Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
1. Rok 2006. Jestem na "liście agentów"

Po 6 latach od opublikowania w "Dzienniku Polskim" podhalańskiej listy agentów Służby Bezpieczeństwa z 42 nazwiskami, Sąd Okręgowy w Nowym Sączu, oczyścił dra Jacka Śwista, znanego nowotarskiego psychologa, z zarzutu bycia jej tajnym współpracownikiem. Powoli mielą młyny boże, dlatego na kłamstwa w sferze publicznej trzeba odpowiadać. I nazywać je tak, jak na to zasługują kłamstwami. A tych, co je głoszą kłamcami. Każdy ma obowiązek głoszenia prawdy, a zwłaszcza taka instytucja, jak IPN. Oczyszczenie Jacka Śwista było drugim takim przypadkiem, w ramach w/w listy, zestawionej na podstawie not identyfikacyjnych IPN.

W tym pierwszym, Sąd Apelacyjny w Warszawie, prawomocnym orzeczeniem z 27 czerwca 2006, całkowicie oczyścił mnie z pomówień o domniemaną współpracę z SB, a "Dz.P.", 7 października 2006, na pierwszej kolumnie, opublikował oświadczenie:



Jeden z artykułów red. A. Szopińskiej z listą podhalańskich agentów, opublikowanych w "Dz.P.", był powielony na stronie: www.nowytarg.pl/, witryny internetowej Urzędu Miasta Nowy Targ, niestety z pominięciem tego oświadczenia. Takie uporczywe pomijanie prawdy, stawiało mnie w świetle zarzutu. Podważało moją wiarygodność i szargało mi opinię w oczach mieszkańców Nowego Targu, w którym przez dwie kadencje byłem wybranym radnym miejskim i pierwszym przewodniczącym Rady Miasta. Odbierało mi dobre imię, także wśród mieszkańców regionu podhalańskiego, w którym zorganizowałem i kierowałem urzędem rejonowym. Z którego, w 1998 roku powstały funkcjonujące obecnie starostwa: nowotarskie, tatrzańskie i częściowo suskie. Dopiero po piśmie adwokata, Urząd Miasta 25 stycznia 2012 r. (!!!) skasował tę stronę z artykułem, bez słowa przeprosin, za prawie sześcioletnie, na niej pomawianie.

2. Karta pseudonimowa "Grudzień" - jest

Do dnia opublikowania w "Dz.P." listy "agentów", nie miałem zielonego pojęcia o tym, że IPN dokleił mi taką gębę. Spadło to na mnie, jak grom z jasnego nieba. Byłem tym zszokowany i zaskoczony, ponieważ w marcu 1982 r. oświadczyłem SB, że nie będę udzielał jej żadnych informacji.

Po przeczytaniu swojego nazwiska zapytałem Władysława Skalskiego z Nowego Targu, jednego z założycieli w Małopolsce grupy "Ujawnić Prawdę", z jakich przyczyn znalazło się ono na tej liście. Ale odmówił odpowiedzi, odsyłając do IPN.

Dopiero w styczniu 2009 r., po trzyletniej korespondencji z IPN, dowiedziałem się, że moje dane osobowe, wypracował pseudonimowi Grudzień, Oddz. IPN w Krakowie, na wniosek właśnie W. Skalskiego, w wydanej mu 12 października 2005 r. nocie nr 302/05.

IPN wypracował inkryminowany zapis, w oparciu o kartę pseudonimową NS-5295 (vide: fotokopia karty).



Wypracowanie, nie obejmowało sprawdzenia w zarchiwizowanej dokumentacji zawnioskowanego anonimu, czy de facto, ps. Grudzień przekazywał SB jakieś informacje o W. Skalskim. Albowiem karty pseudonimowe, nie są adekwatnym dowodem dyskredytacji, gdyż rejestrowane były a priori, zanim osoby anonimowane jeszcze cokolwiek przekazały SB.

Zachowana w pełnym komplecie dokumentacja, z teczki zawnioskowanego pseudonimu - zdaniem z-cy Rzecznika Interesu Publicznego - jest przekonującym dowodem tego, że rejestracja tego pseudonimu, była pochopną i bezzasadną, wobec m.in.: braku zadeklarowania współpracy i przyjęcia pseudonimu przez anonimowaną osobę, czyli mnie.

Karta sfabrykowana została 21 stycznia 1982 r., wskutek działań funkcjonariusza Arczyńskiego, rezydującego od 1980 do 1989 roku, w NZPS "Podhale". I który tam, w dziale kadr, penetrował sobie akta personalne pracowników tego nowotarskiego kombinatu, m.in.: W. Skalskiego i mnie. Ja w tym kombinacie pracowałem do 20 listopada 1982 r. na stanowisku kierownika zakładowego ośrodka obliczeniowego.

3. Donosów w teczce - nie ma

Po opublikowaniu listy agentów z moim nazwiskiem, zwróciłem się o autolustrację, do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, jako b. wojewoda nowosądecki. W trakcie procesu sądowego, w czerwcu 2006 r. dowiedziałem się, że funkcjonariusz Arczyński, typował mnie z kombinatu, dwa razy: w 1980 r. do internowania, i w 1982 r. do osobowych źródeł informacji, z których mnie wykreślił, po tym jak odmówiłem przekazywania mu informacji.

Zauważyłem też, że do teczki zawnioskowanego anonimu, miał wgląd W. Skalski w dniach: 18.X.04 i 11.I.05, a więc przed wydaniem noty. Gdy po wymianie korespondencji z IPN, dowiedziałem się już, o jaką konkretnie notę chodzi, zwróciłem się o wgląd do akt, będących podstawą wypracowania w niej, moich danych osobowych. IPN najpierw mi tego odmawiał, ale w październiku 2010 r. pisemnie poinformował o terminie udostępnienia do wglądu tego, co o mnie SB sfabrykowała.

Skorzystałem z tej możliwości i 9 listopada 2010 r. w OBUiAD w Wieliczce, obejrzałem prezentowane przez referenta karty, z kwerendy archiwizowanego zasobu. Umożliwiło to skonfrontowanie zapisów, znajdujących się w teczce wnioskodawcy noty, z zapisami znajdującymi się w teczce zawnioskowanego pseudonimu.

Z analizy zapisów - wszystkie były autorstwa Arczyńskiego - i z ich chronologii wynika, że w teczce zawnioskowanego pseudonimu, nie ma żadnych donosów na W. Skalskiego. Potwierdzenie tego, znajduje się na karcie 48 NS-6879, z teczki wnioskodawcy noty. Zawiera ona ustalenie z marca 1983 roku, z podpisem kpt. Chmielowskiego, jak to widać na fotokopii, że:



"- w meldunkach pisze się, iż jest wykorzystywany tw "Grudzień", brak jednak informacji tego źródła". Ten fakt, był doskonale znany lustratorowi Skalskiemu, kiedy w lipcu 2004 r., wnioskował do IPN, o notę identyfikacyjną dla wykorzystywanego anonimu. Uczynił to wiedząc, że o nim, tenże anonim niczego SB nie przekazywał.

4. Dlaczego IPN dokonał "identyfikacji pseudonimu", kiedy nie było ku temu podstaw?

Analiza okazanych mi dokumentów ujawniła, że przy wypracowywaniu inkryminowanego zapisu, zignorowano istniejące, następujące fakty:

1. ps. Grudzień był chciejstwem funkcjonariusza Arczyńskiego, wpisanym do rejestru; dowód: teczka wykorzystywanego tw "Grudzień" - zbiór IPN Kr0032/858 t.1;

2. ps. Grudzień nic nie przekazywał SB o W. Skalskim; dowód: teczka wykorzystywanego tw "Grudzień" - zbiór IPN Kr0032/858 t.2 i ustalenie na karcie 48 NS-6879, w teczce wnioskodawcy noty;

3. Wiktor Sowa na piśmie odmówił funkcjonariuszowi SB udzielania informacji; dowód: karta 21 z datą 4.III.82 w teczce wykorzystywanego tw"Grudzień" - zbiór IPN Kr0032/858 t.3;

Kiedy w trakcie czynności materialno-technicznych, nie ustalono w dokumentacji zawnioskowanego anonimu, aby ten coś przekazywał, o wnioskodawcy noty, to IPN powinien odmówić identyfikacji, z uwagi na brak możliwości do spełnienia warunku jednoznaczności, wymaganego art.35.1 ustawy o IPN. Jednak tego nie zrobił i jej nie odmówił. W sytuacji, kiedy nie poczyniłem żadnej dyskredytacji, podanie osobie wnioskodawcy noty, że byłem donosicielem, jest instancyjną potwarzą.

Analogicznie zachował się lustrator Skalski. Wraz z autorką dwóch artykułów z listami agentów, razili brakiem rzetelności w zaprezentowaniu prawdy. Gdyby podhalańskiemu lustratorowi, chodziło o podanie całej prawdy, to nie zataiłby świadczących o niej w/w faktów: łgarstwa Arczyńskiego i mojej odmowy. Wiedział o nich, bo zaglądał do dokumentacji ps. Grudnia. Dlaczego je zataił? - Może nie chciał dopuścić do konfrontacji i zdemaskowania meldunków sfabrykowanych przez Arczyńskiego, albo do ich obnażenia w świetle prawdy, tj. wiedzy i pamięci, jeszcze żyjących osób. Zgadywać można, jakie faktyczne źródła informacji - osoby, stały za meldunkami z 1982 r., do których Arczyński doczepił zawnioskowany anonim. Może tym źródłem był ich autor, ale na pewno nim nie był wykorzystywany tw "Grudzień".

5. Chichot SB zza grobu

Zastanawiające w całym tym procesie lustracji jest to, co w 2005 roku skłoniło IPN do zastąpienia faktów interpretacjami, aby wypracować inkryminowany zapis, notyfikujący mnie tajnym współpracownikiem SB, którym wcale nie byłem.

Zdaniem, b. członka Kolegium IPN, historyka z PAN, prof. Andrzeja Firszke: "Obecna lustracja opiera się głównie na zapisach w ewidencji, co uważam za metodę wadliwą choćby, dlatego, że nie pozwala to na analizę rzeczywistego przebiegu współpracy. Ta zaś musiała wyglądać różnie, a w niektórych wypadkach mogło w praktyce w ogóle do niej nie dojść mimo rejestracji. Dla historyków istotne są oczywiście nie zapisy ewidencyjne, ale treść doniesień i weryfikacja ich prawdziwości."

Dla mnie, już emeryta, lustracja podhalańska była "chichotem SB zza grobu", takim "procesem kafkowskim", w którym inspiratorem pomawiających mnie tekstów z listami agentów, opublikowanych: w styczniu i lutym 2006 roku, był Władysław Skalski, działacz "S" z Nowego Targu.

Obie publikacje w "Dzienniku Polskim", wynikały z subiektywnego przekonania lustratorów, że funkcjonariusze w SB, nigdy w rozpracowaniu bezpartyjnych obywateli, nie starali się: oszukiwać, kłamać, manipulować, prowokować, ani prowadzić akcji oszczerstw, szeptanek, pomówień, itd.

To po pierwsze, a po drugie, że ci, przez nich wytypowani, nie mogą świadczyć o tym, jak wtedy było. Zastanawiające dla mnie jest to, dlaczego lustratorzy - których znałem - robili wszystko, za moimi plecami, unikając weryfikacji i konfrontacji? Dlaczego podhalańscy lustratorzy, esbeckie upozorowania, brali na wiarę, za obraz historycznej prawdy? Nawet nie spróbowali go skonfrontować z niezakłamaną pamięcią i wiedzą żyjących świadków tamtych czasów, aby poznać jak i czy rzetelnie, jest w nim odzwierciedlony, istniejący stan rzeczy.

Lustrator Skalski w 2008 roku, przecież publikował noty z 2005 roku, te z inkryminowanymi zapisami, o Jacku i o mnie, bez sprostowania - czniając prawomocne orzeczenie Sądu z 2006 roku. Czyżby, linczując nas publicznie, zakładał, że w Służbie Bezpieczeństwa funkcjonowali:

* weredycy i co "napisali znaczyło prawdziwe";

* pragmatycy, którzy niepraktykowali "mydlenia oczu naczalstwa", kiedy fabrykowali swoje operacyjne materiały;

* służbiści, niezabiegający o wykazanie się przed swymi zwierzchnikami i zwierzchnicy, o usprawiedliwianie swojego istnienia, przed mocodawcami z PZPR?"

6. IPN z góry uznaje każdego za agenta

Dotychczas oprócz "listy Wildsteina", IPN upublicznia pośrednio nazwiska zaewidencjonowane przez SB, poprzez adresatów powydawanych not identyfikacyjnych. Chociaż naczelnik Oddz. Biura Edukacji IPN - Wojciech Frazik uważa, że: "Nota wydawana jest jedynie wnioskodawcy, który o jej wydanie wystąpił, zgodnie z przepisami ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Odpowiedzialność za skutki jej późniejszego wykorzystania, spoczywa na osobie, której została ona wydana, przy czym materia ta, ściśle związana z kwestią ochrony praw osobistych, należy do zakresu stosunków cywilno-prawnych, a jej dochodzenie podlega jurysdykcji sądów powszechnych."

Te dwa przypadki: J. Śwista i mój, spośród nazwisk zestawionych na podhalańskiej liście agentów, dotyczące wypracowania w IPN notyfikowań na agentów, nie są wyjątkowymi. Są też inne, ale nieosądzone, bo łatki przykleja się łatwo, ich zdrapywanie idzie powoli. Pokazały one, że nieprzejrzysta, zaoczna i arbitralna nota identyfikacyjna, oparta tylko na zaocznym typowaniu funkcjonariusza SB, służyła do oczerniania wizerunku lustrowanych osób, ponieważ lustratorzy korzystali, z bezprawnych poczynań funkcjonariuszy, zamiast takie demaskować.

Przy sporządzeniu listy podhalańskich agentów, lustratorzy zachowali się tak, jakby mieli zadanie chronić sprawców takich typowań, z ich metodami, a ignorować tych kapturowo wytypowanych; których traktowali nie jak pokrzywdzonych, nie jak ofiary esbeckiej represji, tylko jak samo sobie winnych tego, że ich personaliami, samowolnie manipulowała SB, bez ich wiedzy i przyzwolenia.

Przy zesbekizowanej pamięci narodowej, instytucjonalnie wrzuca się do jednego worka - zestawiając na jednej liście nazwiska: agentury i takich, co byli czyści. Z góry uznając, każdego z tych czystych, za agenta, nieróżniącego się w niczym od faktycznego, świadomego, tajnego współpracownika SB.

Instytucja, która takich czystych, potrafiła stygmatyzować - inkryminowanymi zapisami w swoich notach - chociaż od prawomocnego orzeczenia Sądu, mijają kolejne lata, nie potrafiła tego zresetować, ani odwołać, ani za to przeprosić. W styczniu 2013 r. dyrektor BUiAD IPN - dr Rafał Leśkiewicz odpisał mi, że: " przepisy obowiązującej obecnie ustawy o IPN ( ) nie przewidują możliwości wprowadzania zmian lub jakichkolwiek ingerencji w treść wystawionej i wydanej wnioskodawcy noty."

7. Lepiej być "bohaterem" spod materaca

Onegdaj, po ogłoszeniu w mediach orzeczenia Sądu Apelacyjnego, od kolegi z Zakopanego, otrzymałem email z 29 czerwca 2006 r., tej treści:

"Cześć Wiktor!
To dobra wiadomość w chorym, zakłamanym i zawistnym świecie, w którym dzisiaj przyszło nam żyć. Powiem tak: gdybym nie żył w tamtych czasach, nie przeszedł tego, co dane mi było przeżyć, gdybym siedział pod łóżkiem, wyklinał cichuteńko wieczorami do telewizora, to pewnie powtarzałbym jak inni: Wiktor Sowa był donosicielem. Ci "bohaterowie" spod materaca, którymi nikt się nie interesował są bezpieczni - mogą mówić do młodych pokoleń: to my walczyliśmy o Wolną Polskę. Tacy faceci jak Ty, mieli zakładane teczki i to jest poważny ślad, że właśnie tacy byli zagrożeniem dla czerwonej hołoty. Powiem jeszcze jedno: dla mnie ten wyrok Sądu nie ma żadnego znaczenia. Wiem o Tobie więcej niż wszystkie Sądy, bo gdybyś był złym człowiekiem to ja dostałbym w tamtych czasach stosowną wypłatę. A jej nie dostałem. Nie było to miłe, gdy mówiłem naszym znajomym z tamtych czasów, że nie wierzę w rzucone w Ciebie błoto, gdy reagowali spojrzeniami i wypowiedziami w tonie - a ja w to wierzę. Wybacz im dzisiaj, ludzie lubią jak drugiemu jest źle. Ta choroba przejdzie. Pozdrawiam /-/"

A b. pracownik NZPS "Podhale", w liście, jaki mi przesłał, jeszcze przed procesem, napisał: "( ) Tej krzywdy, nie da się wynagrodzić ( ) My ludzie Solidarności się podejrzewamy, a UB się cieszą jak zdołali naród poróżnić."

Mam nadzieje, że to opisanie problemu, zachęci parlamentarzystów do interpelacji i nowelizacji przepisów, bo gdy jesteśmy okłamywani usankcjonowanymi pozorami prawdy, to wszystko jest możliwe. Uczciwe i rzetelne przekazanie jak się rzeczy miały, naprawia zło, jakie wyrządzają pozory prawdy, głoszone na czyjeś potrzeby.

PS1.

USTAWA z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (tekst jednolity):

( ) Art. 35. 1. Na pisemny wniosek osoby, o której mowa w art. 33 ust. 2, podaje się tej osobie dalsze dane identyfikujące tożsamość osób, które przekazywały o niej informacje organom bezpieczeństwa państwa, jeżeli można je jednoznacznie określić na podstawie dokumentów danego organu bezpieczeństwa państwa i jeżeli w dokumentach udostępnionych do wglądu na podstawie wniosku, o którym mowa w art. 30 ust. 1, znajdują się pseudonimy lub nazwiska tych osób.

2. Przepis ust. 1 stosuje się odpowiednio, jeżeli w dokumentach udostępnionych do wglądu na podstawie wniosku, o którym mowa w art. 30 ust. 1, znajdują się nazwiska pracowników i funkcjonariuszy, którzy zbierali lub oceniali informacje o wnioskodawcy lub prowadzili osoby, które przekazywały organom bezpieczeństwa państwa te informacje.

3. Odmawia się podania nazwisk oraz innych danych identyfikujących tożsamość osób, które udzielały jedynie informacji o przestępstwach pospolitych.

4. Od odmowy udostępnienia danych identyfikujących tożsamość osób, o których mowa w ust. 1 i 2, przysługuje odwołanie do Prezesa Instytutu Pamięci.( )

Kraków, luty 2013.

PS



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.