Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Sądząc po wynikach ostatniego sondażu opinii publicznej można przypuszczać, że większość Polaków odebrała jego słowa ze zrozumieniem i poparciem. Ale może właśnie dlatego warto się zastanowić nad tym, co w Polsce jest akceptowalne, chociaż w zachodnim świecie wywołałoby straszny skandal i praktycznie zepchnęłoby autora takich słów na margines społeczny. A właśnie, według Wałęsy, to "jest mankamentem, który zgubi Europę, Polskę i świat".

Całość wypowiedzi jest zaskakująco agresywna, nawet jak na Wałęsę. Zastanawiam się, czy były prezydent zapoznał się z wynikami owego sondażu i postanowił coś jeszcze ugrać na tym tle, aby zwieńczyć swą długą, pełną zasług, ale i wpadek, karierę polityczną. Czy po prostu nagle wybuchł, dając upust dławiącej go ksenofobicznej nienawiści do osób odmiennych? To niby jego sprawa, jego problem, ale... wszak to człowiek ze świecznika! Dlatego nie potrafię nie zareagować na tę wypowiedź, generalnie dość prymitywną i ordynarną, jakby spod budki z piwem, ale jednak rozpowszechnioną przez media głównego nurtu.

Wałęsa przedstawia siebie jako "sto procent demokratę", ale co on pod tym rozumie? Odrzuca całe dziedzictwo europejskiej, opartej na fundamentach humanizmu demokracji. Nie akceptuje demokracji, w której nie ma dyktatury większości, tylko jest troska większości o mniejszość. Ustalmy więc, do jakiej demokracji zmierzamy. Zadajmy pytanie zdeklarowanym "demokratom": o jaką demokrację wam chodzi?

Demokracja w sensie instytucji sama w sobie nie gwarantuje sprawiedliwego społeczeństwa. Może nadal utrzymywać i konserwować różne społeczne fobie, może wykluczać "odmiennych". Mamy wiele tego przejawów w dzisiejszej Polsce: ksenofobia wszelkiej maści panująca wśród władz (Sejm, samorządy), pozwalająca np. akceptować realizację obiektów publicznych bez możliwości dostępu dla niepełnosprawnych. To przecież przejawy mentalności reprezentowanej, jak z żalem stwierdzam, przez Wałęsę.

Widać więc bezwzględną konieczność promowania i budowania demokracji obywatelskiej. Nawet najbardziej poprawna demokracja instytucjonalna ulegnie degeneracji i stanie się swą karykaturą, jeśli nie jest podparta świadomością i aktywnością obywatelską, przejawiającą się choćby w realizacji podstawowego prawa demokracji, jakim jest prawo do manifestowania swoich postulatów i sprzeciwu. W demokracji też trzeba wrzeszczeć! Nasze prawa i interesy nie będą uwzględniane, jeśli będzie to zależeć jedynie od dobrej woli polityków i urzędników. Demokracja bez głośnego krzyku obywateli staje się martwa. Nie zapominajmy o tym!

I dlatego, szczególnie przedstawiciele różnych mniejszości, mają niezbywalne w demokracji prawo do manifestowania swoich potrzeb i postulatów. Tylko w ten sposób mogą przypomnieć większości o swoim istnieniu i przynależnych prawach. Jeśli panu Wałęsie taka demonstracja jest niemiła, i nie życzy sobie, jak mówi, o tym słyszeć, to tylko jego problem. Niech się zamknie w swoich czterech ścianach i nie słucha. Ale niech nie obraża mniejszości i nie odmawia jej prawa do głoszenia swoich potrzeb, bo morduje w ten sposób demokrację.

Na zakończenie kilka uwag dodatkowych. W świetle wyników wspomnianego sondażu, a także wypowiedzi pana Wałęsy, muszę jednak wyrazić uznanie za ubiegłotygodniową wypowiedź premiera Tuska na temat związków homoseksualnych: "... w moim odczuciu poczucie dyskryminacji może dotyczyć osób homoseksualnych. Tutaj zmiany prawne wydają mi się konieczne, żebyśmy wszyscy w Polsce zrozumieli, że ci ludzie mają prawo do własnego wyboru". W mediach było potem trochę komentarzy traktujących te słowa jako element gry wewnątrzpartyjnej. Pewnie taką też funkcję miały spełnić, ale nie ograniczałbym ich znaczenia tylko do partyjnej polityki.

Te słowa to dla mnie też silna deklaracja nowoczesnego demokraty, która w naszym Kraju wymaga jednak pewnej odwagi. Liczne przejawy homofobii, i na najwyższych szczeblach władzy, i pomiędzy zwykłymi Polakami, pokazują raczej, że w tej sprawie Donald Tusk zdecydował się pójść pod prąd. I za to ma mój szacunek.

Mimo iż nie popierałem prezydentury Wałęsy i nie oceniałem jej wysoko, to jednak, z uwagi na jego niekwestionowane wcześniejsze zasługi, zawsze starałem się zachować dla niego szczególny szacunek - teraz będzie mi odrobinę trudniej.

Ksenofobia, czyli niechęć do innego, obcego, jest schorzeniem na tle lękowym. Diabeł ksenofobii siedzi w nas powszechnie, co wynika zapewne z naszej lękliwej natury. Dotyczy to również homofobii. Ale właśnie dlatego, chcąc być lepszymi ludźmi, powinniśmy, stale i konsekwentnie, tę naszą słabość zwalczać. Otwórzmy się na innego: na geja, na kalekę, na czarnoskórego... Nie tkwijmy w ciasnym zamknięciu własnego lęku, bo to nas umniejsza. Życzę sukcesów w tej walce, również panu Wałęsie.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.