Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Zaczyna się niewinne. Dom stoi już, jest. Kamienica albo normalnie, jak Pan Bóg przykazał - jednorodzinny. Na wiosnę lub późną jesienią. Najpierw siatkowy płot w miejsce sztachetowego czy trawy, model płotu to "Auschwitz" albo "ośrodek internowania". Po płocie (może na początku?) wymieniamy okna, wybieramy plastikowe tafle połaciowe, zmieniamy układ szprosów, zamiast drewnianych wstawiamy żyłki, niechby złote, w kolorze drogich cukierków, osadzamy, można je trochę zmniejszyć albo powiększyć. Wielkość okna to też tylko jeden z wymiarów. Czekający w kolejce styropian przynosi dużo uciążliwego brudu, solidne okna są więc nam potrzebne jak nic, jak pszenica czarnoziemowi.

Styropian malujemy dowolnie, czasami modnie, na pewno kompleksowo, z ogacaniem to jedna usługa. Tak samo jak wpusty na banery, od strony drogi, i nowa weranda też ma zaistnieć, weranda tylko nowa.

Bardziej artystycznie przygotowani niechże pokuszą się o balkon z metaloplastyki. Balkon nie może być jak kojec dla świń, prosty jakiś, i już przechodzimy na górę. Blachodachówka słynie ze swojej użytkowności, ładnie pasuje z bocianim gniazdem, jeżeli naprawdę zaczęliśmy od płotu, widać z niego Świat. Tuje go nawet nie przesłonią. Jeżeli ów Świat zaawansował się w ekrany akustyczne, gniazdo naprawdę staje się prawdziwie bezcenne; antenę satelitarną przykręcamy poniżej (zgodnie z instrukcją).

Schodząc z drabiny, dotykamy kostki, kiedyś wymyślonej do garażowych podjazdów, ale skoro ów Świat zaanektował kostkę na całą rzeczywistość, szukamy alternatywy. O! Na cmentarzach ładnie potrafią wkomponować granit w zieleń. Spoglądamy na zachód, spoglądamy na wschód. Łyk powietrza. Radio gra superhity. Za ekranem cisza.

Panie Profesorze Kucza-Kuczyński! Napisał pan: "Polska nasza nie cała brzydka". Ale to Filip Springer ma rację. "Brzydka nasza Polska cała". Cała - od Szczecina po Rzeszów. W drodze z Ochoty przycupnęła w Złotych Tarasach, buszując w galerii handlowej, wylała się na siedzibę TVP.

Z początku reprezentacyjnej ulicy w Warszawie uciekła na jej koniec, a często na środek, połowę, drugą stronę jezdni, od szczęścia w totalną estetyczną masakrę blisko w naszym kraju jak z numeru 1 do 2. Brzydoty nie zasłaniają wspaniałe budynki, stadiony, porty lotnicze czy teatry.

Mizerota, brud, estetyczna gnuśność, barwny analfabetyzm, bieda i połatane ławki, a także zdewastowana przestrzeń wspólna ekranem i reklamową szmatą tylko uwypuklają się na tle wzniosłości nowych dzieł. Co triumfuje nad czym? Co wiedzie prym i drugiego przedrzeźnia? Piękny stadion czy kostka bauma u jego podnóża?

Można ten przykład zastosować równie dobrze do ochrony piękna, które już jest, zastane, i budować go za ciężkie pieniądze nie potrzeba, mianowicie piękna krajobrazu.

O nie nie troszczy się już nikt. Zapytajmy, czy wzniosłość Tatr towarzyszy tandecie Zakopanego, czy jest tylko do tej tandety nieistotnym dodatkiem, landszafcikiem niedotykającym prawdziwego życia? Ono tu, prawdziwe, buzuje na Krupówkach, lezie dołem. W awangardzie jedzenia i architektury, chińskich kierpców i papieskich dewocjonaliów, podwojonych dekoltów i pomniejszonych potrzeb estetycznych.

Panie Profesorze! Mam tylko jedną prośbę. Maleńką. A właściwie życzenie. Nie kontrujmy się, nie róbmy tego, ani nie przerzucajmy argumentami, kto mniej, a kto więcej i w jakim czasie dokonał w walce z wynaturzeniami przestrzeni publicznej. Nie kopmy się pod stołami ani nie mocujmy na ordery i historię dokonań. Weźmy wspólnie za dobrą monetę, że zaczęli pisać. Bo nie piszą. Pan mówi. Pan ma rację. Oni nie mówili, nie, nie pisali, ale pisać zaczęli. Cieszmy się i idźmy do przodu. Bo do zrobienia jest jeszcze bardzo wiele.

Żaden artykuł Springera czy innego "estety" dotąd nie pojawił się na pierwszej stronie, nie otwierał też serwisów radiowych i telewizyjnych. Estetyka nie rozgrzała polityków ani nie zachęciła do dokształcania opiniotwórczych (!) dziennikarzy. Nie weszła naprawdę do systemu edukacji ani do samorządowego urzędu. Podobno też estetyka to nie etyka

Dzięki książkom jak "Wanna z kolumnadą" polscy esteci dostają nikłą, niepowtarzalną szansę na wstrząśnienie świadomością społeczeństwa, być może jeden taki moment na kilka lat. Teraz albo nigdy. Jeżeli pomaleńku uwrażliwiamy na reklamę zewnętrzną, może uda się przemycić na fora styropianizację, metaloplastykę i plastikowe okna. Może da się doczepić do tematu powiązane estetycznie kwestie nowego urbanizmu, konserwacji zabytków, krajobrazu czy nawet szerzej ochrony środowiska, które to łączy z sobą niewidzialna nic powiązań i emocji?

Tylko że aby wyjść z tym frontem walki i być skutecznym, trzeba najpierw po prostu uwierzyć, że jest bardzo źle. Jak zejdzie bielmo, tak boli, że krzyczeć to za mało. Panie Profesorze - proszę uwierzyć i walczyć wraz ze Springerem. Szermierka na półśrodki i podszczypywanie nie ma sensu.

*Radosław Orzeł, Instytut Sztuki "Wyspa"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.