Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Rano prowadziłam córkę do szkoły. Pod kamienicą dwie sprzątające ulicę panie walczą z oblodzonym chodnikiem. Obie nie najmłodsze (60-tki na pewno), widać że nie najzdrowsze, ale walczą... w końcu dostają miesięcznie 600 zł.

Zimno, wietrznie... a pani Wiesia (woźna) skuwa lód z chodnika pod szkołą. Cóż, taka praca.

Pewnie ponad połowa mieszkańców mojej dzielnicy żyje z pieniędzy, które daje im MOPS. Nie pracują, bo po co... przecież MOPS da na jedzenie, na opał, a nawet na papierosy i piwo. Na obiady dla dzieci, na książki, na kurtki.

Co robią biedni, bezrobotni, nie widzący żadnych perspektyw podopieczni MOPS panowie? Leżą i oglądają tv lub wyzywają, że dzieci w szkole i nie ma kogo wysłać po papieroski i coś do picia.

Czy naprawdę nie może być inaczej? Sama wychowuję dwoje dzieci, pracuję w służbie zdrowia, spłacam długi byłego męża. On, podobnie jak tysiące innych "tatusiów" nie płaci alimentów. MOPS wypłaca mi alimenty za niego. Wytłumaczcie mi dlaczego tak jest?

Alimenciarze siedzą w domu, lenie siedzą w domu, mężczyźni, którzy gdyby tylko chcieli, mogliby pracować, siedzą, bo nie muszą robić nic. MOPS zapłaci. MOPS da.

A chodniki niech odśnieżają, skuwają lód te "głupie", którym przyszło do głowy pracować.

Nie potrafię zrozumieć polskiej polityki. Staram się, ale naprawdę nie potrafię! Dlaczego nikt nie zagna do takiej pracy tych wszystkich pasożytów?! Dlaczego nikt nie powie im jasno..., chcecie kasę np. na opał, to zapracujcie. Nie płacisz alimentów na dzieci... odpracuj to! W jakim kraju żyjemy?

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.