Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Po przeczytaniu artykułu w dodatku Dom do "Gazety Wyborczej" postanowiłam zabrać głos w sprawie rzetelności dziennikarskiej. W tekście "Co czeka ogrody działkowe" znajdują się prawdy, półprawdy i nieprawdy.

Artykuł zaczyna się od insynuacji prześladowania "prężnego" prezesa, który dumny ze swoich osiągnięć nie mówi, że działał niezgodnie z prawem, wydając społeczne pieniądze bez zgody walnego zebrania, na co nie zgadzali się inni, składając rezygnację z mandatu członka zarządu, by nie zostać pociągniętymi do odpowiedzialności. Takim to sposobem pan prezes doprowadził do zmniejszenia o ponad 50 proc. liczby członków zarządu, powodując tym samym wygaśnięcie mandatów i likwidację całego organu. Pan prezes tak bardzo chciał zarządzać ogrodem, że nawet jak przestał być prezesem, nie uznał za stosowne przekazać dokumentacji zarządowi komisarycznemu statutowo powołanemu przez organ wyższego stopnia.

PZD, to my działkowcy, płacimy składkę członkowską jak w każdej organizacji tego typu. Proszę wskazać gdzie jest inaczej. Dzięki tej składce jesteśmy samodzielni, samorządni i samowystarczalni. Marek Wielgo pisze:

Od radnych wiele zależy - tylko co zależy? Na pewno nie to, żeby ogrody znalazły się w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego jako zielone tereny chronione. Radnym przeważnie zależy, by tereny ogrodów działkowych stały się placem budowy obiektów komercyjnych. To kosztem działkowców ma się ratować miejskie kasy. Do tego dochodzą odszkodowania reprywatyzacyjne - to także dobry powód, aby działkowcom odebrać grunty. Są tacy, którym odszkodowania nie przysługują, ale próbują je wyegzekwować - i tu właśnie Związek chroni, broni, walczy i dochodzi prawdy (m.in. na takie działania płacimy składki).

Opłaty, podatki i inne - pan Wielgo pisze o podatku rolnym, od nieruchomości, od altany a nie pisze, że jest proponowany czynsz za użytkowanie gruntu. Do tego dochodzi składka członkowska jak w każdym stowarzyszeniu i bieżące koszty utrzymania ogrodu, remonty, inwestycje. Trzeba to także podliczyć i nie będzie to jak pisze pan Wielgo 410 zł.

Czy nowa ustawa mogłaby pozostawić zwolnienia z opłat i podatków, może by mogła, ale na pewno nie zostawi, bo i po co było by to całe zamieszanie?

Ostry spór - z pewnością taki zapowiada się w Sejmie podczas dochodzenia do konsensusu w sprawie końcowego kształtu ustawy. Rzecz jasna, że działkowcy będą wiedzieć na kogo oddać głos w wyborach, ocenią kto im pomógł a kto zaszkodził.

Jeśli chodzi o swobodę zrzeszania się, to obywatelski projekt ustawy pozostawia możliwość wyboru, działkowiec będzie mógł być członkiem stowarzyszenia lub nie. Będzie też możliwość wyodrębnienia ogrodu ze stowarzyszenia ogólnopolskiego, pod warunkiem podjęcia takiej decyzji bezwzględną większością głosów, przy obecności co najmniej 50 proc. liczby członków jednostki terenowej jakim będzie ogród.

To bardzo dobry zapis, że o tak ważnej decyzji, musi decydować większość ogólnej liczby członków. Jeśli frekwencja będzie mała to znak, że nie są zainteresowani takim rozwiązaniem.

Inną powodującą zaniepokojenie działkowców jest kwestia proponowanych rozwiązań prawnych opracowanych przez przedstawicieli różnych ugrupowań politycznych. Ci prześcigają się w zupełnie egzotycznych pomysłach. Wymienić należy projekt Solidarnej Polski, która chciała by upodobnić ogrody działkowe do spółdzielczości mieszkaniowej, a Platforma Obywatelska m.in. chce żeby działkowcy przebudowali swoje altany zmniejszając je niejednokrotnie o 1/5 wielkości i podnosząc na palach, żeby nie były związane z gruntem - to absurd. Ustawowe umożliwienie zmiany stowarzyszenia zarządzającego ogrodem, to istny plebiscyt na zmiany w zarządzaniu - jak w kalejdoskopie. Przy czwartej zmianie - nie ma już ogrodu. Cudowna metoda na likwidację.

Takie pomysły należy krytykować, by je eliminować - panie redaktorze.

Propozycje PO- i tu pan Marek Wielgo ma rację. Platforma najprawdopodobniej zaproponuje najgorsze z punktu widzenia działkowców rozwiązania. Rozważa się, by umowę na prowadzenie ogrodu podpisywano ze stowarzyszeniem, które będzie popierane przez największą liczbę członków, następnie to stowarzyszenie może być wyparte przez inne stowarzyszenie o większej liczbie członków itd.!? Zawieranie umów stowarzyszenia z właścicielem gruntu uwarunkowane określonym czasem 25 lub 15 lat i opłata za użytkowanie gruntu 0,2 proc. jego wartości.

To wszystko Panie Redaktorze prowadzi do zagłady polskiego ogrodnictwa działkowego.

Powinniście nam pomóc - nie szkodzić.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.