Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Michał Obrębski: do Ewy Siedleckiej

Pani Redaktor! Myli się Pani w 100 proc.
1. Płcie są różne, zatem otworzenie się na drugiego człowieka płci innej jest wyprawą na grunt trudniejszy i bardziej nieznany. Znacznie łatwiej jest zamknąć się w obrębie masturbacji indywidualnej czy w parze homoseksualnej (masturbacji we dwoje). O "biologicznych" homoseksualistach tu nie mówimy; stanowią oni niewielki odsetek społeczeństwa, znacznie mniejszy niż krzykliwe środowiska gejowskie.

2. Pary homo są bezpłodne, nawet gdyby "Gazeta Wyborcza" i wszystkie lewackie redakcje napisały 1000 artykułów, że jest inaczej. Zatem promowanie homoseksualizmu to promowanie mniejszej ilości dzieci.

3. Już nawet wcześniejsze przyzwolenie, tj. ustawa o związkach "partnerskich", preludium do małżeństw homo, eliminuje małżeństwo (czytaj odpowiedzialność). Ponieważ dzieci to działanie długofalowe, odpowiedzialność jest w ich przypadku niezbędna.

Wszystkie punkty powyższe nie sprzyjają ilości urodzeń. Godzą więc nie tylko w rodzinę, ale w całe społeczeństwo, w tym w system emerytalny last but not least. Co kłam zadaje Pani tezie.

4. Kompletnie nie umie Pani interpretować danych. Przyrost naturalny w Szwecji jest wyższy niż w Polsce, nie z powodu legalności małżeństw homo, lecz z powodu zadowolenia ludzi z życia i sytuacji gospodarczej. W Wielkiej Brytanii Polki też rodzą więcej niż w Polsce.

m.ch.: Nie każdy chce być przez całe życie osobą samotną

Chciałbym zabrać głos w dyskusji o związkach partnerskich, bo jestem 30-letnim gejem, który dopiero w ostatniego sylwestra przyznał się ojcu do swojego homoseksualizmu. Nie ważne co mnie do tego skłoniło... Wiem, że czekają mnie trudniejsze rozmowy. Ale jego reakcja była wspaniała. Podszedł do mnie, przytulił, zapewnił o swoim wsparciu, bo wie, że w naszym kraju łatwo mieć nie będę.

Posłowie, którzy głosowali przeciw, często używają argumentów, że jest to nienaturalne. Otóż, homoseksualizm jest jak najbardziej naturalny i od zawsze występował w przyrodzie. Jeśli natomiast przyjmiemy tezę konserwatystów, że związek przedstawicieli tego samego gatunku służy tylko i wyłącznie przedłużeniu istnienia owego gatunku (co jest w mojej ocenie myśleniem prymitywnym), to pani poseł Pawłowska (PiS), która wielce oburzona grzmiała z trybuny sejmowej, że homoseksualizm ją obrzydza, będąc osobą samotną, żyje niezgodnie z "ich" prawem naturalnym... Tak samo jak księża i zakonnicy.

Jestem osobą pełnoletnią, korzystam z pełni praw, płacę podatki. Dlaczego nie mogę być po prostu szczęśliwy?

Nie chcę wyjeżdżać z Polski, bo to moja ojczyzna. Boli mnie, kiedy z ust przedstawicieli naszego narodu słyszę osobiste, pozbawione merytorycznych podstaw uwagi i komentarze.

Nie każdy chce być całe życie osobą samotną, jak prezes Kaczyński. Według prawa tak są traktowane osoby tworzące związek partnerski.

dj: Jak coś, co jest miłością, może być jałowe?

Jak może być jałowym coś co rodzi się z miłości? Z fascynacji, z chęci bycia razem? Co jałowego jest we wspólnym życiu? Czy równie jałowe są rodziny, rodzeństwo mieszkające razem, dziadkowie z wnukami, czy matka z córką? Czy według niektórych posłów RP każda konfiguracja, która nie kończy się prokreacją jest jałowa? Jak widać nie, bo atakowane są tylko związki partnerskie. Nie widzę różnicy między nimi, a tymi, które nakreśliłam powyżej. Biorąc pod uwagę sprawę okiem bukmachera, różnic nie ma. Podatki, wydatki, rachunki. Wszystko wykalkulowane jak należy. A jeszcze boleśniejszy jest fakt, że parlamentarzyści postrzegają małżeństwo jako związek kopulacyjny. To wyzucie z uczuć, myślenia, z pełnego spektrum relacji zatrważa mnie.

Szczególnie, gdy wychodzi z ust i umysłów, które są ponoć chrześcijańskie. To kpienie z Boga. To obrzydliwy żart z nas, jako istot z myślących i czujących.

Jedyne co jałowe, to dyskusje w parlamencie nasączone jadem podszytym czym? Nienawiścią, czy lękiem? Jeśli lękiem to przed czym? Co to za dysonans tak uciska te umysły?

Małgorzata Kalicińska: Co boli naszych posłów z prawa

Zazwyczaj ludzie zachowują się wobec związków homoseksualnych tak, jakby to była najnowsza mutacja świńskiej grypy, a to przecież fakt liczący sobie wiele, wiele lat i obserwowalny w naturze. Pani poseł Pawłowicz nie powinna jeździć np. do Watykanu, bo Bazylikę Piotrową zaprojektował i wykonał gej nad geje, artysta wielki Michał Anioł. Nie powinna słuchać koncertów Czajkowskiego, bo to też gejowszczyzna.

Z czego wynika to straszliwe larum, ta krucjata przeciwko gejom? Dzieje się tak tylko z powodu estetyki. Cała reszta hałasu jest nadymana, tworzona w myśl zasady: straw man argument, czyli demagogia maxima. Tych, którzy wściekają się i opluwają osoby homoseksualne, głównie gejów, zabija wyobraźnia, której się właściwie niepotrzebnie poddają z dziwnie onanistyczną histerią.

Co oni wiedzą o homoseksualizmie? Zdumiewa fakt, że ci grzmiący moralizatorzy pomijają to, co jest istotą każdego związku. Miłość.

Często mocna, głęboka i ciepła, wspierająca, twórcza, troskliwa. Wieloletnia (jak Tove Janson i jej partnerka do śmierci Tuulikki Pietilä i wielu innych, znanych i nieznanych ludzi).

Partnerzy tj. geje, lesbijki, związki heteroseksualne i nieformalne, kochają się, szanują i wspierają. To jest istotą związku.

Przecież wiemy, że wśród heteroseksualnych związków są związki złe, niszczące i pomiatające partnerem, z molestowaniem i biciem. Kompletnie jałowe, bo bywa, że małżonkowie nie pracują, żyją na koszt państwa a dzieci oddają do domów dziecka. O nich moralizatorzy milczą, a czasem wręcz twierdzą, że tak już musi być i to nie jest ich sprawa!

Mam nadzieję, że związki partnerskie wreszcie zyskają konstytucyjne prawo do dziedziczenia, wspólnego rozliczania się, odwiedzin w szpitalu i bycia traktowanym z szacunkiem jako partner lub partnerka. Przecież ich miłość nie jest z żadnego punktu widzenia szkodliwa ani jałowa społecznie! Zazwyczaj pracują i płacą podatki, prawda?

A co do adopcji... To w rodzinach heteroseksualnych dochodzi do zabójstw, molestowania, deprawacji i zaniedbań. Nawet w rodzinach zastępczych!

Chyba wolałabym dom pary homoseksualnej, pełen miłości, serdeczności, niż dom dziecka z całą tam dziecięcą samotnością, brakiem miłości a czasem z deprawacją i gwałtami.

Jeśli w rodzinie jest miłość, wsparcie, czułość i szczęście, to nie powinno nikogo obchodzić, jak realizują się seksualnie.

Żądam praw ludzkich dla związków partnerskich. Wyrzucanie poza nawias prawny osób odmiennie realizujących się w związkach, i nie szkodzących tym nikomu, uważam za niezgodne z prawem.

Zofia: Jestem mężatką i to, że ktoś kocha kogoś tej samej płci, mi nie przeszkadza

Nie wiem dlaczego związek partnerski to coś złego. Mam 61 lat, jestem mężatką. To czy ktoś kocha kogoś tej samej płci mi nie przeszkadza. Miłość jest piękna. Homoseksualizm nie jest chorobą. Tego się nie da leczyć. Nie jest też zboczeniem. Po prostu tak jest.

Nie wiem dlaczego niektóre osoby nie chcą takiej ustawy. Nie jestem za adoptowaniem dzieci przez osoby homoseksualne. Ale jeśli chodzi o sam związek, to ten związek nikogo nie krzywdzi. Wiele ludzi żyje w nieformalnych związkach i jest dobrze.

Wydaje mi się, że gdyby była taka ustawa to zamiast małżeństw, wiele par heteroseksualnych po prostu by tylko zawarło taką "umowę". Tylko, co by na to powiedział kościół? A urzędy stanu cywilnego?

Poza tym małżeństwo cywilne trzeba rozwiązać sądownie, a związek partnerski to nie małżeństwo, wiec umowę można wypowiedzieć.

Wstyd mi za Sejm, za te wypowiedzi, szczególnie pani, która jest "starą panną". Słucham tego wszystkiego i czasami się zastanawiam. Jaki mamy obecnie wiek? XXI a może XIX? Może się jedna kreska komuś przesunęła?

Kamil W.: Niech pani poseł Pawłowicz łaskawie otworzy oczy

Chciałbym wyrazić swoją dezaprobatę dla rażąco niskiego poziomu wypowiedzi posłów, szczególnie PIS-u, w debacie sejmowej o związkach partnerskich. Dotknęły one mnie i mojego partnera. Nie jestem politycznym "oszołomem" prezentującym skrajne poglądy. Głosowałem na PiS w ostatnich wyborach. Piszę, gdyż uważam, że coś w tej materii należy w końcu w Polsce zmienić i dać ustawowe prawo znacznej części polskiego społeczeństwa do wspólnoty majątkowej, dziedziczenia i chociażby możliwości zdobycia poufnych informacji o stanie zdrowia partnera w trakcie pobytu w szpitalu.

"Wolność człowieka ogranicza wolność drugiego człowieka", nie rozumiem zatem w jaki sposób projekt takiej ustawy lub fakt trzymania się za rękę dwóch mężczyzn może przeszkadzać posłance Krystynie Pawłowicz w jej codziennym życiu. Ustawa ta mogłaby wydawać się zbędna, jednak dla potwierdzenia jej istotności przytoczę prawdziwą historię dwóch osób, mężczyzn, pozostających w związku przez kilkanaście lat. Mieszkających w jednym mieszkaniu i dzielących się dobrem majątkowym przez wiele lat.

Decyzja tych dwojga osób nie została nigdy zaakceptowana przez ich rodziny, co skutkowało utratą jakiegokolwiek kontaktu. Po nagłej śmierci jednego z nich, rodzina nagle przypomniała sobie o jego istnieniu. Zabrała przepisane na niego mieszkanie, w które inwestował również drugi z mężczyzn, wyrzucając go na bruk.

Poseł Krystyna Pawłowicz pisze o hedonistycznych pobudkach związków homoseksualnych. Jesteśmy z moim partnerem razem od trzech lat i seks nie jest najważniejszym aspektem tego związku, opartego na miłości, zaufaniu i chęci wspólnego dzielenia reszty życia. Mimo młodego wieku wiele przeszliśmy, wspominając chociażby o ciężkiej chorobie, której doświadczył jeden z nas. Jeżeli miałbym pokusić się o porównanie, to powiedziałbym nawet, że jest to związek lepszy i głębszy niż wiele związków heteroseksualnych, jakie znam, co pewnie panią poseł, by bardzo zdziwiło.

Dlatego właśnie pusta retoryka i rzucane z mównicy ideologiczne hasła tak bardzo bolą i nie mają żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Niech ta pani łaskawie otworzy oczy, spojrzy poza granice swojego podwórka i zrozumie fakt, że jest reprezentantem całego społeczeństwa, również moim.

Nie jestem zboczeńcem, dziwakiem i egoistą. Wykonuje szanowany w Polsce zawód, dlatego trudno pogodzić się z opinią o mojej nieprzydatności dla społeczeństwa, którą pani poseł mierzy ilością spłodzonych dzieci. Na PiS już nie zagłosuję.

Marcin: Spróbujcie uszanować moje uczucia

Ze smutkiem śledziłem przebieg karykatury sejmowej, tzn. dyskusji nad związkami partnerskimi, której główną bohaterką była poseł Krystyna Pawłowicz.

Wyżej wymieniona popisała się rażącą nieznajomością codziennego życia osób pozostających w konkubinacie hetero- lub homoseksualnym. Skupiła się jedynie na dość nieudolnej argumentacji prawnej. Zupełnie zapomniała o dyskusji z punktu widzenia samych zainteresowanych.

Najwyższym aktem hipokryzji ze strony pani poseł było stwierdzenie, że związki homoseksualne są jałowe, gdyż sama jest niezamężna i bezdzietna, co stoi w rażącej sprzeczności z promowanym przez nią jedynym, słusznym stylem życia wielodzietnej, patriarchalnej, katolickiej szczęśliwej rodziny.

Śmiałem się przez łzy, gdy słyszałem jej groteskowe wywody o egoistycznym zaspokajaniu się ciałem partnera. Takie bzdury wypowiadane przez dorosłą, uważającą się za wykształconą osobę, dowodzą tak bezczelnej ignorancji i absolutnego braku znajomości prawdziwego kształtu związków jednopłciowych. Wstyd mi, że taka osoba ma prawo decydować o mojej przyszłości.

Związki homoseksualne są uważane za nietrwałe, a sami zainteresowani opisywani są jako "nieuporządkowani". Cóż, prawdopodobnie dlatego, że od najmłodszych lat żyją w przekonaniu o swojej niższości, są odrzucani przez rodziny i rówieśników, co z psychologicznego punktu widzenia jest raczej słabą podstawą do zbudowania stabilnego wzorca osobowości. Co ma wpływ na stworzenie szczęśliwego, trwałego związku.

Niemożność zarejestrowania związku, co za tym idzie brak osłony prawnej, dodatkowo wpływa na destabilizację owych relacji podszytych strachem z wielkim bagażem odium społecznego na starcie. Idealna pożywka dla prawicowych demagogów. Żałosne jest jednak to, że nie rozumieją, że to ich działania doprowadzają do takiego stanu rzeczy.

Ciekawi mnie, ile heteroseksualistów byłoby w stanie dożyć razem do śmierci w wiernym, monogamicznym związku, gdyby od najmłodszych lat wmawiano im, że są gorsi i powinni się wstydzić tego, jacy są i gdyby byli wyszydzani na każdym kroku, także przez rząd.

Żyję w szczęśliwym związku z moim partnerem, i mimo że nie mamy dzieci, z naszych podatków opłacana jest publiczna edukacja dzieci ludzi heteroseksualnych. Z naszych podatków wypłacane są zasiłki dla rodzin wielodzietnych, zasiłki dla samotnych matek i ojców itd., z których my nigdy nie skorzystamy. Ciężko znaleźć lepsze zaangażowanie we wsparcie rozwoju demograficznego niż finansowanie osób, które dzieci mieć mogą.

Jako para bezdzietna (obecnie i w dalszej perspektywie) jesteśmy bardziej opłacalni dla państwa, gdyż włożymy do skarbu państwa znacznie więcej, niż z niego kiedykolwiek wyciągniemy (więcej pracujemy, a nie pobieramy zasiłków rodzinnych), dlatego nie rozumiem, dlaczego żadna opcja polityczna wcześniej nie zauważyła ogromu możliwości, jakie niesie ze sobą synergia dwóch równoległych opcji. Małżeństwa heteroseksualnego, które otrzymuje wsparcie państwa i związku partnerskiego, który finansowo wspiera państwo wyższymi podatkami. Państwo woli udawać, że nas nie ma, a pieniądze, tak czy inaczej, brać, czym otwarcie przyznaje się, że niesprawiedliwość i mieszanie z błotem wielu tysięcy obywateli to norma w państwie polskim.

Jako osoby bezdzietne, nie chcące wstąpić w związek małżeński (nieważne, czy homo czy hetero) mamy więcej czasu na naukę i rozwój osobisty, dzięki czemu będziemy w stanie w lepszym stopniu kształcić dzieci zapracowanych, zabieganych rodziców. Nikt nie chce zauważyć, jak cenne są związki partnerskie, związki osób bezdzietnych czy homoseksualnych. To, jacy jesteśmy albo jakich życiowych wyborów dokonaliśmy, poprawia sytuację każdego rodzica i każdego dziecka, bo to my oddajemy im wszystkie przywileje, nie oni nam.

Przeraża mnie myśl, że to nie ja zadecyduję o miejscu pochówku mojego partnera, że nie będę mógł go zobaczyć w szpitalu i że nie będę przy nim w chwili śmierci. Naprawdę, nie dbam o ulgi finansowe, nie obchodzi mnie spadek i inne takie bardzo drażliwe dla niektórych niby małżeńskie kwestie. Apeluję jedynie do wszystkich, którzy decydują o moim losie, żeby poszanowali moje uczucia, wychodzące znacznie dalej niż hedonistyczne zaspokajanie pragnień i mechaniczny seks.

k.smaga: Prowadźmy otwartą dyskusję

Nie mam sprecyzowanych poglądów na temat projektów ustawy o związkach partnerskich. Słyszę i rozważam argumenty "za i przeciw". Jednak jedna sprawa w tej dyskusji mi przeszkadza. Argumenty o tym, że ta ustawa rozwiąże życiowe problemy ludzi żyjących dzisiaj w konkubinacie. Nie chcę poruszać sytuacji związków osób homoseksualnych, to całkiem inna sprawa. Odnoszę się tylko do sytuacji par heteroseksualnych żyjących w trwałych związkach. Słyszę, że ustawa ma poprawić przede wszystkim ich sytuację. I przyznam, nie rozumiem dlaczego.

Dzisiaj do zawarcia małżeństwa świeckiego potrzebne jest stawiennictwo w urzędzie i złożenie sobie wzajemnie przysięgi. Rozwiązanie takiego związku jest możliwe w każdej sytuacji poprzez orzeczenie rozwodu przez sąd. Słyszę, że ustawa o związkach partnerskich ma normować sytuację osób, które, z różnych przyczyn, będąc ze sobą razem nie chcą zawierać małżeństwa. Nie rozumiem skąd przypuszczenie, że osoby, które dzisiaj odczuwają niechęć do pojawienia się w urzędzie i dokonania "rejestracji" wspólnego życia w postaci zawarcia małżeństwa nagle w ilościach hurtowych pojawią się w urzędzie, by dokonać takiej samej rejestracji tylko nie "małżeństwa" lecz "związku partnerskiego"

A co z ludźmi, którzy nie cierpią instytucji państwowych (urzędów czy notariuszy) i mimo że latami żyją ze sobą, żadnej rejestracji nie mają ochoty dokonywać? Wychodzi na to, że takie osoby nadal będą dyskryminowane, bo przecież z punktu widzenia prawa nie będą istniały jako osoby w związku.

Dlaczego mam założyć, że studencka para, która decyduje się zamieszkać ze sobą przed zawarciem małżeństwa natychmiast popędzi do urzędu, żeby zarejestrować swój związek, po to by po miesiącu go rozwiązywać, a za chwilę zawiązywać z inną osobą. Jak społeczeństwo (jest jakie jest) odbierze osobę, która ma w "historii" kilkanaście zarejestrowanych i rozwiązanych związków partnerskich?

Po co ta obłuda? Powiedzmy jasno, że w całym tym zamieszaniu chodzi o związki osób homoseksualnych. Może wtedy rozpocznie się rzeczowa dyskusja na temat tego rodzaju związków. Nie szukajmy fałszywych listków figowych. Prowadźmy otwartą dyskusję, ale nie próbujmy rozmyć sprawy, kluczyć i rozmawiać nie na temat.

k.k.: Walka z rządem jak kota z myszą

Po przeczytaniu artykułu, a raczej listu pewnego homoseksualisty do "mądrej" pani poseł Krystyny Pawłowicz muszę stwierdzić, że coraz częściej wychodzi na to, że nasz rząd wymaga solidnego "sprzątania". Według pani poseł związki homoseksualne to związki jałowe i nietrwałe. No tak, ale sama pokazała wszystkim, że związki heteroseksualne są zawierane na całe życie. O zapomniałam, że szanowna pani poseł Krystyna Pawłowicz jest panną.

Mimo że sama nie należę do homoseksualistów muszę stwierdzić, że tak samo jak oni jestem oburzona faktem, że w naszym kraju panuje tak wielka nietolerancja. Pani poseł argumentuje swoje zdanie tym, że związki homoseksualne nie zapewnią wyżu demograficznego, ale nikt nie pomyślał np. o tym, że w domach dziecka znajduje się tyle dzieci z biednych albo patologicznych rodzin, którymi mógłby ktoś się zająć, dając im taką samą miłość, albo nawet i większą, niż w przypadku rodziców heteroseksualnych.

Po zalegalizowaniu takich związków, więcej dzieci mogłoby znaleźć swój dom, swoje miejsce w świecie. Przede wszystkim poczuć bezpieczeństwo i miłość, których tak pragną i których nikt im nie chce dać.

Związki homoseksualne od związków heteroseksualnych nie różnią się niczym. Pojawia się zatem pytanie, czy rząd chce za przeproszeniem wchodzić każdemu obywatelowi do łóżka? Czy będziemy teraz prześladowani przez rząd? I to ma być demokracja?!

"Jeżeli myślisz, tak jak my, to możesz to powiedzieć, jeżeli masz inne zdanie, lepiej dla ciebie, jak go nie wypowiesz" - to właśnie dzisiejsza maksyma naszego wspaniałego rządu. I tym "optymistycznym" akcentem kończę ten list, ponieważ walka z rządem to jak walka kota z myszą. Nie ważne, ile mysz będzie uciekać, kot i tak ją dopadnie.

Kamil: do posłanek i posłów Platformy Obywatelskiej

Z przykrością obserwowałem debatę oraz głosowanie nad projektami ustaw o związkach partnerskich. Być może jestem naiwny, ale wierzyłem w to, że projekt waszej partii spotka się z waszym wsparciem. Wierzyłem, że jako członkowie partii obywatelskiej będziecie rozumieć społeczeństwo. Kierować swoje działania tak, aby było ono obywatelskie i otwarte. Byłem przekonany, że wreszcie w tej kwestii w Polsce nie będzie gorzej niż na Zachodzie. Zawiodłem się.

Gdy miałem 18 lat wierzyłem w Platformę Obywatelską. Byłem przekonany, że jest to partia nowoczesna, która potrafi modernizować naszą rzeczywistość. Wierzyłem, że jest to partia, która może przybliżyć nasze prawo do prawa europejskiego. Byłem kiedyś nawet członkiem PO, czynnie działałem na wasz, a wtedy nasz wspólny sukces wyborczy. Z biegiem czasu zwątpiłem.

Wypaliliście mój młodzieńczy zapał, okazało się, że Platforma nie jest moją partią, a już na pewno przestała być partią Obywatelską.

Dziś już w Platformę zwątpiłem całkowicie. Dzień głosowania był dniem decydującym. Nie zaufam ponownie Platformie. Nie uwierzę tym, którzy mówią, że jest znacząca różnica między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. W dniu dzisiejszym zagłosowaliście wspólnie. Odrzuciliście projekt, który dla milionów Polaków był szansą na normalne życie.

Już trzy lata pozostaje w związku z moim partnerem. Rodzice otwarcie zareagowali na mój związek. Całkowicie wsparli moją decyzję. Również otoczenie nie wykazało się nietolerancją. Wszyscy, których znam, popierają związki partnerskie. Uważają bowiem, że jako osoba homoseksualna mam takie same prawo zalegalizować swój związek z moim partnerem, tak jak i oni. Moi heteroseksualni przyjaciele. Wszyscy tak uważają prócz moich reprezentantów. To właśnie wy odebraliście możliwość dalszego procedowania nad projektem oraz dalszej debaty. To wy odebraliście mnie i mojemu partnerowi możliwość kreowania przyszłości na bardziej stabilniejszych podstawach związku partnerskiego.

Art. 32 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowi "Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne". Wierzę, że zapis tego artykułu, naszej konstytucji, najważniejszego Aktu Prawnego, będzie respektowany przez moich reprezentantów.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.