Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Ojciec mój dzięki świetnemu zdrowiu i kondycji nie zajmował wiele czasu lekarzom. Dożył sędziwego wieku 92 lat i dopiero od niedawna potrzebuje pampersów, co jest dla niego bardzo krępujące. Wydawałoby się, że sprawa jest oczywista: sędziwy wiek i choroba są wystarczającymi argumentami do zakupu takowych ze zniżką. Jakże się myliłam!

Wizyta u lekarza i wystawienie zapotrzebowania zabrały mi dwa dni.

Zaopatrzona w dowód i legitymację emeryta udałam się do Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ przy ul. Chałubińskiego 8 po tzw. pieczątkę. Padał mokry śnieg, nogi przemoczone, ale co tam.

Wielka hala błyska nowoczesnym oświetleniem, marmury. Pierwsze spojrzenie oszałamiające, drugie gorzej. Jest ok. godz. 12, a tylko dwa okienka pracują. Trzeba czekać 30-40 min. Poza tym okienka raczej przystosowane do tego, żeby się kłaniać. Osoby starsze nie dadzą przy nich rady, bo trzeba wystawać, pochylać się i przekrzykiwać sąsiada, żeby pani urzędniczka usłyszała. Ale co tam, jestem jeszcze przed emeryturą, więc mogę pocierpieć.

Wydawało mi się, że sprawa będzie szybka, jak w piosence Okudżawy: "Pieczątkę na łeb i po wszystkim". Nic z tego...

Pani urzędniczka po inspekcji mojego zapotrzebowania orzekła, że kod podany na zapotrzebowaniu nie potwierdza, że pampersy się należą, mimo że powyżej jest napisane słownie, że się należą.

Na nic zdały się tłumaczenia, że lekarz mógł się pomylić, że przecież można to poprawić, że już sam wiek ojca wskazuje, że nie zamierza sprzedawać pampersów na czarnym rynku. Pani urzędniczka nie pofatygowała się, żeby zadzwonić do lekarza (numer tel. był z podpisem), i radośnie oświadczyła, że to moja sprawa.

Tłumaczyłam, że to już trzeci dzień, jak załatwiam sprawę nieszczęsnych pampersów. I za każdym razem muszę zorganizować dodatkową opiekę ojcu. Jeśli ten system jest stworzony, żeby otoczyć opieką osoby starsze i chore... Próbowałam dosięgnąć biurokratycznej empatii, mówiąc, że ona i ja powinnyśmy sobie pomagać, żeby ludzie starsi mieli to, na co zasługują - respekt i godność.

Dowiedziałam się, że się głęboko mylę, jeśli myślę, że coś należy się mojemu ojcu za darmo.

Tak więc mój ojciec, chory człowiek, przegrał z biurokracją w pierwszej rozgrywce. Gdyby nie miał mnie, to pewnie byłaby to ostatnia runda. Smutek mnie ogarnia, jak pomyślę o wszystkich samotnych i chorych zdanych na łaskę pani z biurokratycznego okienka. Nie macie szans.

Na koniec chciałabym nadmienić, że nie czuję żalu do pań z NFZ, wręcz przeciwnie, życzę im wspaniałych karier w biurokratycznej machinie i dożycia pięknej złotej jesieni życia, kiedy załatwienie pampersów będzie wymagało dziesięciu pieczątek i pokonania toru przeszkód dla komandosów.

Czekamy na wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.