Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Medialny szum dotyczący kilku tragicznych przypadków, spowodowanych także sposobem zarządzania opieką zdrowotną, nie powinien stanowić podstawy do gwałtownych, mających przykryć tenże sposób, nieprzemyślanych oraz nie konsultowanych projektów i decyzji. Zwłaszcza takich, które mogą prowadzić także do skłócenia specjalistów medycyny rodzinnej ze specjalistami innych dziedzin, którym, na zasadzie kiełbasy wyborczej, próbuje się wmówić, że mają takie same doświadczenie i wiedzę. A społeczeństwu - że poprawi to ich opiekę zdrowotną.

Tymczasem zrównanie na mocy ustawy kompetencji specjalisty medycyny rodzinnej z lekarzami bez ukończonego odpowiedniego programu szkolenia oznacza pogorszenie jakości opieki w POZ (Podstawowa Opieka Zdrowotna). Przyczyni się to też do zniechęcenia lub wręcz zaniechania podjęcia specjalizacji z medycyny rodzinnej przez młodych lekarzy. Nieprawdą bowiem jest, że lekarze pediatrzy i interniści nie mogli pracować w POZ-ach. 30-40 proc. lekarzy rodzinnych posiada drugą specjalizację z chorób wewnętrznych lub pediatrii.

Medycyna rodzinna w swoim założeniu nie koncentruje się tylko na chorobach, ale uwzględnia aspekty psychospołeczne, kontekst rodzinny i jakość życia. Im szerszy zakres kompetencji lekarza rodzinnego, tym większa efektywność całego systemu. Szerokie kompetencje lekarza rodzinnego wiążą się z lepszą opieką podstawową. Takich kompetencji nabywa właśnie lekarz rodzinny podczas specjalizacji. Doświadczenia amerykańskie i europejskie wskazują, że zmienność opieki realizowanej przez różnych lekarzy POZ (internisty, pediatry, lekarza rodzinnego) wpływa na wzrost liczby konsultacji specjalistycznych i hospitalizacji.

Dlatego zamiast doraźnie zasilać POZ dodatkowymi, różnymi specjalistami, należy niezwłocznie zacząć wspierać specjalizację medycyny rodzinnej. Niezwłocznie, bo gdy w 2017 roku skończy się okres dostosowawczy przepisów prawa polskiego do prawa unijnego i wielu doraźnie zatrudnionych w POZ-ach lekarzy innych specjalności nie będzie spełniało wymaganych kryteriów, może dojść do katastrofy. Wtedy nielicznej i wciąż malejącej, choćby z przyczyn biologicznych, grupie lekarzy specjalistów medycyny rodzinnej zabraknie sił, by opiekować się swoimi pacjentami, a Ministerstwu Zdrowia pozostanie tylko spłodzenie kolejnej ustawy i podpisywanie kontraktów ze specjalistami medycyny niekonwencjonalnej.

Przyjacielu Ministrze, pomyśl raz jeszcze, co to jest Podstawowa Opieka Zdrowotna. Podstawowa to znaczy fundamentalna. Bo to od nas, lekarzy rodzinnych, zaczyna się ochrona zdrowia.

Z przyjacielskim pozdrowieniem

Jacek Krajewski - prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie w imieniu lekarzy specjalistów medycyny rodzinnej zrzeszonych w tej organizacji.

PS Przyjacielu Ministrze, jeśli nie chcesz się z nami spotykać, to chociaż napisz kolejny list!

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.