Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Cukiernia, piekarnia i kawiarnia Pellowski na Podwalu Staromiejskim w Gdańsku. Poniedziałek w południe. Przy ladzie z chlebami, bułkami i drożdżówkami przewijają się pojedynczy klienci. Sporo kawiarnianych stolików jest zajętych. W realu: cisza, spokój. W sieci burza: trwa bojkot gdańskiego cukiernika. Facebookowa grupa "U Pellowskiego już nigdy nie kupię" w ciągu weekendu zdobyła już prawie 1200 zwolenników.

"Jesteś przeciwna/y homofobicznym postawom? Nie godzisz się na dyskryminację mniejszości? Wyraź swój sprzeciw: zadeklaruj, że nie będziesz już nigdy kupować nawet najsłodszych ciasteczek od Pellowskiego, bo zawierają jeden z najbardziej szkodliwych ludziom składników: homofobię w czystej postaci" - piszą założyciele grupy.

Popieram Pana ja i 200 moich pracowników

Przypomnijmy: ostra reakcja internautów jest odpowiedzią na list, który Grzegorz Pellowski napisał do Lecha Wałęsy. "Są rzeczy, za które chciałbym Panu podziękować, szczególnie za zdecydowaną postawę wobec homoseksualistów w wywiadzie w 'Faktach po faktach' w TVN24" - napisał prezydentowi cukiernik. "Jest Pan jednym z niewielu polityków (obecnie na emeryturze), którzy mają swoje własne zdanie i mają odwagę publicznie bronić swoich poglądów, które zarówno ja popieram, jak i cały mój zakład, czyli ponad 200 pracowników".

W sieci zawrzało. Internauci zapowiedzieli bojkot Pellowskiego:

"Deklarujemy więc, że jego sklepy będziemy omijać szerokim łukiem, tak by nie dotarł do nas roztaczający się wokół nich smród homofobii" - pisali. "Szanowny Panie, kupowałem u Pana pieczywo, odkąd mieszkam w Gdańsku. Uprzejmie informuję, że nie zamierzam już tego czynić" - padały deklaracje.

Pellowski: właściwie to powinienem podziękować

Co na to Grzegorz Pellowski? Jak twierdzi, bojkotu się nie boi.

- Myślę, że efekt może być odwrotny - mówi cukiernik. - Właściwie to powinienem temu środowisku podziękować: w życiu nie sądziłem, że zdobędę taki rozgłos. Moje obroty wręcz rosną, dla niektórych ludzi jestem męczennikiem, popierają mnie, mówią, żebym się nie martwił, bo oni u mnie będą kupowali. Dostaję maile od ludzi z Poznania czy Warszawy, piszą, że będą do mnie przyjeżdżać. Pan prezydent niechcący zrobił mi promocję.

I dodaje: - Mogę tym ludziom z wdzięczności coś zasponsorować. Catering im chętnie zrobię...

Nie ma takiej siły, że ludzie przestaną kupować ciastka

Czy rzeczywiście internetowy bojkot zaszkodzi cukiernikowi?

- Biorąc pod uwagę stopień homofobii i konserwatyzm w naszym społeczeństwie, to myślę, że pod względem ekonomicznym pan Pellowski może spać spokojnie - ocenia psycholog społeczny dr Wiesław Baryła ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie. - Nie ma takiej siły na Facebooku, takiej strony internetowej, która sprawi, że ludzie nie będą u niego kupować ciastek. Nawet niektórzy mogą specjalnie przychodzić do tej cukierni.

Dlaczego?

Dr Baryła: - Jesteśmy społeczeństwem mocno homofobicznym. Elity liberalne są słabe. Dlatego osoba, która zadeklarowała się jako homofob - bo jednak list pana Pellowskiego miał taki wydźwięk - może się większości Polaków spodobać. Owszem, cukiernik może trochę buńczucznie informuje, że bojkot mu nie szkodzi, jednak tak faktycznie może być. To przykre i niezgodne z etyką kupiecką. W myśl zasady "klient nasz pan", nieważne jaki ma kolor skóry czy orientację seksualną. Może niedługo dojdzie do tego, że nie będziemy obsługiwać Żydów, czarnoskórych, a potem może i warszawiaków?

I dodaje: - Zżymaliśmy się niedawno na raport, z którego wynikało, że Pomorze jest homofobiczne, myśleliśmy, że to jakaś skucha badawcza, niestety takie wypowiedzi potwierdzają, że jakaś prawda w tym jest.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.