Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Chciałbym przypomnieć, że historyk prof. Janusz Tazbir nazwał tę książkę "kamieniem milowym polskiej świadomości narodowej". Obok hymnu "Jeszcze Polska nie zginęła" i trylogii Henryka Sienkiewicza zaliczył "Kamienie na szaniec" do dwunastu dzieł, które wywarły wpływ na losy naszego państwa i uporczywe dążenie Polaków do niepodległości.

Książka ta jest powszechnie uznawana przez krytykę literacką za klasykę, za najlepszą książkę dla młodzieży o tematyce wojennej. Jest ona dziełem niezwykłym, bo opartym na autentycznych wydarzeniach, w którym Aleksander Kamiński udowodnił prawdę o złotej dewizie Szarych Szeregów - braterstwie i służbie.

Dlatego nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że "Kamienie na szaniec" to "książka mitotwórcza, ignorowany był jej realny kontekst i trzeba się zastanowić, co z jej etosu warto kultywować". Książka ta powinna nadal być obowiązkową lekturą szkolną.

Dziwi mnie także opinia Janickiej, że "Rudego" i "Zośkę" łączyło coś więcej niż harcerska przyjaźń. Nie tylko dlatego, że to nieprawda. Obaj są bohaterami, obaj oddali życie za Polskę, i to jest ich legitymacja wobec potomnych. Autorka wypowiedzi nie wie, czym było w Szarych Szeregach braterstwo i służba. To nie puste słowa, ale zobowiązanie, że gdy nadejdzie taka chwila, trzeba będzie oddać życie za kolegę harcerza i za Polskę.

Każdy, kto wstępował do Szarych Szeregów, przysięgał: "i nie cofnę się przed ofiarą życia". Ci wszyscy, którzy zaatakowali konwój niemiecki pod Arsenałem, uwolnili "Rudego" i 24 innych więźniów, byli gotowi na śmierć. Nie dlatego, że to grupa straceńców, oni żyli pełnią życia, mieli swoje marzenia i plany na przyszłość, studiowali na tajnych uczelniach, kochali i byli kochani. Ale takie były realia okupacji i walki o Polskę. Za uwolnienie "Rudego" zapłacili życiem Alek Dawidowski, Tadeusz Krzyżewicz i Hubert Lenk. Dzisiaj, kiedy w odczuciu społecznym przyjaźń potaniała, niektórym trudno zrozumieć, że dla harcerzy Szarych Szeregów braterstwo i służba to prawda.

Dlaczego A. Kamiński, pisząc książkę, nie wspomniał w niej o powstaniu w getcie? Książka dotyczyła Akcji pod Arsenałem. A więc był to wymóg konstrukcji literackiej. Powstanie w getcie to dramat ogólnoludzki. Stworzenie dzieła na ten temat to wielkie wyzwanie literackie, a nie fragment książki. Chcąc taką książkę napisać, trzeba było być wewnątrz dramatu, a Kamiński nie był.

Nie zgadzam się także z zarzutami, że harcerze Szarych Szeregów to antysemici. W Szarych Szeregach byli również harcerze pochodzenia żydowskiego, i tu warto przytoczyć sławne nazwisko Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, żołnierza harcerskiego Batalionu "Zośka", a później "Parasola", wybitnego poety poległego w powstaniu warszawskim, który również miał korzenie żydowskie i cieszył się wielką sympatią w Szarych Szeregach.

Historia minionych 70 lat od Akcji pod Arsenałem udowodniła aktualność treści moralnych i obywatelskich zawartych w "Kamieniach na szaniec", które stały się testamentem Szarych Szeregów. Aleksander Kamiński dokonał w tej książce rzeczy niezwykłej - ocalił dla przyszłych pokoleń, wbrew propagandzie PRL, świat wartości uniwersalnych, jak przyjaźń, wierność i miłość do ojczyzny, które określały działalność Szarych Szeregów. Prawda o "Kamieniach na szaniec" i jej bohaterach "Zośce" i "Rudym" jest wiecznie żywa i nie trzeba jej poprawiać.

Warszawa, 18 kwietnia 2013 r.
Wojciech Wolski, prof. dr hab. inż. specjalista budownictwa wodnego, Przewodniczący Stowarzyszenia Szarych Szeregów

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.