Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
List Krystyny Boczkowskiej Polski absolwent: mechanik czy humanista?

Artur Kornaś: Jak zmusić decydentów do zmian?

Serdecznie gratuluję artykułu. Obecnie w RBPL odbywa się finał Olimpiady Techniki Samochodowej. Rozmawiałem z profesorem Rawskim z Politechniki Warszawskiej, który zgadza się z każdą tezą artykułu. Jest zatrwożony obniżającym się poziomem startujących w olimpiadzie uczniów. Twierdzi, że jeszcze dwa lata temu średnia w punktacji testów półfinałowych wynosiła około 70 proc., w tym roku tylko nieznacznie przekroczyła 50 proc.

Moja siostra jest nauczycielką matematyki w prywatnej szkole średniej. Właściciel nakazuje jej, aby wszystkim uczniom dać promocję do następnej klasy ze względów finansowych. Jak zmusić decydentów do zmian?

Jakub Kwiatkowski: Wymagania spadają, słabsi przechodzą dalej

Chciałbym podzielić się refleksją dotyczącą artykułu "Absolwent: mechanik czy humanista?". Jestem studentem drugiego roku na Wydziale Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych Uniwersytetu Gdańskiego. Prawie dwa lata temu wybrałem, jak wydawało mi się wtedy, elitarną specjalność International Business. Miała ona gwarantować wszystkie zajęcia w języku angielskim, co moim zdaniem powinno mi dać przewagę na rynku pracy.

Niestety, nie jest to takie proste, gdyż poziom jest, niestety, niski. Postanowiłem zrobić kolejny krok. Za zgodą dziekana rozszerzyłem swój program studiów o dodatkowe przedmioty w każdym semestrze. Ponadto biorę udział w grancie naukowym, który realizują naukowcy mojego wydziału.

Czy teraz rozwijam się w najlepszy sposób, jaki mogę? Zapytałem o to kilka osób, które pomagają mi w mojej naukowej przygodzie. Wszyscy zgodnie przyznają: powinienem wyjechać na studia za granicę.

Dlaczego? Dlatego że mój dyplom w porównaniu z dyplomami uniwersytetów zagranicznych nie będzie znaczył nic. Poddałem ten temat do dyskusji zarówno wśród moich rówieśników, jak i wykładowców. Pozwolę sobie więc podać kilka wniosków zarówno moich, jak i moich rozmówców. 

Nie potrafię pojąć, dlaczego studenci z Chin kończą studia na moim wydziale po trzech latach studiów w języku angielskim, nie znając tego języka (płacą za studia ok. 7,5 tys. euro). Nie rozumiem, dlaczego "przepycha" się osoby, które zaczęły studiować ten kierunek, aby lepiej poznać język angielski. Kiedy trzeba cokolwiek przeczytać na zajęcia, czytają dwie-trzy osoby na roku.

Wykładowca kończy więc ćwiczenia, skoro studenci są nieprzygotowani. Zaczyna zajęcia po tygodniu, pyta o te same rozdziały, nikt wiedzy nie uzupełnił. Skutki tego są takie, że wykładowcy "wypalają" się i wymagają coraz mniej. Wymagają mniej, więc poziom spada. Przychodzą słabsi studenci, progi spadają. Na szczęście jednak w budżecie wydziału jest nadwyżka i można ocieplić budynek. 

Tomasz Hermansa: Co musi się zmienić, żeby absolwenci szkół średnich i wyższych mogli pracować tam, gdzie chcą, i tak, jak chcą?

Myślę, że odpowiedź na te pytania wcale nie jest taka trudna. Problem istnieje na dwóch płaszczyznach. Pierwszą jest system edukacji, a drugą - system gospodarczy. Zacznijmy od tego pierwszego. Podam na własnym przykładzie. Chodzę do trzeciej klasy technikum informatycznego (ZSBI w Żorach). Wiedza, którą zdobywamy na przedmiotach zawodowych, to w większości teoria. Np. uczymy się o historii sieci komputerowych, wiemy, jak powstały, jak działają , znamy protokoły, dzięki którym przesyłają dane, tylko że nie wiemy, jak połączyć dwa komputery w sieć lokalną!

Zajęcia praktyczne to w zasadzie wyjątki. Kolejnym absurdem jest przerabianie zbyt dużej ilości różnej maści programów i języków programowania. Po prostu nie starcza czasu na dokładne omówienie jednej rzeczy dokładnie, przez co wszystkiego uczymy się po łebkach.

Myślę, że ktoś na górze zapomniał, jaki cel ma nauka w technikum. W zasadzie jako przygotowanie na studia informatyczne dzisiejszy system faktycznie może spełniać swoją rolę. Tylko nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek pracodawca chciał zatrudnić takiego absolwenta w branży informatycznej. Po wyjściu z technikum nie umiemy programować, naprawiać sprzętu komputerowego, tworzyć stron internetowych itd. Nawiasem mówiąc, dlatego zdecydowałem się pożegnać z tą szkołą i zacząć szukać pracy. Bo po tej szkole miałbym nic niewart papierek i nic bym nie umiał.

Drugą chorobą polskiej edukacji jest szkolnictwo wyższe. Co z tego, że mamy najwięcej studiujących ludzi w Europie, skoro poziom uczelni jest tak żenująco niski? W międzynarodowym rankingu uczelni THES najlepsza polska uczelnia jest na miejscu 400.? Obecnie w tej dziedzinie panuje realny socjalizm. Na studia dostają się wszyscy. Nie dziwi mnie zatem, że często łatwiej jest znaleźć pracę po zawodówce niż z dyplomem wyższej uczelni.

Jeśli chodzi o system gospodarczy, sytuacja też jest teoretycznie prosta. Trzeba przestrzegać podstawowych zasad kapitalizmu. Co w polskich realiach oznacza np. uproszczenie systemu podatkowego (np. zlikwidowanie VAT-u), niepodwyższanie płacy minimalnej, nielikwidowanie umów śmieciowych, likwidowanie przedsiębiorstw państwowych, które w większości przynoszą długi itd.

Iza: Nie chcę wyjeżdżać z Polski do pracy!

Jestem uczennicą technikum logistycznego. Sądzę, że to dobry zawód, lecz boję się, że nie znajdę pracy z powodu braku doświadczenia. Z pewnością pomogłyby praktyki, choćby jeden dzień w tygodniu przez dwa-trzy lata, a nie miesiąc w ciągu czterech lat...

To jest śmieszne. Czy jak będę szukać pracy, to będą pytać o definicje wykute na blachę czy o doświadczenie? Sądzę, że o to drugie. Po skończeniu szkoły chciałabym iść dalej w tym kierunku, studiować, ale nie wiem, czy będę mieć pracę, a co za tym idzie, pieniądze na studia, mieszkanie i jedzenie...

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.