Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Podczas gdy w ślad za Żoliborzem Oficerskim kolejne dzielnice zrywają z soleniem ulic, nowe osiedla na Błoniach Wilanowskich wynalazły nową metodę odśnieżania: poprzez rozpuszczanie śniegu solą.

Od dwóch lat jestem mieszkańcem osiedla Ostoja Wilanów. Za utrzymanie terenu odpowiada firma Lux-dom. Gdy zaczyna padać śnieg, zarządcy terenów dbają o pokrycie chodników grubą warstwą soli lub chlorku wapnia. Nie wiem, czy sypiący dostają ekstra wynagrodzenie za duże zużycie soli. Nie wiem, czy zarządca ma interes, żeby jedynie solą walczyć ze śniegiem. Wiem, że jestem jedną z niewielu osób, o ile nie jedyną, której to przeszkadza.

Kiedy wielokrotnie interweniowałem, słyszałem, że dobro ludzi jest najważniejsze i nie można dopuścić, żeby w zimie chodniki były śliskie, a zniszczone rośliny, buty itd. można wymienić wiosną na nowe. Wszyscy mieszkańcy chcą, by solić, tylko ja jeden tęsknię za wsią, z której pewnie przyjechałem.

Fakt: Ursynów, który pamiętam z dzieciństwa w latach 80., a nawet do połowy lat 90., nie znał soli i był właściwie na wsi. Pamiętam, że dozorca w moim bloku miał może 10 kg soli na całą zimę i sypał nią chodniki tylko wtedy, gdy padał zamarzający deszcz. Pamiętam też, że z innymi dzieciakami robiliśmy kuligi na ulicach osiedlowych. Pamiętam rozczarowanie, gdy dozorca posypał naszą wyślizganą jezdnię piaskiem i sanki nie chciały jechać. Pamiętam skrzypiący śnieg pod butami w drodze do szkoły. To chyba cud, że ktokolwiek na tym Ursynowie przeżył tamte zimy, skoro nieposolone jezdnie i chodniki są takie niebezpieczne.

Nie mam już siły z tym walczyć - ręce mi opadły, gdy prosząc po raz setny pana, który "odśnieża", żeby może zaczął od miotły lub szufli, a nie od sypania, usłyszałem, że to nie sól, tylko chlorek. Chlorek sodu.

Piotr Wojciechowski

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.