Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
My także chcemy stworzyć rodzinę

Jestem gejem, może nie do końca ujawnionym, bo wie tylko wąskie grono bliskich osób. Czytam te artykuły, listy, komentarze i inne wypowiedzi. Czytam i zastanawiam się w jakim świecie żyją osoby przeciwne związkom partnerskim.

Jaka logika pozwala na argumentację, że związki par homoseksualnych są bezdzietne, więc promocja związków partnerskich sprzyja zmniejszeniu liczby dzieci. Nóż mi się w kieszeni otwiera, jak czytam takie zdanie.

Chciałbym w takim razie prosić o odpowiedź tych wszystkich, którzy tak uważają: czy nieformalne związki homoseksualne są bardziej płodne? A może bezpłodnym osobom heteroseksualnym też powinno się zabronić związków, gdyż nie powodują zwiększenia przyrostu naturalnego?

Jakim cudem życie w nieformalnym związku jest jałowe? Moim zdaniem argumentacja, że"nasze" związki są jałowe, pozbawione odpowiedzialności są bezpodstawne. My także chcemy stworzyć rodzinę - rodzinę dwojga kochających się osób, będących dla siebie na dobre i na złe. Bardzo często w wyniku braku możliwości w Polsce, żeby odbyć tę symboliczną ceremonię zaślubin - pary homoseksualne wyjeżdżają za granicę - do Skandynawii, Czech, Beneluksu, czy dalej do Francji, Hiszpanii - bo już w większości krajów Unii Europejskiej można zawierać co najmniej związki partnerskie, a w dużej mierze również małżeństwa.

Następnie wracają - i mimo iż zgodnie z polskim prawem nie są małżeństwem, czy też w innej formie legalnego związku, symbolicznie jednak są dla siebie po przysiędze, iż będą dla siebie w zdrowiu i chorobie, aż śmierć ich nie rozłączy.

Mam nadzieję, że przyjdzie czas, iż stanę przed partnerem i złożę mu przysięgę. Wtedy mój partner będzie dla mnie rodziną czy to się będzie komuś podobać czy nie. Nawet jeśli nie będzie odpowiedniego prawa normującego ten związek, nawet jeśli nie będzie dziedziczenia, wspólnego rozliczenia podatków, alimentów, i innych rozwiązań prawnych dających tą odrobinę godności, w dalszym ciągu będziemy rodziną. JK

Czy "ich"nie dotyczy Przykazanie Miłości?

Czytam listy do "Gazety", artykuły, wpisy na forach dotyczące związków partnerskich, i uderzyło mnie zwłaszcza stwierdzenia pana Terlikowskiego, że tylko ci działacze PO, którzy głosowali przeciw ustawie są katolikami.

Jestem katoliczką i boli mnie to stwierdzenie. Moja wiara nie może stać się powodem cierpienia innego człowieka, nie wolno mi wymagać od innych heroizmu, na który mnie nie stać.

Dlaczego żądamy od osób homoseksualnych milczenia, celibatu, niewidzialności? To nie są bliźni? Ich nie dotyczy "Przykazanie miłości"?

Czy my mamy prawo okazywać drugiemu człowiekowi pogardę, tylko dlatego, że zostaliśmy obdarzeni łaską wiary? Mogę uważać, że czyjś związek jest grzechem, mogę go nie akceptować, ale nie mam prawa doprowadzać do sytuacji, w której ten drugi człowiek będzie czuł się przy mnie zagrożony w swojej wolności, człowieczeństwie.

Wartościom rodzinnym nie zagraża para gejów czy lesbijek, ale pogarda, brak szacunku do dziadka, żony, sąsiada, prezydenta, księdza, prawa. Jeśli sami nie potrafimy przekonać własnych dzieci do życia według zasad, które wyznajemy, to nie obwiniajmy o to wszystkich wkoło, raczej należy uderzyć się we własne piersi. Magdalena Szymańska

Kraj, w którym nie dobro i szczęście obywatela jest najważniejsze

Jako młoda osoba mająca zaledwie 18 lat, śledząc uważnie debaty o związkach partnerskich w Sejmie, czuję rosnący niepokój.

Czym różni się związek homoseksualny od heteroseksualnego? Przebiegiem aktu płciowego? Chociaż i to nie do końca prawda, w końcu obowiązują te same zasady: okazywanie uczuć, bliskość partnera/ki, potrzeba sprawienia drugiej osobie przyjemności, wynikająca z... miłości. Czy właśnie nie to jest najważniejsze? Miłość i świadomość całkowitego oddania, na dobre i na złe? Jeżeli nie, jaką wartość wnosi małżeństwo? Jedynie reprodukcyjną? Na co małżeństwa, w których nie ma uczucia i wzajemnego wsparcia do samego końca?

Presja szablonowego wzięcia ślubu, założenia rodziny powoduje nieprzemyślane zawieranie małżeństw, które później nie funkcjonują. Proszę mi powiedzieć, co małżeństwo zmienia? Zdaje mi się, zwykła formalność.

Nazywanie związków jednopłciowych jałowymi? A jakie wyższe wartości wprowadzają małżeństwa dwupłciowe? Jedyna różnica którą widzę i jest ona niezaprzeczalna - tak, możliwość zapłodnienia, a więc reprodukcji. Ale czy to najwyższa z wartości? A więc całe życie mamy ślepo dążyć do zakładania rodzin i rodzenia dzieci, bo inaczej zostaniemy okrzyknięci przez społeczeństwo nic niewnoszącymi śmieciami, próbującymi żyć na jego koszt?

Jak ciężkie jest życie w kraju, w którym nie dobro i szczęście obywatela jest najważniejsze, a oddzielanie "ziarna od plew" według wytycznych. Gabriela

Kredyt zaufania

Wiadro pomyj - chlust. Posłanka trafia celnie, wprost w moją głowę. Szeroki zamach, pewny ruch i już - dłoń Posła wymierza mi z pewnością zasłużony policzek. Kolejny Wybraniec Narodu, żyjący na mój, podatnika, koszt, zapewne również celuje w twarz, ale nie podnosi głowy znad notatek - spluwa zatem tylko pod moje nogi.

Więcej wprawy w zalewaniu żółcią ma szanowny Minister, pobierający swoje rządowe uposażenie tylko dlatego, że jakiś czas temu - o ironio! - zagłosowałam na jego partię. Żeby nie było, w tym momencie, jak zwykle szarmancki, zrywa się Pan Premier. Niestety, chociaż wierzę w dobre intencje, wychodzi jak zwykle. Chusteczka podana mi do otarcia wilgotnego policzka jest nieco przybrudzona - słyszę, że należy mi przywrócić mi "godność".

W Konstytucji oprócz nieszczęsnego artykułu 18, na który tak chętnie powołują się przeciwnicy związków partnerskich, znajdują się także inne. Jak chociażby art. 1 - "Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli", art. 30 - "Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych", czy wreszcie art. 47 - "Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym".

Mam dalej wymieniać? Panie Premierze i drodzy Parlamentarzyści, z całym szacunkiem należnym piastowanym przez Was funkcjom, to nie Wy władacie moją godnością. Nie Wy mi ją przywracacie. Nie Wy decydujecie o tym, kim jestem. Nikt Wam takiego prawa nie dał.

Zamiast tego, decydujecie o kształcie prawa w tym pięknym, nadwiślańskim kraju. Ustalacie wysokość płaconych przeze mnie podatków. Rozsądzacie wiele istotnych kwestii, na których ja, zwykła obywatelka, mam prawo się nie znać. Od tego jesteście Wy, moi przedstawiciele. Zaznaczając Wasze nazwiska na karcie do głosowania, wyrażam (jak się okazuje naiwną) wiarę, że będziecie mnie i moje interesy godnie reprezentować. Co cztery lata udzielam Wam kredytu zaufania. Zamiast mnie (i jakieś kilkaset tysięcy ludzi w tym kraju) obrażać, może jednak dobrze byłoby ten kredyt zacząć spłacać? Srubson

Rzecz o człowieku

W istocie samej nie byłoby problemu, wielu problemów, oj wielu, a mowa tutaj o lesbijkach i gejach, o nastoletnich zmaganiach, o politycznych durnych poczynaniach, o pokoleniu zero i o fotoradarach et cetera, a na sam koniec lubię to, czy może nie lubię.

Także nie byłoby problemów, gdyby nie jeden mały szczegół, a mianowicie jesteśmy ludźmi i to zobowiązuje. Warto więc sobie przypomnieć co oznacza ten przydomek. Przyrodzona i niezbywalna godność, obowiązek szacunku wobec wolności i prawa innych, a wszyscy są równi wobec prawa. Wcale nie chodzi o to, żeby zwolnić, żeby nie bluźnić, czy też czasem publicznie przekląć. Tu o człowieka chodzi, bo wszyscy do cholery jesteśmy równi i po co sobie nawzajem szkodzić? Po co tępić i nogę podkładać? Tak racjonalnie moi drodzy, wyobraźmy sobie, że nie ma władzy, nie ma pieniędzy - a jednak można byłoby inaczej. Odpuśćmy chociaż troszkę, każdy po centymetrze, a już lepiej będzie. Luźniej jakby. Odpuśćmy, a później do dyskusji: o lesbijkach i gejach, o nastoletnich zmaganiach, o politycznych durnych poczynaniach, o pokoleniu zero i o fotoradarach... inaczej do konsensu nie dojdziemy, więc upomnieć warto:

"Kochani ludożercy
nie zjadajmy się Dobrze
bo nie zmartwychwstaniemy
Naprawdę".
Karolina

Jak można być tak pozbawionym empatii?

Uważam, że poziom odbytej w Sejmie "debaty", dotyczący (odrzuconych) projektów uprawomocnienia związków partnerskich, właściwie sięgnął dna. A zasadność argumentów o "przedmiotowym" traktowaniu, czy też "używaniu się" w parach homoseksualnych, jest wprost proporcjonalna do hipokryzji osób wygłaszających je.

W jakim celu, w takim razie, środowiska LGBT (oraz wiele innych!) tak zabiegają o stworzenie tego minimum ram prawnych? Dla poklasku? Z nudów? Nie! Wszak osoby, którym nie zależy na pogłębianiu więzi emocjonalnej, czy jak niektórzy dowodzą - mogące mieć "przedmiotowy stosunek wobec siebie", w żadne związki prawem chronione wchodzić nie będą! I nie jest to zależne od orientacji seksualnej! Związki partnerskie mają być dla par, które taką więź między sobą stworzyły i pragną dalszej, prawnej oraz ekonomicznej, konsolidacji.

Gdzie tutaj miejsce na "przedmiotowy stosunek" wobec drugiej osoby? Chyba jedynie w krasomówczych tyradach "naszych" pozbawionych empatii, za to pełnych obłudy - o zgrozo! - przedstawicieli. I tu mam powód do osobistego wstydu - sama na nich zagłosowałam. Wydawało mi się, że wybieram odpowiedzialność. Ale przyda mi się to "niekonstytucyjne" wiadro lodowatej wody na głowę - nigdy więcej nie zagłosuję na PO! Aleksandra

Jałowe? Dyskusje w Sejmie

Jak może być jałowym coś, co rodzi się z miłości? Z fascynacji, z chęci bycia razem? Co jałowego jest we wspólnym życiu? Czy równie jałowe są rodziny, rodzeństwo mieszkające razem, dziadkowie z wnukami, czy matka z córką?

Czy według niektórych posłów RP każda konfiguracja, która nie kończy się prokreacją jest jałowa? Jak widać nie, bo atakowane są tylko związki partnerskie. Nie widzę różnicy między nimi, a tymi, które nakreśliłam powyżej.

Biorąc pod uwagę sprawę okiem księgowego. Różnic nie ma. Podatki, wydatki, rachunki. Wszystko wykalkulowane jak należy. A jeszcze boleśniejszy jest fakt, że parlamentarzyści postrzegają małżeństwo jako związek kopulacyjny, sprowadza je tylko do tej roli. To wyzucie z uczuć, myślenia, z pełnego spektrum relacji zatrważa mnie, szczególnie gdy wychodzi z ust i umysłów, które są ponoć chrześcijańskie.

To kpienie z Boga, to obrzydliwy żart z nas jako istot myślących i czujących. Jedyne co jałowe, to dyskusje w parlamencie nasączone jadem podszytym czym? Nienawiścią, czy lękiem? Jeśli lękiem to przed czym? Co to za dysonans tak uciska te umysły? DJ

O ludzką godność, wolność i szczęście?

Szanowna profesor posłanko Krystyno Pawłowicz!
Piszę po wysłuchaniu Pani wypowiedzi nt. "związków partnerskich". Otóż widzę, że musi Pani sobie odpowiedzieć na jedno, niesamowicie ważne, kluczowe pytanie. Czy społeczeństwo jest dla Pani biomasą, którą trzeba hodować, a celem polityki jest zapewnienie reprodukcji ludzkiego mięsa - czy też może celem polityki jest troska o dobro wspólne? To, jak wiemy jest sumą dobra każdego z obywateli i mieszkańców naszego kraju z osobna.

Perspektywa, w której umieszcza Pani ludzką seksualność jako służącą reprodukcji i sprowadza seks do biologicznego aspektu prokreacji, czyniąc z ciał kobiet inkubatory a z mężczyzn banki spermy wydaje się w prymitywnym, zwierzęcym sensie "naturalna", ale mało kulturalna.

Rozumiem, że źródłem Pani niezrozumienia ludzkiej seksualności jest brak tego aspektu w Pani życiu (jako niezamężna katoliczka, traktująca swoją wiarę poważnie, zapewne go Pani nie ma). Chrześcijańska represja seksualna, wpajająca najmłodszym lęk przed orgazmem i wymuszająca niezdrowe zakazy (masturbacji, seksu niereprodukcyjnego i pozamałżeńskiego) istotnie wykrzywia seksualną postawę młodzieży i niszczy ludzkie charaktery, ale nie jest to wytłumaczenie.

Jako polityk musi się Pani zdobyć na odrobinę empatii wobec ludzi, którzy przeżyli w życiu jakieś orgazmy i rozumieją kluczowe miejsce seksualności w ludzkiej strukturze psychicznej, biologicznej, społecznej i kulturalnej. Pani brak zrozumienia istoty przyjemności seksualnej (potępianej jako hedonizm), ale także aspektów między ludzkich relacji seksualnej (takich jak np. intymność) nie powinno i nie może wpływać na pani decyzje prawotwórcze.

Perspektywa populacyjna zamiast przyjemnościowej: oto właśnie "jałowe użycie drugiego człowieka traktowanego jako przedmiot". Uprawianie z kimś seksu jest przyjemne dla obu stron i nie ma w nim nic złego - proszę mi wierzyć na słowo. Nawet jeśli nie służy płodzeniu dzieci - zwłaszcza wtedy! Wtedy współżycie nie sprowadza się do czysto biologicznych celów - bezproduktywne i przyjemne staje się sztuką sensu stricte, staje się warunkiem możliwości kultury.

A związki partnerskie to jeden ze środków do wyzwolenia seksualności, która skutkuje szczęściem, równowagą, zdrowiem ludzi i społeczeństw. Natomiast wypieranie jej - tak jak Pani proponuje - tworzy dewiacje, frustracje i faszyzm.

Proszę uwierzyć, Pani wychowanie w duchu antyseksualnym odebrało Pani dostęp do istotnej sfery ludzkiego życia. Proszę nie utrudniać innym realizacji ich szczęścia, jakkolwiek je sobie zamarzą. Przyjemność to nie krzywda. Paweł Szczepura

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.