Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Ale usłużne media pod dictum batiuszki studzą emocje konsumentów słowa. Bo "przecież statystyki spadają". Trzy sezony łowieckie temu było tego z dziesięć tysięcy, dwa sezony temu - zaledwie sześć, w ubiegłym roku nieco ponad trzy, a w tym roku zaledwie nieco ponad sześć jednostek.

Zatem nie ma sensu zmieniać prawa, bo "prawo mamy nadzwyczaj surowe", ani nie ma sensu go stosować, bo nawet tak "surowe wyroki" jak dwa lata w zawieszeniu "nie odstraszają recydywistów". A jeśli taki dostanie "do dwunastu lat", bez zawiasów, to przecież "jak wyjdzie, nadal będzie zabijał". Im częściej wyjdzie, tym częściej zabije, niech zatem podatnik wyciągnie wnioski. Poza tym więzienia są zatłoczone przez skacowanych rowerzystów, zatem kierowcy zabójcy i pozostali mordercy już się tam nie wcisną, nawet po protekcji. A czy podatnik wie, co to jest tłok pod celą? Kolejka do sracza, do sauny, do siłowni, do bilardu, do internetu, brak intymności podczas randek z kobietą, hałas w czasie poobiedniej drzemki lub oglądania telewizji. Niech podatnik spróbuje żyć w takich warunkach!

Oto kolejnemu zabójcy grozi się więzieniem, gdzie adwokat napisze mu skargę do Strasburga, a inny ghost writer spłodzi mu bestseller "Ale jazda" wydany na koszt podatnika.

Grzywny, odszkodowania i alimenty na rzecz poszkodowanych też odpadają, bo ustawodawca zakłada, że zbrodniarz "może być ubogi", a ustawodawca troszczy się o biedaków.

Pomijam propozycje rozentuzjazmowanych słuchaczy, aby produkować inteligentne samochody, takie z pilotem automatycznym, katapultujące pijanego kierowcę lub dowożące go na izbę wytrzeźwień. Ludzie, nie obrażajcie rodzaju ludzkiego i nie zajmujcie anteny!

Poruszyła mnie natomiast propozycja obciążania winą kobiet podróżujących z naćpanym asasynem. Jeśli przeżyły podróż, wymiar będzie musiał zadać sobie trud postawić je w stan oskarżenia. Bo dlaczego taka jedna z drugą pozwoliła jechać, zamiast odebrać kluczyki choćby z użyciem noża albo samej rzucić się pod koła? W nowym roku zmiana w kroku!

A może ścigać pozostałe uczestniczki biesiady, ktokolwiek to był, matka, córka, żona czy kochanka? Bo nie zatroszczyły się o następstwa zabawy, nie przewidziały, nie domniemały, nie wywróżyły, nie wykrakały, tylko wsiadły w inne samochody i oddaliły się od stołu? Potępić łono, które wydało Barabasza.

Po czym znowu pojawia się wątpliwość - co to da, skoro "zabójcy nadal będą zabijać"?

Media zainaugurowały obywatelską akcję dla tir-ladies - "czy pani kiedykolwiek zatrzymała pijanego kierowcę i zabrała mu kluczyki"? Pachnie linczem, więc jeśli już kobiecym obowiązkiem będzie dyscyplinowanie zbrodniarzy, to ja dmucham taki rząd i takie państwo, proszę państwa!

Zatem jedyna rada - zabójców ani pasażerek nie ścigać, nie sądzić, nie zawieszać, bo to nic nie da. Aby pół miliona osób zatrudnionych w wymiarze sprawiedliwości "nie straciło pracy", proponuję robić statystyki z użyciem ofiar, zwłaszcza tych, które przeżyły, i to prewencyjnie, zanim staną się ofiarami. Wprowadzić zakaz włóczęgostwa po chodnikach i przejściach, po parkach, lasach oraz łąkach, gdzie na szwendającą się z wózkiem rodzinę można najechać quadem i porysować zderzak. Proponuję całodobową godzinę policyjną dla pieszych. Ofiary mają siedzieć na dupach i wypełniać pity. Nie pasuje im dom, to mogą robić to w więzieniach.

Kochajmy i hodujmy zabójców, siepaczy nowoczesnego państwa prawa dla prawników. Mimo swojej bezkarności zabójcy są potrzebni, bo oni legitymizują istnienie rządu, nieustannie uzasadniając potrzebę utrzymywania tego pasożyta.

Mateuszowi czy też Marcinowi S. (prezenterzy nie mogą ustalić, jak ma na imię nowy celebryta formuły "po niejednym") proponuję wystawić pomnik odwagi i prawdy, bo "przyznał się do zarzutów". I to szybko, zanim zmieni prawdę.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.