Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Szanowna Pani Agnieszko,
podjęcie rozmowy z Panią przez polski Episkopat to wydarzenie tak niezwykłe, stwarzające tak unikalną szansę zarówno dla polskich katolików, jak i ateistów, że gorąco namawiam Panią do jak najgłębszego przemyślenia całej sytuacji. Choć sam jestem ateistą, byłym katolikiem, nie jestem pewny, czy apostazja to akurat w Pani przypadku najlepsze wyjście.

"Jeszcze w tym roku dokonam aktu apostazji. Ta decyzja dojrzewała we mnie od dawna, ale teraz sytuacja jest przesądzona" - przeczytaj, co powiedziała Agnieszka Ziółkowska.

A tutaj znajdziesz odpowiedź Episkopatu

Odgaduję, że biskupi przeżywają obecnie coś na kształt szoku kulturowego - nagle zwraca się do nich publicznie żywy człowiek, osoba, której istnienia sobie nie życzyli. Kościół opowiada o sobie jako o Królestwie Boga na Ziemi, a stał się zagrożeniem Pani życia. To nawet więcej, niż w przypadku dzieci, ofiar pedofilii, które jako dorośli wniosły publiczne oskarżenie. Ofiary pedofilii miały zniszczoną psychikę, Pani nie byłoby w ogóle, gdyby Kościół był skuteczny.

W ten sposób najbardziej rozbudowany i pewny siebie system wierzeń na świecie - katolicyzm - przez chwilę widzi sam siebie jako to, czym jest. Jest jedną z wielu podejmowanych w historii prób zrozumienia świata i jakiegoś sensownego życia. Ta próba odniosła ogromny sukces i w związku z tym katolikom wyjątkowo trudno nie uważać się za najlepszych. We współczesnej Polsce stało się to jeszcze trudniejsze, gdyż oprócz sposobu na życie i sensu świata, Kościół ma ogromne zasługi w likwidacji horroru komunizmu. Ludzie to pamiętają.

Może Kościół się cofnie?

A jednak Kościół to tylko ludzka próba, ułomna, często niosąca krzywdę. Oczywiste jest dla mnie, że gdyby Kościół zreformował swą archaiczną, hierarchiczną strukturę - systemowe ukrywanie pedofilii nie byłoby możliwe. Gdyby Kościół zrezygnował ze swej archaicznej, substancjalistycznej definicji człowieka - nie widziałby "osoby ludzkiej" w zlepku komórek, który nie jest nawet zwierzęciem. A wtedy nic by Pani nie zagrażało.

Pierwszy z tych błędów kosztował Kościół utratę większości krajów Europy. To stwarza szansę, że Kościół spróbuje wycofać się z drugiego błędu. Ale także szansę na coś więcej.

Uważa Pani, że problem Kościoła to niezdolność do adaptowania wyników badań naukowych. To prawda. Czy rozumie Pani jednak, co to oznacza dla współczesnego społeczeństwa, dla Pani, dla mnie? Oznacza to, że - po pierwsze - postęp badań systematycznie hamowany jest przez instytucje o największych wpływach, przez polityków. Polityk potrzebuje języka, który popchnie wyborców do urn. Kościół tego języka dostarcza pod pewnymi warunkami. Deklaracja bioetyczna to po prostu proponowane warunki umowy polskich biskupów z polskimi politykami (widać to jak na dłoni w zakończeniu). W ten sposób interesy pojedynczych osób i wpływowych środowisk hamują naukę.

Ale jest i druga strona medalu. Nauka - zwłaszcza bionanotechnologie, badania mózgu, informatyka - rozwija się obecnie tak nieprawdopodobnie szybko, że powoli tracimy nad tym kontrolę. Potworne inwestycje w badania genetyczne, a także zapowiadane inwestycje USA i Unii Europejskiej w badania mózgu - jeszcze przyspieszą ten proces. Za chwilę możemy mieć problem z sztucznymi megaepidemiami, kontrolą umysłu przez internet, hipernarkotykami, sztuczną inteligencją przewyższającą naszą własną i dziesiątki jeszcze gorszych koszmarów. Za chwilę oznacza: za kilka lat, za kilka dziesięcioleci.

Konieczny będzie sojusz nauki z wartościami

Nauka to najcenniejsze, co mamy, i nikt tego nie wie tak dobrze, jak Pani. A jednak nauka sama przez się nie jest moralna i wytwarza także bomby atomowe. Potrzebuje pieniędzy i potrzebuje kontroli. Obecnie jak nigdy przedtem może dać nam raj na Ziemi, ale i wytworzyć rzeczy tysiące razy bardziej niebezpieczne, niż wszystkie bomby atomowe przeszłości razem wzięte. Aby tym procesem sterować w jakimś większym stopniu, nie wystarczą sami naukowcy i racjonaliści. Jest nas za mało.

Konieczny będzie być może jakiś nowy, realistyczny sojusz ludzi nauki i wierzących w naukę, z tradycyjnymi religiami, sposobami życia, wartościami, mitami. Oczywiście, sojusz warunkowy, coś za coś. Kapłani mają wpływ na polityków, a politycy na finanse naukowców. Tak to działa.

W Pani unikalnej sytuacji może Pani zrobić coś dobrego nie tylko dla Polski. Podpowiadam spojrzenie w szerszym kontekście, naszej szalonej wioski-świata ludzi XXI wieku, w którym odpowiedzialni racjonaliści i ateiści muszą już nie tylko religie zwalczać, ale także pomagać ją reformować. Może na przykład polski Kościół zasługuje z Pani strony na drugą szansę? Może niech Pani, zanim odejdzie, spróbuje postawić wymagania, warunki pozostania w Kościele? Dlaczego nie spróbować?

Odejście niekoniecznie da Pani większą skuteczność.

Choć na razie odpowiedź Kościoła pozorna...

Na koniec parę słów ode mnie. Od wielu lat zdobywam w Stanach i staram się upowszechniać wśród polskich katolików historyczną wiedzę o Kościele i jego początkach. Wielu polskich teologów wyciągnęło do mnie - ateisty - pomocną rękę. Już udało mi się zorganizować kilka akademickich, ponadświatopoglądowych debat o tym, skąd się chrześcijaństwo wzięło, na ile jego podstawy historyczne są solidne. Historia uczy. Uczy przede wszystkim proporcji rzeczy, daje świadomość, że jesteśmy ułomni i musimy częściej zastanawiać się, co robimy. Nie mogę jednak liczyć na pomoc oficjalnej hierarchii, bo oni nie mają powodu się interesować ani mną, ani badaniami historycznymi.

Z Panią jest inaczej. Patrząc na Panią, Kościół nie może widzieć siebie jako zapowiedzi doskonałego Królestwa Boga, o jakim nauczał Jezus z Nazaretu. Na razie odpowiedź Episkopatu była pozorna, nie podjęli Pani uwag, tylko powtórzyli własne stanowisko, irytujące, bo gołosłowne zapewnienie o miłości. (Groźna dla przyszłych dzieci z in vitro deklaracja-oferta dogadania się z politykami wcale nie została wycofana). Pani może zareagować słusznym gniewem i odejść. Albo na przykład spróbować ich nakłonić do dania prawdziwej odpowiedzi, do realnej debaty, publicznej i merytorycznej. Debaty są bezcenne, zwłaszcza w Polsce.

Przede wszystkim jednak zachęcam do popatrzenia na decyzję o apostazji z jak najszerszej perspektywy.

Pozdrawiam serdecznie,

Dariusz Kot

Czy Kościół zasługuje na druga szansę Pani Agnieszki? Czy w tej sprawie możliwy jest kompromis? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.