Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Piszę do Państwa może trochę niezrozumiale i nieskładnie, ale proszę zrozumieć mój ból. Z góry dziękuję.

Zaduszki

Dymy unoszą się w ogrodach
i słońce jakoś posmutniało,
liście padając tworzą wiry,
tak jakby chciały się zatrzymać
i jeszcze złapać trochę życia,
w takiej nostalgii i upojeniu.

To już odchodzą z Drzeworaju?
Przecież tak jeszcze się trzymały,
no, nie do wiary,
nie wierzę w czary.
Świeciły blaskiem,
tak w środku lata,
a już zszarzały, wyschły, stępiały, zwiędły
są brzydkie, kruche i marne,
jak nasze życie,
w Zaduszki czarne.

Patrzysz na wszystko
z tak wielkim bólem
i czujesz smutek, żal i tęsknotę,
do kogo powiedz,
trzeba mieć uraz,
że dzisiaj jest ktoś,
a jutro już nie ma.

Na Wasze wspomnienia o bliskich, którzy odeszli, czekamy pod adresem: listy@wyborcza.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.