Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Od bardzo długiego czasu spotykam się z wieloma artykułami dotyczącymi rynku pracy, a dokładniej z utyskiwaniem rozzłoszczonych "wykształciuchów", którzy mając 20-30 lat narzekają niezmiennie na brak zadowalających ofert pracy, kiepskiej płacy i braku perspektyw, pomimo ukończenia studiów i obietnic gruszek na wierzbie po ich ukończeniu.

Moja perspektywa może zadziała na niektórych motywująco, bądź wręcz przeciwnie, ale myślę, że warto przeczytać.

W tym roku kończę studia dzienne na (podobno) najlepszej uczelni po tej stronie Wisły - Uniwersytecie Marii Curie Skłodowskiej. Kierunek dosyć mało konkretny i dla niektórych nieciekawy, niosący ze sobą niewiele perspektyw na znalezienie pracy, bo jak można wypuścić 260 osób + kolejne 200 osób ze studiów zaocznych i około 1000 absolwentów z innych uczelni po administracji i oczekiwać, że znajdą pracę?

Powiem Wam, jakim cudem można...

Nieprzerwanie od 6 lat pracuję, a nie muszę! Mieszkam z rodzicami, którzy mają pracę. Lublin jest moim rodzinnym miastem, nie muszę się utrzymywać. A jednak coś popchnęło mnie do tego, by chcieć więcej - nie tylko od innych, ale przede wszystkim od siebie. Nie można całe życie liczyć na kogoś - rodziców, uczelnię, Urząd Pracy, Państwo... Bo Ci są od tego, żeby wskazać nam drogę, czasem popchnąć lub zachęcić, ale nikt nie da nam na tacy gotowego rozwiązania jak mamy żyć.

Jak się pewnie domyślacie, moja pierwsza praca była dosyć prosta, a obowiązki mało skomplikowane - kelnerka, hostessa, barmanka... Ale trzeba było wstać o 6 rano, pójść do pracy, bądź na uczelnię i spróbować pogodzić zajęcia z pracą, a dwa razy w roku również z sesją. Nie wszystko szło z górki, były problemy, stres - czy nauczę się w tak krótkim czasie wszystkiego, by zaliczyć sesję? Ostatecznie udało się wszystko.

Później przyszła praca, która wymagała więcej umiejętności, rozwagi i odpowiedniego przyłożenia się do obowiązków. Pracowałam w banku, w klubach fitness. Nie obyło się bez kilku dłuższych przerw, pomimo dużego doświadczenia trudno było znaleźć pracę, która pomogłaby mi zrozumieć, czym chciałabym zająć się w przyszłości i dzięki, której nie wróciłabym do początku kariery zawodowej.

W pewnym momencie po długim szukaniu pracy, przełamałam się i poszłam na bezpłatne praktyki, po których otrzymałam pracę w jednej z większych lubelskich firm, dzięki której rozwinęłam skrzydła i po niecałym roku dostałam awans na bardzo dobre stanowisko, które umożliwia mi rozwój osobisty.

Dzięki odpowiedniemu nastawieniu i chęci nauki, biegania między pracą na cały etat a uczelnią i pisaniem pracy w weekendy mogę powiedzieć, że nie boję się końca studiów i rynku pracy, bo zrobiłam wszystko co mogłam, by sobie pomóc, a dodatkowo miałam czas na czytanie, rozwijanie pasji i relaks! Nie musiałam rezygnować ze wszystkiego.

Moje doświadczenie zawodowe okupiłam stresem, a także gorszymi ocenami w indeksie, ale dzisiaj wiem, że było warto, gdy codziennie rano budzę się z uśmiechem na twarzy, wsiadam do samochodu, który mogę utrzymać sama również dzięki pracy i przychodzę naładowana pozytywną energią. W pracy widzę ludzi, którzy tak jak ja znaleźli pracę, którą lubią, a każdy dzień jest dla nich wyzwaniem. Jak w każdej pracy zdarzają się gorsze dni, ale kto nie musi czasem ponarzekać na przełożonego?

Dlatego nie opierajcie się jedynie na studiach! Oceny w indeksie to nie wszystko, po studiach nawet nikt nie zerknie w Twój dyplom, żeby sprawdzić ocenę, spojrzy za to na CV, w którym nie znajdzie nic. Idźcie po swoje, nie mówcie, że czegoś się nie da!

Ja miałam studia, które pozwalały mi pomimo systemu dziennego, na pracę. Wiem, że nie wszystkie kierunki na to pozwalają, ale zostają weekendy, wieczory! Zapiszcie się na wolontariat, na kurs języka, tańca, do organizacji studenckiej! Dla przyszłego pracodawcy ważne jest nawet to, że interesujesz się czymś więcej niż facebookiem. Czytaj książki, rozwijaj pasje, rób wszystko co jest w stanie Cię rozwinąć i pokazać co jest Twoją pasją! Jeżeli wtedy nie znajdziesz pracy, będziesz mógł powiedzieć sobie, że zrobiłeś wszystko co się dało i nie masz sobie nic do zarzucenia...

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.