Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wkrótce będziemy obchodzić kolejną rocznicę wybuchu II wojny światowej. Dla mnie i mojej najbliższej rodziny ze względu na tragiczne przeżycia są to chwile szczególne. Sądzę, że nie jesteśmy odosobnieni wśród setek tysięcy, a może milionów ludzi wojennego pokolenia. Dlatego poruszyły mnie wypowiedzi polityków Jarosława Kaczyńskiego, prezesa PiS i Kazimierza M. Ujazdowskiego, byłego ministra kultury, na temat powstającego w Gdańsku Muzeum II Wojny Światowej.

Prezes PiS chce po objęciu władzy przywrócić muzeum "polski punkt widzenia". W przypadku minionych wydarzeń historycznych przeżyliśmy już takich, co nam wpajali jedynie słuszną historię. Były minister kultury twierdzi, że to muzeum "jest marnowaniem pieniędzy podatnika". Uważam, że pan Kazimierz M. Ujazdowski znieważył moich bliskich. Jest takie stwierdzenie, że "umarli tworzą historię, a żywi ją opisują". Nie chcę, żeby do pamięci o moim ojcu Józefie Stachu, którego rozstrzelano 11 listopada 1939 roku w Lasach Piaśnickich i do strasznych przeżyć mojego teścia Jana Maracha, więźnia obozu Stutthof, który przeszedł "Marsz Śmierci" mieszali się politycy, którzy wykorzystują śmierć innych do swoich politycznych celów.

Pamiątki jako największa świętość

Prof. Paweł Machcewicz i dr Tomasz Chincinski z Muzeum II Wojny Światowej zainteresowali się historią moich bliskich, uznając ich losy jako ważne i konieczne do upamiętnienia. Pamiątki po Józefie Stachu i Janie Marachu, które są dla mojej żony Barbary i dla mnie największą świętością, oddaliśmy w depozyt. Jak mi wiadomo, będą eksponowane w muzeum. Trudno rozstawać się z tak osobistymi rzeczami, ale wierzymy, że każdy list czy dokument albo przedmiot zachowują ślad ich życia.

Przekonał nas do tej decyzji pan Tomasz Chincinski i dyrektor Paweł Machcewicz, który napisał takie słowa:
"Powinnyśmy nade wszystko zachować dla kolejnych pokoleń pamięć o wojennych cierpieniach i zbrodniach, ale także o oporze, bohaterstwie, a często po prostu przyzwoitości, okazanych w godzinie próby przez miliony zwykłych ludzi. To najbardziej uniwersalne i aktualne przesłanie muzeum".

Józef Stach - mój ojciec

Józef Stach urodził się w 1910 roku w Kątach Opolskich. W burzliwych czasach Powstań Śląskich 1919, 1920 i 1921 roku. Mój dziadek Jan Stach ze starszym synem Jackiem brali udział w walkach wśród 60 tysięcy Polaków. Po upadku powstania rodzinę represjonowano, bo opowiedziała się za Polską i obywatelstwem polskim. Całą siedmioosobową rodzinę wysiedlono. Mój tata Józef Stach pełnił służbę wojskową w 8. Dywizjonie Żandarmerii w Toruniu. Stamtąd wyjechał do Centrum Wyszkolenia Żandarmerii w Grudziądzu. Po ukończeniu szkoły podoficerskiej wstąpił do Morskiego Plutonu Żandarmerii w Gdyni. W 1939 roku walczył w obronie Helu. Po poddaniu Helu 2 października aresztowany przez gestapo, został przewieziony do Gdyni. Wpisano go na nazistowskie listy proskrypcyjne, prawdopodobnie w związku z jego działalnością w Polskim Związku Zachodnim i Bezpartyjnym Bloku Współpracy z Rządem. Nie bez znaczenia było to, że rodzice odmówili przyjęcia obywatelstwa niemieckiego po upadku III Powstania Śląskiego. Józef Stach był przesłuchiwany w Gdyni przez gestapowca Herberta Teuffela, więziony w Gdańsku w Schiesstange. W rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości dnia 11 listopada 1939 roku, w Lasach Piaśnickich koło Wejherowa został rozstrzelany. Zbrodnia Piaśnicka określana jest jako największa na Pomorzu i pierwsza w początkach II wojny światowej. Zamordowano wtedy 12-14 tysięcy osób.

Jan Marach - mój teść

W historii ojca mojej żony Jana Maracha splatają się wydarzenia wojenne, okupacji hitlerowskiej i czasy powojenne. Wszystko to, o czym mówi dyrektor Muzeum II Wojny Światowej prof. Paweł Machcewicz, m.in. o tym, jakim przesłaniem kierować się będzie muzeum.

W momencie wybuchu wojny teść był zawiadowcą stacji w Kuźnicy na Helu. Nie dostosował się do przepisów okupanta. Zadenuncjowany, został aresztowany i uwięziony w Stutthofie. Żonę i maleńką córkę Barbarę wyrzucono z mieszkania. Potem wywieziono je z tysiącami ludności cywilnej i rannymi, a czasem i umierającymi żołnierzami niemieckimi na statku Goya do Rzeszy. Wojnę przeżyły w obozie niemieckim pod Kolonią dla osób wysiedlonych z Półwyspu Helskiego. Jan Marach przeżył "Marsz Śmierci" więźniów ze Stutthofu i wypuszczony został na wolność przez żołnierzy radzieckich. Po dramatycznych poszukiwaniach odnalazł żonę i córeczkę. Po wojnie zamieszkał z rodziną na stacji w Kuźnicy na Helu i podjął ponownie pracę zawiadowcy. Bardzo żałujemy, że nie udało nam się dotrzeć do jego wspomnień o wojennych przeżyciach. Sam nigdy nie podejmował takich rozmów, a my uszanowaliśmy to milczenie. Pozostały jedynie jego zapiski, listy. Niewiele jakże ważnych dokumentów.

My jako pozostałe pokolenie ich dzieci mamy nadzieję, że z takich historii, których jest miliony, będzie można utworzyć różnorodny obraz wojny o tym, jak powstaje przeraźliwe zło i budzi się też dobro. Tę pracę, którą podejmuje Muzeum II Wojny Światowej, uda się wykonać z ludźmi szanującymi po prostu drugiego człowieka. Spotkałem się z dużym szacunkiem i wielką kulturą pana Tomasza Chincinskiego, któremu z zaufaniem przekazałem dla muzeum swoje najgłębiej zachowane w pamięci przeżycia i wspomnienia o bliskich.

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.