Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Dopiero następnego dnia skonfrontowałam się z rzeczywistością i spisałam diagnozę przeprowadzoną na reprezentatywnej grupie moich rówieśników ze szkoły. Wzięliśmy sobie do serca młodopolską wszechobecność kryzysu, oj wzięliśmy. Mam na myśli poważny i głęboki kryzys, nie tylko w wymiarze intelektualnym, ale i duchowym. Podejdźmy do sprawy typowo po polsku: znajdźmy winowajcę.

Łamana polszczyzna w towarzystwie hashtagów

Czy winny jest polski system edukacji? Opinia publiczna jest skoncentrowana na tym, czego uczyć. Całkowicie natomiast pomija kwestię, jak uczyć, oraz jaką rolę powinna odgrywać szkoła w życiu młodego obywatela.

Nieodłącznym elementem dojrzewania jest erupcja fascynacji ideologicznych. Przy obecnym uwarunkowaniu społeczno-politycznym, bunt przeciwko zastanemu ładowi społecznemu przejawia się emanacją postaw ksenofobicznych, szowinistycznych czy nawet jawnie antysemickich.

Uogólnionymi i przejaskrawionymi komunałami grupa pospolitych agitatorów próbuje zdominować klasę. Każdy odmienny głos zostanie zakrzyczany, wyśmiany lub - ostatecznie - zignorowany. Czasem dorzucą: przecież to i tak zmanipulowany przez mainstreamowe media leming.

Nie chodzi o sam kryzys ideałów. Na drugim biegunie mamy kryzys, a właściwie upadek standardów i deficyt rozumu. Nikt już nawet nie sili się na stwarzanie pozorów; niektórzy z dumą ogłaszają, że antypolskiego Gombrowicza czytać nie będą. Oczywiście, że ci bez podłoża politycznego też nie czytają. I lektur, i innych książek w ogóle.

Jak reaguje szkoła? Pedagogów, jak nigdy, cechuje bezceremonialny permisywizm. Może łudzą się, że to całe zachowanie jest tylko elementem jakiejś prowokacji. Że ich uczniowie wcale nie posługują się łamaną polszczyzną, przeplataną kaleczonym angielskim, i do tego w towarzystwie hashtagów. (Już nie wiem, co było pierwsze: spłycenie treści czy zubożenie formy.)

Szkoła po prostu nie reaguje. Nie promuje intelektu, kartezjańskiego krytycyzmu względem otaczającej nas rzeczywistości. Nawet nie stawia pytań. Co gorsze, bywa, że nie potrafi udzielić odpowiedzi. Jedyne, co daje, to bierne przyzwolenie. I idzie. Idzie dalej z materiałem.

Gender? Koledzy powiedzieli, że nie chcą słuchać o wyuzdaniu i 17 płciach

Dochodzą do tego wątpliwe lekcje religii, co w zasadzie powinno stanowić przedmiot odrębnego listu. Jaką pełni funkcję? O ile się nie mylę, z założenia powinna umacniać wiarę i przygotowywać do życia zgodnego z chrześcijańskimi wartościami. To zrozumiałe, że przykładowo na matematyce trudno o światopoglądową dyskusję, rozważanie dylematów etycznych etc. Ale czy nie tak właśnie powinna wyglądać lekcja religii?

Tymczasem w rzeczywistości dominuje kilka łatwych do wyróżnienia schematów katechez. W pierwszym schemacie katechezę prowadzi ksiądz kawalarz, który każdą poważną kwestię sprowadza do rangi płytkiego żartu - jednych to bawi, drugich żenuje. Drugi typ to ksiądz filmowiec, czyli religia jako jeden wielki seans filmowy. W praktyce większość nie zwraca uwagi na hagiograficzne produkcje, tylko traktuje to 45 minut jako okazję do powtórki materiału na inne lekcje. Gorszy rodzaj katechety to ksiądz wojownik. Radykał tłamszący i płoszący wszystkich wątpiących. Ja obcuję z jeszcze innym przypadkiem - biernej bezideowości. A do tego dochodzi brak, momentami fundamentalnej, wiedzy. Szczelnie zamykamy się w kółku wzajemnej adoracji. Dusimy się oparami pozornej tolerancji religijnej (kiedy przygotowywaliśmy prezentacje o religiach niechrześcijańskich, stałym punktem każdej była miażdżąca krytyka, w końcu totalna dyskredytacja danego systemu wierzeń).

Często ignorancja powodowana jest niewiedzą, zarówno u uczniów, jak i nauczycieli. Poruszamy się teraz na religii w obszarze płciowości (tradycyjnie: następuje tu zupełna redukcja do społeczno-kulturalnych stereotypów). Chciałam zorganizować lekcję o gender - przecież tyle się o tym słyszy, zwłaszcza z ust hierarchów kościelnych. Siostra, z którą mam przyjemność się uczyć, niechętnie, ale się zgodziła, oczywiście po uprzednim przesłaniu treści mojego wykładu na maila (cenzura?). Za to koledzy zaoponowali - jak tłumaczyli: nie chcą słuchać o wyuzdaniu i 17 płciach.

Inny przykład. Podczas medialnej burzy wokół pedofilii w Kościele, my na lekcjach religii rozwiązywaliśmy test osobowości. Poprosiłam siostrę o komentarz do aktualnej sytuacji, nawet nie kontrowersyjnego "lapsusu językowego" abp. Michalika, ale emitowanej poprzedniego dnia w telewizji Konferencji Episkopatu Polski. O niczym nie słyszała, nic nie wie. Ale - grając dalej w stwarzanie pozorów - obiecała coś na następną lekcję przygotować. Skończyło się tak, że wywołała mnie na środek do odczytu fragmentów dokumentów KEP. Pointa? Boy-Żeleński powiedział, że nie ma nic bardziej przeciętnego niż przeciętny katecheta.

Na Facebooku króluje fanpage "Max Korwin Cejrowski"

Jakie wnioski? Mamy kryzys katolicyzmu. Kto wskaże mi młodego katolika, który otwarcie głosi wyznawaną doktrynę i nie jest jednocześnie postrzegany jako cnotliwy outsider albo prawicowy konserwatysta? Mamy kryzys intelektualny. Kto wskaże mi polonistę, który głośno powie, że nawet jeśli boom na "50 twarzy Greya" podnosi poziom czytelnictwa, to wręcz przeciwnie działa na nasz poziom intelektualny, w zasadzie powodując regres?

Mamy kryzys autorytetów. Na Facebooku króluje fanpage "Max Korwin Cejrowski". Połączenie fatalne w skutkach, którego oddziaływanie świetnie widać; nakręcanie spirali islamofobii, wpajanie populistycznego jazgotu, promocja fanatyzmu religijnego i skrajnego etnocentryzmu procentuje.

I tak oto my, licealiści, gubimy się w pędzie za Zachodem, zatracając się w ślepym, bezmyślnym naśladownictwie. Tak naprawdę grzęźniemy w bagnie zaściankowości, ograniczeń i prostactwa.

Apeluję więc, jako uczennica liceum, uczestniczka lekcji religii, cząstka społeczeństwa. Apeluję.

O co? Może o otwarcie umysłów. Ale bardziej o refleksję o humanizmie (w tym pierwotnym znaczeniu). Jak powiedział pewien pisarz angielski: "Mieć otwarty umysł - to nic. Jest z nim podobnie jak ze szczęką. Musi zacisnąć się na czymś solidnym".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.