Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Czytam i oczom nie wierzę. Jeden ze współpracowników prezydenta RP, Cezary Kościelniak, który przedstawia się jako ekspert realizujący projekt "Innowacyjne uczelnie jako instrument polityki modernizacyjnej zrównoważonego rozwoju" ekspert realizujący projekt "Innowacyjne uczelnie jako instrument polityki modernizacyjnej zrównoważonego rozwoju" na łamach dziennika "Rzeczpospolita" nazywa przemoc fizyczną wobec dzieci "kontrowersyjną metodą wychowawczą".

Pomijając fakt, że pan Kościelniak nie ma zielonego pojęcia o zjawisku, o którym pisze (tj. krzywdzeniu dzieci), mam poważne wątpliwości, czy ma jakiekolwiek pojęcie na temat zjawiska innowacyjności, którym zajmuje się w Kancelarii Prezydenta RP.

Innowacyjność to dzisiaj nie tylko modne słowo, które przyszło do nas z Zachodu. Innowacyjność to kapitał ludzki, intelektualny i osobowościowy obywateli, którzy wzrastają w zdrowym i otwartym środowisku. W środowisku, które jest wolne od przemocy fizycznej wobec najsłabszych. Takim, które zapewnia im pozytywne bodźce psychospołeczne, akceleruje ich rozwój poznawczy oraz uczy pozaagresywnych sposobów rozwiązywania konfliktów.

Nie wątpię, że dzieci państwa Bajkowskich mają dobre oceny (cytowana przez autora średnia 4,6) i dobrze funkcjonują w środowisku szkolnym. Mam natomiast wątpliwości, czy stosowane przez rodziców "kontrowersyjne metody wychowawcze" wyzwolą w nich kreatywność, która jest paliwem innowacyjności, czy uczynią pewnymi siebie i asertywnymi obywatelami Europy i świata.

Nie krzywdźmy dzieci!

Nie potrafię zrozumieć, że w XXI wieku, po kilkudziesięciu latach badań naukowych, zebranych naukowo dowodach szkodliwości krzywdzenia oraz prawie trzech latach od nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie zakazującej kar cielesnych, w mediach krajowych dopuszcza się do głosu dziennikarzy i komentatorów, którzy pod pretekstem obrony rodziny bronią przemocy wobec dzieci.

Autor artykułu porównuje ujawnienie faktu stosowania przemocy wobec dziecka przez terapeutę do sytuacji alkoholika w terapii, który uciekł z miejsca wypadku (lub dokonał kradzieży) i powiedział o tym swojemu terapeucie.

Czy naprawdę trzeba dużej wrażliwości, żeby zauważyć różnicę w szkodliwości obu czynów? Kradzież to strata chwilowa, o której szybko zapominamy. Doznana krzywda ze strony opiekunów - ojca, matki - pozostaje z nami do końca życia, szczególnie gdy była doświadczana latami: zaburza relacje z bliskimi, prowadzi do uzależnień, aktów autoagresji, depresji lub innych zaburzeń psychicznych; deformuje obraz świata i obraz własnej osoby.

Podobne wypowiedzi są niezwykle szkodliwe również z tego powodu, że stają się orężem dla tych rodziców, którzy w okrutny sposób znęcają się nad swoimi dziećmi i jednocześnie z oczywistych powodów szukają argumentów, żeby się usprawiedliwić. Pomijam już fakt, że w jednym artykule deprecjonuje się całą pracę i dorobek rzeszy rzetelnych terapeutów, którzy od lat służą ludziom doświadczającym najróżniejszych trudności. Deprecjonuje się też pracę urzędników państwowych: sędziów, kuratorów, pracowników socjalnych, policjantów, którzy w swojej zdecydowanej większości pracują ofiarnie na rzecz współobywateli.

Dlaczego wierzymy domowemu terroryście?

Oglądam w telewizji ojca, który mówi dziennikarzowi, że faktycznie krępował synów sznurem, ale... to była taka zabawa. Że pytał terapeutę o naukowe dowody szkodliwości bicia dzieci, ale ten mu ich nie podał. I nie potrafię zrozumieć, dlaczego gdy łapiemy złodzieja czy oszusta, to nie wierzymy w żadne jego słowo, ale kiedy słuchamy domowego terrorysty, to przyjmujemy jego każde, nawet najbardziej absurdalne wytłumaczenie.

Co będzie następnym krokiem? Zaprosimy do dyskusji dilerów narkotyków, którzy będą bronili prawa młodzieży do palenia jointów i picia alkoholu? Czy ktoś o zdrowych zmysłach podważa dziś naukowe dowody na szkodliwość zażywania przez młodych ludzi substancji psychoaktywnych?

Dlaczego więc pozwala się na relatywizowanie dowodów na nieodwracalną szkodliwość przemocy fizycznej i psychicznej w rodzinie?

Innowacyjny Polak

Komisja Europejska opublikowała właśnie ranking innowacyjności krajów Unii Europejskiej. Na pierwszym miejscu znalazła się Szwecja, która ponad 30 lat temu (z inspiracji Polaków) jako pierwsza na świecie zakazała całkowicie fizycznego karcenia dzieci.

Wśród czterech najmniej innowacyjnych krajów uplasowała się dzisiejsza Polska.

Dlaczego mnie to nie dziwi?

Panie Prezydencie, serdecznie Pana proszę, żeby powiedział Pan "stop" głupocie ubranej w szaty tak zwanych obrońców rodziny. Jako pierwszy obywatel Rzeczypospolitej niech zostanie Pan pierwszym obrońcą swoich najmniejszych współobywateli.

Apeluję też do przedstawicieli mediów: nie róbcie złej roboty i nie pozwalajcie na ogłupianie społeczeństwa przez garstkę zacofanych i niedouczonych komentatorów. Nieście ten kaganek oświaty. Teoria krzywdzenia dzieci to nauka, nie światopogląd.

Jestem absolwentem psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz studiów podyplomowych z zarządzania zasobami ludzkimi na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Pracowałem jako wychowawca w Policyjnej Izbie Dziecka w Poznaniu i jako kurator społeczny ds. rodzinnych i nieletnich. Aktualnie kieruję zespołem Informacyjno-Konsultacyjnym KOPD w Poznaniu, w ramach którego podejmujemy interwencje w sprawach dotyczących krzywdzenia dzieci. Jestem członkiem zespołu ds. przeciwdziałania przemocy w rodzinie miasta Poznań. Mam dwoje dzieci, których nie biję.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.