Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Szanowna Pani,

pani list poruszył temat niezwykle ważny i w związku z tym pozwolę sobie na przedstawienie kilku uwag.

Problem, który pani opisuje jest jeszcze przede mną. Jestem ojcem trójki dzieci, z których najstarsze w tym roku kończy sześć lat. Perspektywę obecnej polskiej szkoły znam póki co głównie z relacji rodziców innych dzieci. Nie jestem (niestety?) fachowcem od edukacji, ale gołym okiem widzę, nawet ze swojej, ograniczonej perspektywy, że polska szkoła ma bardzo wiele słabości, i nie widzę też wielkiej chęci ze strony decydentów, aby te słabości wyeliminować. Może jednak po prostu się nie znam?

Nie mogę jednak zgodzić się z wymową pani listu, bo z jego treści wynika, że w zasadzie główną przyczyną tego, że "polska szkoła kształci bezrobotnych", jest nauczanie w niej religii. To, że kształt i poziom tych lekcji niejednokrotnie nie jest odpowiedni, nie dziwi mnie, problem ten dotyka również inne przedmioty, których waga z punktu widzenia przyszłej edukacji i szans na rynku pracy jest z pewnością większa. Nie jest to zresztą problem nowy. Pamiętam również z czasów własnej nauki w szkole (matura w roku 1999), że zarówno religia bywała prowadzona, proszę wybaczyć sformułowanie byle jak, ale również inne przedmioty cierpiały na podobne dolegliwości.

Kolosalnym kłopotem było i jest nauczanie przedmiotów ścisłych, szczególnie fizyki i chemii, na poziomie szkoły średniej. Nie tak dawno "Gazeta" publikowała kilka artykułów i listów związanych z wychowaniem fizycznym w polskiej szkole. Czytając, miałem poczucie déja vu, bo pewne problemy, które występowały 15 lat temu, co zrobić z uczniem, który nie jest typem sportowca, pozostały, jak widzę, te same.

Tę wyliczankę można by pewnie kontynuować dość długo. Powraca pytanie: czy rzeczywiście słabości polskiej szkoły winna jest religia?

Słabości w nauczaniu każdego przedmiotu trzeba w polskiej szkole wyeliminować, ale niezależnie od tego, czy dotyczą fizyki, wf-u czy religii. Jestem przekonany, że usunięcie religii ze szkoły, choć nie sugeruje pani tego wprost w swoim liście, wniosek taki nasuwa się po jego lekturze, wiele by w szkolnej rzeczywistości nie zmieniło. Np. nauczyciel, który jest w stanie zainteresować uczniów fizyką, jest już w stanie zmienić wiele.

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.