Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Ta brzoza może nadal rosnąć!

Wielkie podziękowanie za sobotni "katastrofalny" numer pisma.

Proszę zapytać botaników o możliwość wyrastania kikuta brzozy. Wedle mojej wiedzy wzrost, w sprzyjających warunkach, o 1 metr przez trzy lata to nic imponującego! Następna sprawa to wysokość, na której miałoby dojść do "wybuchu". Po kolizji z brzozą równie dobrze kadłub przechylonego samolotu mógł się znajdować na wysokości 15-30 metrów.

St.Habit, chirurg

Szwagra przekonajcie

Ależ się napracowali autorzy, wydając taką "kobyłę". Kto to ma cierpliwość czytać? Nie można było zadać sobie trochę pracy i w KRÓTKICH pytaniach i odpowiedziach to opublikować?

Jeśli nie wiecie, jak to zrobić, przejrzyjcie pisma tych, co umieją we mgle tumanić i niedługo połowę prawdziwych Polaków będą mieli święcie przekonanych. Pozdrawiam i liczę, że i mojego szwagra przekonacie, jak było w Smoleńsku. Bernard G.

Był zamach!

Dużo mądrych wypowiedzi po waszym dodatku się ukazało. Widzę jednak pewną lukę. Wszyscy okopali się. Proponuję zmianę optyki. Ja właśnie po wnikliwej lekturze zmieniłem zdanie i uważam, że przed lądowaniem w Smoleńsku doszło do zamachu.

Trzeba dobitnie stwierdzić: był to starannie zaplanowany, niespiesznie zrealizowany zamach samobójczy. Co więcej, było to samobójstwo zbiorowe. A jeszcze więcej: zbiorowe samobójstwo tzw. rozszerzone (tym terminem w kryminalistyce określa się sytuację, kiedy samobójca "zabiera" ze sobą np. bliskich, uważając, że im również należy się swoiste "wyzwolenie").

Otóż przytoczyliście opisy działań, które logicznie w ciąg połączone, jeżą włosy na głowie. Każdy bowiem logicznie myślący odrzuci zachowania narażające ludzi na ryzyko szwanku. Tu, przeciwnie, wiele osób konsekwentnie robi wszystko, żeby siebie i innych zabrać w drogę bez powrotu. Nie chodziło tu jednak o misję, której wyższy cel uświęca najwyższą ofiarę.

Na ołtarzu krótkowzrocznej małostkowości położono "kwiat narodu" (tak należałoby określić tych nieszczęśników, niezależnie od opcji politycznej). Znowu garstka rewolucjonistów demonstrantów i gorącogłowych zapaleńców pociągnęła za sobą na drogę na skróty ludzi potrzebnych do rzetelnej, żmudnej pracy dla dobra wspólnego. Aż chciałoby się wyrazić nadzieję, że to już ostatni raz. Aż chciałoby się zawołać: koniec, koniec, koniec z samobójczym patriotyzmem! Adam Stefan P.

Z Sydney z żalu za mądrością

Panu Januszowi Głowackiemu się dziwię, że zrobił się taki "rozmowny" po trzech latach. Gdzie się podziewali twórcy po katastrofie, czemu nie zabrali głosu, oprócz jednego pana Wajdy czy Kutza? Dlaczego inteligencja nie nadała tonu narodowego, a pozwoliła dojść do głosu ludziom podżegającym prymitywne myślenie i nienawiść? Czy ci ludzie nie czują się odpowiedzialni za to, co się teraz dzieje? Ogłupianie narodu, pauperyzacja! Kto może, ucieka, a starcy w osobie pana Głowackiego żartują o powrocie. Po co, pytam?

Uważają Polskę za kabaret. Jeśli tak, to bardzo zacofany i głupi, bo żadnego sensu w tym nie ma. Najmniejszego sensu, panie Głowacki. Mnie to nie cieszy i nie bawi.

Każdy ma swobodę wyboru. Ja wybrałam w stanie wojennym i niestety z ubolewaniem patrzę z odległego Sydney. Wrócić nie wrócę, bo dla mnie Polska klasowa z bezdomnymi nie była nigdy w "programie" wyzwolenia z oków PRL! To tak jakby zamienił stryjek siekierkę na kijek!

Byłam nieszczęśliwa, że w Polsce Kaczyński został prezydentem, bo jakiś "idiota" wymyślił chwytne hasło "dziadka z Wehrmachtu".

Mamy za po pokutować wszyscy? Za tych spod krzyża? Przepraszam, zapędziłam się z żalu za mądrością. Nic nie da utyskiwanie. Nie popełniajmy błędów w przyszłości. Hanna W.

Podział narodu przy kupowaniu gazet

W sobotę kupowałam dwa egzemplarze "Gazety" w kiosku na bazarku na ulicy Nehru. Przede mną stał facet o dosyć odpychającej powierzchowności, który kupował "GPC". Kiedy poprosiłam o dwie "Wyborcze", facet wysyczał: "Jak można kupować takie gówno?". Zrewanżowałam się, mówiąc to samo o jego gazecie.

Potem powiedziałam do pani kioskarki, że jestem zszokowana tą agresją, a ona na to: "A przecież to są tylko gazety". Nie wiem, czy "tylko", czy "aż", ale ta scenka jest niestety ilustracją podziałów, jakie w Polsce istnieją. Weronika W.

Prawda o mgle

Wywiad z Głowackim zareklamowałem u siebie na FB. Genialny. Zadzwoniłem do mamy - tak, kupiła sobotnią "Wyborczą". Dziś byłem na zakupach (jak katolik, po kościele - kupiłem drugą). Dziękuje i uśmiechu życzę. Marcin F.

Kara boska

Zapoznawszy się z kolejnym numerem "Gazety Wyborczej" na temat katastrofy zwanej smoleńską, pragnę podziękować za wysiłek podjęty przez zespół, złożony z Jarosława Kurskiego, Bogdana Wróblewskiego, Wacława Radziwinowicza, Macieja Murańskiego, a dalej Janusza Głowackiego i reszty, oraz wszystkich członków komisji Millera i Tatjany Anodiny.

Jako Czytelniczka doceniam obowiązek "Gazety", wypełniony w obliczu zbiorowej, smoleńskiej neurozy, w obronie zdrowego rozsądku, celem wyjścia z mgły i przypominania o banalności przyczyn tej tragedii, co Redakcja winna jest nam wszystkim, a co mnie, osobie wykształconej, poważnej, uczciwej, czyli biednej, potrzebne jest obecnie jak nic poza tym, wręcz na miarę spokojnego, obywatelskiego bytu w dobrostanie i stabilizacji, pod skrzydłami dbającego o moje interesy, opiekuńczego Państwa.

Ze swojego punktu dołączę do wymienionych w "Wyjściu z mgły" argumentów swój własny, na który wszystkie strony sporu uczciwie zasługują:

Mianowicie to nie tylko nie był spisek premierów ani postmodernistycznych lobbies. Wręcz powiem więcej, że to nawet nie był spisek przypadku, zbiegu okoliczności, sił natury i niedoskonałości człowieka i sprzętu.

To była po prostu banalna kara boska dla wybranych ku zbawieniu przedstawicieli najwyższego urzędu, zwanego Państwem, jako konsekwencja nałożona za ustawowe łamanie dziesięciu przykazań i wyznawanie siedmiu grzechów głównych, które to przewinienia wynikają z definicji władzy i parlamentu. Jaki kanon, takie następstwa. Kto się wynosi, ten może spaść.

Nam, Czytelnikom, wypada tylko ubolewać, że Sędzia Najwyższy wybrał tak niewielu do tak wielkiego dzieła i że strzał padł tylko na jedno skrzydło odwiecznego ludzkiego meczu o beneficja i synekury. G Sz'M Off

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.