Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Obserwacje moje dotyczą głównie służby zdrowia, wraz z jej - o, paradoksie - mutacją komercyjną. Oto kolejny raz spotykam się z odmową udzielenia pomocy choremu w miejscu jej rutynowego udzielania, czyli w placówce medycznej, bo gdyby była to prywatna sypialnia cyrulika, tobym sobie niniejszy list odpuściła. Przyczyną takiej postawy jest ofiarność, czyli bycie ofiarą systemu zmuszającego obywatela do pracy zawodowej, w celu utrzymania się przy życiu. A jak długo ma trwać taki obowiązek? Przecież dzisiejszych matuzalemów pracy nie obowiązuje jeszcze ludobójcza ustawa 67!

Tym razem spektakl miał miejsce w progach gabinetu pediatrycznego komercyjnej przychodni Lux Med w Krakowie, przy ulicy Lublańskiej, w poświąteczny poniedziałek 4 listopada, o godzinie 7.30 rano. Wystąpiłam tam jako widz towarzyszący choremu dwulatkowi i jego zestresowanej mamie. Tuż po otwarciu lokalu Pani Rejestratorka uprzedza nas, że Pani Doktor musi wyrazić zgodę na przyjęcie nieproszonego chorego, ponieważ usługi swoje zaczyna tego dnia od uzdrawiania dzieci zdrowych. Chwilę potem w pustej poczekalni zjawia się główna postać i potwierdza zastrzeżenia swojego cerbera, że mianowicie nie może złamać zasad, bo dzieci chore tylko po godzinie 11, ale już nie ma dla nich na dzisiaj miejsc, a ona zasad nie złamie, bo nie może sobie na to pozwolić, i prosi, aby nie wymagać od niej nic ponad jej siły, i aby nie stawiać jej w trudnej dla niej sytuacji, a poza tym są inne przychodnie, choćby na ulicy Puszkarskiej, na antypodach miasta, znajdzie się jeszcze jakieś miejsce dla chorego na dzisiaj.

Pomyśleć, że mamy bezrobocie, i konkurencję do nisz zawodowych tak silną, iż lekarz powinien umieć nie tylko odebrać wypłatę, ale także poród, a nawet płaszcz, gdy dyrektor placówki dla oszczędności zwolni szatniarkę.

Takie ostrzeżenia słyszy się tu i tam, a towarzyszy im lament za narybkiem, który jeszcze przed stażem czmycha za granicę, choćby na zmywaki, lekce sobie ważąc zdrowie rodaków i wkład ojczyzny w swoje wykształcenie. No, ale jak mają młodzi, zdrowi, silni, dyspozycyjni, kompetentni adepci zarzucać kotwice w tutejszym mule, gdy dno zajęte jest przez wypalone pokolenie rekinów? Wszak nie da się ich pożreć, bo jest to ciężkostrawny sort postpeerelowskich elit, zdemoralizowanych powojennym awansem społecznym, co oceniam po formie i treści argumentów wytoczonych przeciwko pacjentowi choremu, czyli nienadającemu się do towarzystwa.

Gdyby tej lekarskiej dyplomacji towarzyszyła ledwo słyszalna nuta empatii, to mogłabym posłużyć się empatią własną i w feministycznej solidarności poradzić Pani Doktor, aby darowała sobie propagandę radości, jaką daje praca w wieku poprodukcyjnym. Niech nie ufa hasłu, że kobietę stworzyła praca, tylko niech wraca na emeryturę i jedzie do Egiptu albo Syrii, bo tu zaraz zacznie się zima i nie będzie się chciało ani opłacało z domu wychodzić.

Ale ugryzłam się w język, schowałam kozik i poszłam sobie. Może kobita wkręciła się w kredyty jakieś i musi straszyć do końca życia?

Sama jestem ludzkim człowiekiem i cierpliwym pacjentem do tego stopnia, że nie nachodzę wysokich progów agencji Asklepiosa, bo szkodzi mi widok hipokratesowego oblicza polskiej służby zdrowia. Ale troszczę się o innych, w tym także o dinozaurów sceny medycznej, którzy swoim stanem mogą sprowokować toczącą się kołem Historię i sprowadzić sobie na listę płac kogoś takiego jak Feliks Dzierżyński w roli komisarza medycznego.

Zatem proszę szanownych Decydentów i Prominentów naszej sceny polityczno-medycznej o uwolnienie zmęczonych zawodowo kobiet od obowiązku pracy ponad okres ustawowy. Przecież takie będą rzeczpospolite, jakie ich młodzieży leczenie. Niech sobie panie redaktorki, literatki, poetki i artystki, umierają za biurkami, w cieple pampersów, termoforów i regularnej wypłaty, ale paniom lekarkom strzegącym naszego zdrowia należy się miłosierdzie.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listy@wyborcza.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.