Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Ciekawe jest, że o młodych zawsze piszą starsi. Ci, którzy wszystko widzą przez swoje, zbrukane jakimś fetorem nowoczesności, okulary. Wielcy socjologowie, psychologowie, politycy, dziennikarze z wieloletnim doświadczeniem. Błądzą po blogach nastolatków i wyłapują co bardziej chwytliwe frazesy po to, by później zacytować, bez namysłu użyć.

Tutaj przeczytasz tekst prof. Szlendaka, do którego odnosi się Autor listu.

Cudownie.

Gdyby to jeszcze była prawda. Pisanie tak ogólnie o "młodych", że naszym państwem jest Facebook, a my sami patrzymy na państwo jako jakiegoś agresora i jednocześnie zamykamy się w swoim świecie, swoich znajomych, swoich zainteresowań, swojego hobby - jest niesmaczne. W dobie protestów "młodych" nacjonalistów, walki "młodych" zwolenników laicyzacji, działań "młodych" środowisk homoseksualnych i feministycznych - to wszystko wydaje mi się jakieś zakłamane. 

Niech się gazety i media zdecydują. Najpierw atakują mnie protestami "ACTA", codzienną walką młodych o prawa partnerskie, groźbami bojówek narodowościowych, przerwami w wykładach. Straszą z radia nietolerancją - "Sierpem i młotem czerwoną hołotę" - kibiców. I gdy już skulony w kącie leżę, myśląc, jakie to pokolenie moich rówieśników jest bojowe, otwarte i pełne zapału, tylko może trochę źle ukierunkowane, nagle dostaję obuchem przez głowę.

I czytam.

"Młodych nie interesuje państwo i polityka", "dla młodych Facebook jest państwem", "młodych nie interesuje cyrk", "młodzi żyją w swoim świecie i swoich znajomych".

I już nie wiem. W marazm jakiś popadam. To w końcu jesteśmy działaczami, którzy walczą o Polskę odpowiadającą ich wymaganiom, czy jesteśmy lemingami z Facebooka? Zdecydujcie się dziennikarze!

Ja wchodzę właśnie w "dorosłość". Po studiach, z nową pracą, usamodzielniony. Jakoś nie do końca siedzę na Facebooku i całe dni spędzam z przyjaciółmi na różowej łące przyjemności.

Mam obowiązki. Czytam gazety, słucham radia. Facebook wykorzystuję do tego, do czego robi to znaczna część moich znajomych - do pracy, do szukania osób, dzielenia się ważnymi informacjami. Polityka mnie obchodzi, obchodzi moich znajomych. Głosujemy, bądź nie. Powodem dla którego czasami wstrzymujemy się od głosu, jest nie "cyrkowy świat polityki", tylko brak realnej alternatywy do tego, co mamy na scenie politycznej. To nie "inny świat" sprawia, że wielu moich znajomych bądź "znajomych twarzy" ze studiów wstrzymała swój głos. Oni nie głosowali, ponieważ nie widzieli kogoś, kto w zgiełku politycznego chaosu mówiłby racjonalnie, bez demagogii.

Jakie to uproszczenie, powiedzieć, że 55 proc. młodych nie głosuje, bo ich to nie obchodzi. Wygodne, prawda?

Wydaje mi się, że pan prof. dr hab. Szlendak opisuje nastolatków a nie młodzież. Że wchodzi ze swoją lupą do gimnazjum. Tam patrzy przez Vivę i MTV. Przez Facebook "farmvillowy", "pudelkowy" "tabloidowy". Nie wiem, na kogo powołuje się pan socjolog. Jakie mądre książki trzeba przeczytać, żeby to zrozumieć. Wiem natomiast, że powoli mam dosyć sprowadzania nas do smartphonów, pudelków, YouTube, Facebooka i Harry'ego Pottera. Do jakiejś dziczy, która żyje w gronie swoich przyjaciół, jak w jakimś plemieniu, nie dbając o nic. Na archipelagach, jak to ujął zgrabnie prof. dr hab. Tomasz Szlendak.

Następnym razem przed publikacją tak populistycznego, pełnego demagogii i uogólnień artykułu pisanego przez innego prof. dr hab. inżyniera Najświętszego Oczytanego, poddajcie go ocenie "młodych", których on dotyczy. Bo przez takie publikacje tylko tracicie "młodych" czytelników.

"Młody" Dzikowski Łukasz

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.