Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Duży procent "klientów" izb to ludzie, którzy pod wpływem alkoholu popełnili wykroczenie, a także poszukiwani, więźniowie na przepustkach, sprawcy przemocy. Komisariaty nie są przystosowane do przetrzymywania takich osób (brak izolatek, pasów bezpieczeństwa) lub po prostu mają za mało miejsca i zdecydowanie większą część tych ludzi "zamykają" na izbie, a po wytrzeźwieniu, uspokojonych odbierają do dalszych czynności prawnych.

Rzeczą normalną jest, że patrol policji, a niekiedy i więcej niż jeden jedzie na interwencję na izbę, gdyż pobudzeni pacjenci zaczynają dewastować mienie izby, biją się między osobą lub atakują pracowników. Ci są bezbronni, więc dzwonią po wsparcie, na które czasem czeka się zbyt długo, a im dłużej patrol nie przyjeżdża tym bardziej tragiczne mogą być konsekwencje. Siniaki, długotrwałe kontuzje, złamania kończyn, pobicia, groźby karalne - na takie rzeczy narażeni są pracownicy izb. Taki stan rzeczy nikomu nie przeszkadza, ale gdyby wobec jakiegoś pijanego i agresywnego, rzucającego się do walki kibola, przez którego chwilę wcześniej ktoś inny został ranny, użyto gazu czy pałki, to wówczas jest to według dziennikarzy złe.

Wobec tego zadaję pytanie: Czy pijani mają mieć immunitet? Tylko wobec trzeźwych można używać środków przymusu? Według mnie wobec spokojnej trzeźwej i spokojnej pijanej osobie nikt siły używać nie będzie. Projekt ustawy zakłada między innymi przeniesienie z rozporządzenia do ustawy środka przymusu bezpośredniego, jakim jest przymusowe podanie produktu leczniczego. "Pracownicy izby wytrzeźwień chcą mieć spokój i ciszę, więc zamiast tolerować marudzenie pijanego zapiętego w pasy, wstrzykną mu siłą w żyłę fenactil" - wyczytałem na RMF24.pl. Ciekawe tylko, kto tym izbom zasponsoruje fenactil?

Gminy oszczędzają jak mogą i dostępne jest co najwyżej relanium. Poza tym leki podają lekarze, a nie pracownicy. Wreszcie, kto by to nie był, to człowiek o zdrowych zmysłach, z doświadczeniem, nie podaje leków osobie pod wpływem alkoholu gdyż takie ma "widzimisię".

- Czy Polska to cywilizowany kraj? Czy państwo, w którym mogą cię szczuć psem, kiedy się napijesz? - pytano w TOK FM. Nieprofesjonalne jest podejmować głos w sprawie bez zaznajomienia się z tematem. Jako osoba, która z problemem spotyka się na co dzień podam przykład z życia wzięty.. Policja dostaje wezwanie do knajpy w której dwóch rosłych, umięśnionych tak zwanych ABS-sów (Absolutny Brak Szyi) wszczęło bójkę i w dodatku ani myślą zapłacić za spożyty alkohol, a wypili pół litra na dwóch i po piwie. Przybyły na miejsce patrol policji próbuje uspokoić rozjuszonych mężczyzn, ale bez efektu. Zdają sobie sprawę, że fizycznie im nie dorównują, więc muszą wezwać posiłki. Przyjeżdża drugi patrol - tym razem dwóch rosłych policjantów. We czwórkę obezwładniają ABSów, niestety trzeba było użyć gazu, pałki i zakuć "agresorów" w kajdanki. Barman ani myśli składać przeciwko nim zeznania. Straty knajpy nie przekroczyły 500zł, więc "karki" nie będą ścigani z urzędu, co najwyżej po wytrzeźwieniu mogą dostać mandat. Wypuścić ich nie można bo pójdą do innej knajpy i będzie druga awantura. Na siłę do domu ich się nie odwiezie. Wobec tego zostają zawiezieni na izbę, gdzie posiedzą do czasu aż wytrzeźwieją. Problem w tym, że zgazowani i zakuci są jeszcze bardziej wściekli. A teraz wnioski: Czterech policjantów musiało użyć gazu i pałki by obezwładnić przeciwników, a na izbie zostają przekazani dwóm pracownikom izby którzy do obrony mają tylko siłę własnych rąk? Nawet jak ABS-y zostaną zapięci w pasy to prędzej czy później trzeba ich wypiąć. Jeżeli grzecznie położą się spać to za parę godzin się obudzą. I wtedy pracownicy izby są zdani sami na siebie. To tylko jedna z setek tysięcy historii, jakie policja i pracownicy izby mogą opowiedzieć. Pożytek z tego taki, że ABS-y do końca wieczoru nikomu już krzywdy nie zrobią. A po wytrzeźwieniu dostaną wysokie mandaty. Ktoś mógłby powiedzieć, że ABS-om, zamiast wieźć na izbę, można by postawić zarzut karny (zakłócanie, opór przy aresztowaniu, napaść na funkcjonariusza). Co można i co powinno się robić to jedna sprawa, a praktyka to druga.

Przypomnę jeszcze sprawę młodego chłopaka, który zginął na komisariacie policji w Kłobucku. Wtedy zarzucano policjantom, że powinien być przewieziony na izbę w Częstochowie. Dobry adwokat zawsze może podważyć słuszność zatrzymania kogoś na 48h, bo przecież wystarczy na kilkanaście godzin na izbie. Nie zawsze wszystko jest takie proste jak może się wydawać. Nie zawsze jest miejsce w policyjnej izbie zatrzymań. Nie podoba mi się takie generalizowanie sprawy. Wobec spokojnych "klientów" nikt środków przymusu nie użyje, tym bardziej, że na izbach są kamery z nagrywaniem, więc użycie środków przymusu musi być uzasadnione. Poza tym, na izbę nie trafia się za to, że się wypiło, tylko, za to że się pod wpływem alkoholu nabroiło, lub zagrażało zdrowiu i życiu własnemu oraz innych ludzi. Użycie środków przymusu jest tzw. wydarzeniem nadzwyczajnym. Na izbach jest tak samo protokołowane jak i w PDOZ-etach, czyli tzw. policyjnych "dołkach". Szereg czynności wykonywanych w tego typu placówkach jest udokumentowany. To pozostałość po tym jak Izby podlegały pod MSWiA.

Odpowiedzmy sobie jeszcze na pytanie: czym się różni pracownik izby od policjanta? Mundurem. Tylko mundurem. Jeśli chodzi o przeszkolenie, to pracownicy izb co roku przechodzą szkolenia z zakresu interwencji, samoobrony. Policjant nie musi mieć wyższego wykształcenia. Niektórzy dyrektorzy "wytrzeźwiałek" chętniej zatrudniają z wyższym, po resocjalizacji, itp. Często pracują tam instruktorzy sztuk walki, byli policjanci, ludzie ze służby więziennej. A więc być może są to nawet osoby lepiej przystosowane do pracy w stresie i w sytuacjach zagrożenia. Co nie oznacza, że można ich zostawić bez niczego do obrony. Równie dobrze można by dywagować czy Policji i Straży Miejskiej są potrzebne środki przymusu. Ochroniarze na obiektach chronionych również mają broń i nikt z tym nie ma problemu. Izba jest też obiektem, w którym musi być zachowany spokój i bezpieczeństwo. A nadużywać tych środków równie dobrze może policjant czy strażnik miejski. Cały ten szum medialny wydaje mi się spowodowany brakiem zaufania do tej instytucji. A pracują tam zdrowi, wykształceni, odpowiedzialni ludzie. Jeśli taka debata miałaby się odbyć to tylko z przedstawicielami policji, izb i z przedstawicielami rządu. W tradycyjnej debacie publicznej głos zawierają ludzie nie zaznajomieni z tematem. Każdy dziennikarz zmienił by zdanie jakby spędził dwie doby z patrolem policji lub na izbie miałby pilnować awanturujących się osadzonych, którzy często przemoc stosują na pracownikach izby.

Osoba z HFPC (Helsińska Fundacja Praw Człowieka) w jednym z wywiadów mówi: "Naszym zdaniem poddanie osób przebywających w izbach wytrzeźwień nieustannej kontroli sprawowanej za pomocą urządzeń rejestrujących obraz, stanowi daleko idące wkroczenie w sferę prawnie chronionych praw i wolności tych osób". "Klienci" izb nagminnie skarżą się w prokuraturze, jak źle zostali potraktowani, a nawet pobici. Podejrzewam, że 99% tych zarzutów zostaje oddalonych, właśnie dzięki temu, że jest monitoring, a oskarżający oczom nie wierzy, gdy ogląda nagranie. Dlaczego? Przez alkohol jego wspomnienia zostały nieco ubarwione, po wytrzeźwieniu wydaje mu się, że to co pamięta jest prawdą. W rzeczywistości okazuje się, że owszem był na siłę prowadzony na salę, ale włos mu z głowy nie spadł. Alkohol zupełnie zmienił to wspomnienie. Spacer w asyście pracownika izby i funkcjonariusza zapamiętał jako ostrą szarpaninę, a nawet pobicie. Monitoring to jedyna rzecz, dzięki której pracownik izby oraz funkcjonariusz mogą przywrócić sobie dobrą opinię po zniesławieniu.

Na dowód przytaczam słynną historię z Zielonej Góry. Pacjent oskarżył prezydenta miasta, że nie sprawuje należytej kontroli nad izbą. Twierdził, że został tam pobity i zapięty bezpodstawnie w pasy. Nagranie oglądał sam prezydent Janusz Kubicki. Zapis z monitoringu nie potwierdził, by mężczyznę okładano pięściami. A wręcz odwrotnie. Pracownik, z którym wdał się w szarpaninę, pożalił się prokuratorom. Sąd skazał pacjenta za uszkodzenie ciała.. A pracownicy zaglądali do celi, gdy mężczyzna był już pasami przymocowany. Nie może tego pamiętać, bo spał. Również próby oskarżania o kradzież kończą się fiaskiem. Depozyt zapisują policjanci, a nie ludzie z izby. Co ciekawe, "klienci" izby zapominają, że kasę wydali na alkohol. Wydaje im się, że pieniądze, z którymi wyszli z domu, powinny dalej być w portfelu. Zapominają, że za nie kupili wódkę, papierosy i domagają się ich przy wyjściu z izby. Tak rodzą się mity o kradzieżach w tychże placówkach. Od paru lat policja przez zmiany w przepisach zaczęła wozić pijanych kierowców na policyjną izbę zatrzymań. Jak sami mówią, to utrudniło tylko pracę. Osadzeni kierowcy kombinują jak mogą, udają choroby. W PDOZ-etach nie ma lekarzy. Za każdym razem trzeba z delikwentem jechać do szpitala. Na izbie jest lekarz, problemu nie było. Wytrzeźwionego kierowcę zabierano do dalszych czynności prawnych. Zarzuca się też nieprawidłowości w funkcjonowaniu izb. Jakby skontrolować policyjne izby zatrzymań, tak samo wykryje się patologie działalności. Ale kto będzie się sądził z policją..

Zarzuca się, że ludzie umierają.. owszem, zdarza się, głównie z przepicia i zmęczonego organizmu. W więzieniach nagminnie zdarzają się samobójstwa, jak np. w sprawie Olewnika. I do tej pory nie ma nagrywania obrazu w więzieniach. Czyżby tylko dlatego, że tam służą w mundurach? Mundur wystarczy do zaufania? To może po prostu przekształcić izby w policyjny organ, ubrać pracowników w niebieskie ubrania i dać stopnie wedle wykształcenia i stażu pracy. Problem się rozwiąże, szpitale dalej pozostaną odciążone i pracy nikt nie straci. Ministerstwo i gminy w mniejszym bądź większym stopniu zdają sobie sprawę z tego, jak niebezpieczna jest praca na izbie wytrzeźwień. Zamiar zwiększenia liczby środków przymusu bezpośredniego nie wziął się z powietrza. Media zarzucają brak konsultacji społecznych przy tak ważnym posunięciu, jakim ma być "uzbrojenie" izby. A czy rządzący konsultowali się społecznie przy podnoszeniu podatku VAT, zwiększaniu wieku emerytalnego? Co najwyżej tylko prowizorycznie.

Mam nadzieję, że dałem trochę do myślenia.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.