma kto jej zacząć. Osoby, które widzą coś więcej niż tylko garść newsów podaną przez Fakty i Pudelka, umiejąc przy tym wyciągać wnioski, okopały się na takich pozycjach jak Pan - siedzą w podwarszawskich domach, udzielając wywiadów o tym, jak bardzo jest źle i pisząc o tym mądre książki czytane przez ich znajomych. To też oczywiście skrót z mojej strony, niemniej jednak nie widzę różnicy w postawie młodych intelektualistów spłacających raty za mieszkania niekoniecznie na strzeżonych osiedlach, a tych starszych i bardziej obrotnych czytających te słowa na ganku swojej willi.

Postawa ta sprowadza się do bardzo prostego imperatywu, krótkiego rachunku potencjalnych zysków i strat, i pytania, którego według Pana nikt nie zadaje: po co? To pytanie jest zadawane, ale właśnie w tym kontekście lub podobnych - po co mam się angażować, skoro najważniejsze jest dla mnie zapewnienie spokoju i bezpieczeństwa moim bliskim.

Ci, którzy mają już zapewnioną względną wygodę, szacują, że nie opłaca się tej wygody tracić, ci, którym tej wygody brak, wolą o nią walczyć, a nawet muszą, mając wszelkiego rodzaju rewolucje w tych miejscach ciała, o których teraz media najchętniej dyskutują.

I choć Pan wyciąga z zaistniałej sytuacji takie same wnioski, to jednak nie widzę tych powodów do pesymizmu.

Przecież nadzieja, o której Pan pisze, będąca podstawą ładu społecznego, a w zasadzie możliwość realizacji tej nadziei, nadal istnieje i funkcjonuje w przestrzeni kulturowej. Weźmy pierwszy z brzegu przykład: w niedawno udzielonym wywiadzie na rocznicę obrad Okrągłego Stołu znany aktor grzmi do nas z wysokości, że każdy, tak jak on, może mieć gospodarstwo na Podhalu, tylko musi wziąć się do roboty. Ciężko pracujmy, a będzie nam dane. Czy nie przypomina Panu to czegoś? Czy gdzieś już tego nie słyszeliśmy? Niebezpiecznie zbliżamy się do pewnej sytuacji, która już miała miejsce w naszej historii. Jednak zrywu do walki nie będzie. Dlaczego? Powtarzam - nie ma kto jej zacząć.

Nastał nowy, wspaniały świat, swoiste panoptikum, w którym każdy jest jednocześnie panem i niewolnikiem swojego życia, a przynajmniej tak się wszystkim wydaje, ponieważ taki płynie "prikaz" z góry - pracuj, a będzie ci dane. Dlaczego ludzie się na to godzą? To bardzo proste - ponieważ nie widzą tej góry, góra jest rozmyta, nie ma jej, nie wiadomo gdzie uderzyć. Kiedyś wróg miał twarz, teraz system jest bezosobowy. Góra stała się nami.

Aż chciałoby się zapytać w tym momencie - gdzie się podziali Churchillowie tego świata? Dlaczego ich nie ma, kiedy ich potrzebujemy, dlaczego chowają się w swoich domach? Być może odpowiedź jest prostsza niż myślimy. Może po prostu ich nie ma? I już nigdy nie będzie?

Nie wiem jak Pana, ale mnie taka perspektywa mimo wszystko bardziej przeraża, choć paradoksalnie oznacza to spokój i brak rewolucyjnych zrywów, które Pan w swoim pesymizmie przewiduje.

Zresztą mam na to dowody - pierwszym jest Pan, a dokładniej pańska postawa. Wskazuje Pan problem, ale od razu od niego ucieka, czego zresztą jest Pan doskonale świadomy. Ale to przecież od takich ludzi jak Pan zależy wygląd świata w większym stopniu niż od nas, którzy pragniemy mieć tylko i aż godny byt! To Pan i Panu podobni macie większe możliwości w kreowaniu tego świata, to na Was, jako na inteligentniejszych jednostkach spoczywa ta odpowiedzialność! Dlaczego Pan tego nie widzi? Dlaczego nie chce Pan jej podjąć?

I dalej, zwracając się już nie tylko do Pana, ale do elit rządzących: Czego się Państwo boicie? Że dom pod Warszawą i zagraniczne studia wnuków okażą się tylko senną marą? Że Was rozliczymy przy urnie? To jest śmieszne, ponieważ nie ma już kogo rozliczać. Wszyscy się mniej lub bardziej skompromitowaliście, kurtyna opadła, wszystko już widzieliśmy. Może zatem czas na to, by zacząć myśleć długofalowo? Może zatem czas, by na chwilę pomyśleć o innych, nie tylko o sobie i najbliższych? Ludzie nie są wbrew pozorom aż tak głupi - jeśli ktoś będzie postępował fair, ludzie to zauważą i docenią.

Zresztą, by nie być gołosłownym - oddam na najbliższe 20 lat swój głos tym, którzy przedstawią solidny i mający realne szanse realizacji plan rozwoju mojego kraju, a potem go uczciwie wdrożą. Tylko wie Pan co? Nikt tego nie zrobi. Bo przecież eksperci, o których Pan mówi, sami nic nie wiedzą, nie wiedzą co będzie za dwa lata, a co dopiero za 20!

Więc jaki jest sens państwowości w tym kształcie? Ja go nie widzę, zresztą Pan też, mówiąc o tym, że "gdyby było możliwe coś takiego jak demokratyczny absolutyzm oświecony czy też - jak chce Zakaria - liberalizm bez demokracji, to byłoby świetnie". Tylko kto ma do tego doprowadzić?

Jedyną nadzieją jest odpowiedzialność jednostek, jakaś elementarna uczciwość i moralność, takich ludzi jak Pan i Pana koledzy politycy. Ale jeśli nawet Pan, człowiek niezwykle inteligentny i doświadczony, tej odpowiedzialności unika, więc jak to ma się wydarzyć?

Drugim dowodem niech będą wydarzenia wokół traktatu ACTA. Dopiero gdy okazało się, że coś rzeszom młodych ludzi może zostać zabrane, ich ostatnia ostoja, kulturowe dobra, które dają im możliwość jakiegokolwiek kontaktu z rzeczywistością, wtedy nastąpiło pospolite ruszenie. To symptomatyczne, że za Pana czasów tych dóbr z zagranicy nie było i wszyscy chcieli je mieć, ale teraz gdy są, i jest ich czasami nawet za wiele, większości z nas po prostu nie stać na ich kupno. Czyli jest jeszcze gorzej - bo wcześniej, choć nie widzieliście Państwo wystaw sklepowych to jednak zjednoczeni mogliście o nich marzyć i wspólnie walczyć, co zresztą uczyniliście i za co Wam dziękuję.

Dziś jednak, my zostajemy postawieni przed tą wystawą, w większości wypadków brutalnie się z nią zderzając, nie mogąc korzystać z jej widocznych dobrodziejstw. Co gorsza, robimy to samotnie. I za to Wam podziękować nie mogę. Najłagodniejszą karą jaką można Państwu wymierzyć jest milczenie. I tak właśnie się dzieje, czego dowodem jest zatrważająco niska frekwencja wyborcza, niezależnie od tego czego te wybory dotyczą.

Dlatego proszę się nie martwić, dopóki nikt nam nie zabierze naszych marnych żywotów za tysiąc pięćset miesięcznie na umowę o dzieło oraz nadziei na lepsze jutro, możecie Państwo spać spokojnie.

Zresztą większość protestujących przeciwko ACTA nie wiedziała dokładnie, czego dotyczy ten traktat, który i tak później polskie państwo podpisało. Nie było żadnego Churchilla. Był tylko znakomity tekst Piotra Czerskiego "My, dzieci sieci", wyrażający emocje wszystkich w tę sprawę zaangażowanych. Co prowadzi mnie do dyskusji, jaką chcę Panu na koniec zarekomendować.

Otóż na portalu społecznościowym Facebook, a dokładniej na tablicy wyżej wymienionego przedstawiciela młodej inteligencji, pisarza Piotra Czerskiego, rozgorzała dyskusja pod newsem o zamieszkach wywołanych w Bośni i Hercegowinie. Zostało napisanych prawie 200 komentarzy, z czego większość była inteligentnym żartem z rewolucji, tej dziejącej się aktualnie na Bałkanach, i tej, która miałaby wybuchnąć u nas w kraju: "umiarkowani rewolucjoniści - kupimy bilety, wejdziemy na PKiN, każdy splunie", Partia Umiarkowanych Rewolucjonistów "Kompromis"", "przewrotom społecznym mówimy stanowcze i zdecydowane 'raczej nie'", "Rewolucja - ale po śniadaniu", "zmieniajmy Polskę - od jutra" i wiele innych.

Nie wiem jak Pan, ale ja się nieźle uśmiałem podczas lektury, po czym zrobiłem sobie kanapkę i poszedłem spokojnie spać. Państwo też możecie to zrobić, bo rewolucji "raczej nie" będzie.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.